wtorek, 27 lutego 2024
Imieniny: PL: Gagrieli, Liwii, Leonarda| CZ: Alexandr
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art 190: Syn Szawła | 01.05.2016

Ten tekst przeczytasz za 3 min. 30 s
Fot. ARC

 „Syn Szawła”, w czeskiej dystrybucji pod nazwą „Saulův syn”, to jeden z tych obrazów, które pozostają w głowie na długo. Jeśli nasza recenzja węgierskiego zdobywcy Oscarów 2015 zachęci Was do odwiedzin kina, z pewnością nie pożałujecie. To makabryczna, ale na wskroś realistyczna i potrzebna lekcja historii.

 

FILMOWA RECENZJA

SYN SZAWŁA

Węgierski reżyser László Nemes nakręcił jeden z najbardziej wstrząsających filmów ostatnich lat. Oscar dla najlepszego nieanglojęzycznego filmu 2015 roku to wyróżnienie w stu procentach zasłużone, aczkolwiek sam Nemes nie podchodził do realizacji swojego życiowego filmu z ambicjami zawojowania Hollywood. Na Węgrzech, gdzie w ostatnich kilkunastu latach wezbrała radykalnie fala neofaszyzmu, „Syn Szawła” rozgrywający się w nazistowskim obozie zagłady Auschwitz-Birkenau jest jak katarsis.

„Syn Szawła” rozpoczyna się od bardzo nieostrych ujęć kamery, z których wyłania się po chwili postać głównego bohatera – Szawła Auslandera, członka tkzw. Sonderkommanda odpowiedzialnego w Auschwitz za sprzątanie krematoriów i inne prace związane z szybkim usuwaniem zamordowanych ciał więźniów. Członkowie Sonderkommanda też są więźniami i doskonale zdają sobie sprawę z tego, że po pewnym czasie oni również trafią do komory gazowej. Szaweł Auslander wypełnia rozkazy, podobnie jak wielu innych towarzyszy niedoli, ale do pewnego momentu. Przełomem w jego mechanicznym, pozbawionym resztek uczuć służeniu szatanowi staje się chwila, kiedy w jednej z komór gazowych znajduje swojego dziesięcioletniego, zagubionego syna i postanawia wyprawić mu zgodny z hebrajskim obrządkiem pogrzeb.

Artyzm filmu tkwi w szczegółach, na które odważyło się w przeszłości niewielu reżyserów próbujących okiełznać demony obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Przede wszystkim chodzi o niesamowity wręcz realizm uderzający w wyobraźnię widza z mocą huraganu. Strach oglądamy z każdego ujęcia kamery towarzyszącej głównemu bohaterowi na każdym kroku. Często, co też jest trafnym zabiegiem wywalczonym przez Nemesa, kamera gubi osoby znajdujące się na dalszym planie, nastawiając się stricte na Szawła Auslandera. W tle słyszymy bestialskie krzyki oprawców, jęki mordowanych i bitych więźniów, ale twórcy nie pokazują nam tego w typowy, plastyczny i zrozumiały od razu sposób. Akcję oglądamy z perspektywy głównego bohatera, który, aby zachować resztki zdrowego umysłu, po prostu kasuje w głowie okrucieństwo rzeczywistości, rozmazuje jak gdyby przed oczyma otaczającą go rzeźnię. Nemes postanowił w dodatku nakręcić film w niecodziennym formacie 4:3, a wszystko po to, żeby zawężyć widzowi pole, a zarazem umożliwić mu otwarcie się na niespotykane dotąd bodźce.

Oprócz fenomenalnego Gézy Roehriga, który wcielił się w głównego bohatera filmu, na planie węgierskiego zdobywcy Oscara brylują też polscy aktorzy: Kamil Dobrowolski, Jerzy Walczak i Marcin Czarnik. „Syn Szawła” swoim realistycznym, dokumentalnym wręcz przekazem zbliża się do kanonu zarezerwowanego dla wybitnych pozycji z kategorii literatury faktów. To film tak makabryczny, że w sali kinowej nie wszyscy wytrzymują do końca.

xxx

 



Może Cię zainteresować.