środa, 21 lutego 2024
Imieniny: PL: Eleonory, Lenki, Kiejstuta| CZ: Lenka
Glos Live
/
Nahoru

Żeby było sucho... | 13.08.2020

„A je sucho” w wolnym tłumaczeniu na język polski znaczy „No i jest sucho”. „A je sucho” to również nazwa firmy Piotra Wojoczka. Jej głównym zadaniem jest osuszanie budynków, remont wilgotnych piwnic i mieszkań, czyli doprowadzenie wilgotnych ścian i murów do stanu, kiedy z czystym sumieniem można powiedzić: „Jest sucho”.

Ten tekst przeczytasz za 4 min. 15 s
Fot. MARIAN SIEDLACZEK

Piotr Wojoczek wypowiedział wojnę wilgoci piętnaście lat temu. Wszystko zaczęło się od banalnego przypadku. Mokre ściany w domu jego mamy wymagały osuszenia i renowacji. – Zaprosiłem pięć firm, które przeprowadziły oględziny budynku, zbadały stan piwnicy i zaproponowały sposób, jak pozbyć się problemu. Ich oferty różniły się zarówno co do ceny, jak i metody osuszenia budynku. Proponowane rozwiązania rozbudziły moją ciekawość. Zacząłem szperać w internecie, by dowiedzieć się więcej. Moja fascynacja tematem przybrała wkrótce takie rozmiary, że postanowiłem dokształcić się w tym zakresie. Zrobiłem kursy, m.in. we Wrocławiu, Pradze i Brnie, i uzyskałem potrzebne certyfikaty – wspomina mój rozmówca. Przyznaje, że był to raczej krok w nieznane. Z branżą budowlaną do tej pory miał niewiele wspólnego, jeśli nie liczyć domu jednorodzinnego wybudowanego własnym sumptem. Nazwisko Wojoczek kojarzy się bowiem na Zaolziu z zupełnie innym zakresem działania – fotografią i sklepem myśliwskim na rynku w Czeskim Cieszynie. Dla tych, którzy nie wiedzą, to od 30 lat również jego biznes.

Zdaniem pana Piotra, mokre ściany i piwnice to dość powszechny problem. Bierze się on m.in. stąd, że po latach eksploatacji izolacja domu przestaje spełniać swoją funkcję i wtedy woda podchodzi do muru. – Są stare domy, które nigdy nie miały izolacji. Po latach atakuje je wilgoć, pojawiają się grzyb i pleśń. Problem z wilgocią mają również nowe domy. Jeśli izolacja nie została dobrze położona, problem może pojawić się nawet po kilku latach. Mokre ściany i z tym związane niedogodności nie dotyczą zatem tylko stuletnich budynków – wyjaśnia specjalista od osuszania. Czy każdy problem da się rozwiązać? Według Wojoczka, połowa sukcesu to znalezienie przyczyny mokrych ścian. Na tej podstawie fachowiec decyduje się na zastosowanie takiej lub innej metody osuszania. A metod jest wiele. Do tych najbardziej popularnych należą iniekcje osuszające, które wprowadzają w głąb muru specjalny preparat zapobiegający kapilarnemu „podciąganiu” wilgoci z gruntu, obkopanie fundamentów domu i położenie drenażu czy mechaniczne podcinanie ścian. Nieraz się zdarza, że firma stosuje kilka metod równocześnie. – Dziś mamy urządzenia pomiarowe, które dokładnie określają stopień zawilgocenia ścian, a także pozwalają wydedukować, skąd wilgoć pochodzi. Mając tę wiedzę, łatwiej nam znaleźć sposób na osuszenie danego budynku. Używamy do tego materiałów i technologii renomowanych firm europejskich – przekonuje właściciel „A je sucho”. Dodaje, że nie zawsze osuszenie domu musi być kosztowne, nie zawsze trzeba sięgać po drogie rozwiązania. Czasem bowiem przyczyny mokrych ścian są banalne, jak cieknąca rynna czy upchany liśćmi koszyk pod okapem. Wówczas równie proste jest ich usunięcie.

W ciągu dziesięciu lat działalności firma ma na swoim koncie ok. 500 osuszonych budynków. Zwykle chodzi o domy jednorodzinne i kamienice, ale zdarzają się też szkoły, kościoły, wille secesyjne, domy zdrojowe, muzea. – Przez te lata nasza firma stała się wysoko cenionymi specjalistami na osuszanie i to nawet wśród konkurencji. W 2014 roku uzyskałem certyfikat i członkostwo w międzynarodowej organizacji naukowej WTA z siedzibą w Monachium, specjalizującej się w renowacji budynków podlegającym ochronie zabytków – dodaje mój rozmówca.

Na dziś Piotr Wojoczek ma czterech zaufanych pracowników i – jak mówi – nawet nie ma zamiaru poszerzania firmy. Po pierwsze dlatego, że trudno znaleźć dobrych murarzy, a po drugie, nie byłby w stanie nadzorowania większej liczby zamówień.

– Nasz sezon trwa bez względu na porę roku i na szczęście również bez względu na pandemię koronawirusa. Ponieważ nasza praca odbywa się głównie w piwnicach, pracownicy mają znikomy kontakt z mieszkańcami domów – przekonuje. Po dziesięciu latach walki z wilgotnymi ścianami może powiedzieć jedno: ta praca daje ogromna satysfakcję. – Cieszę się, kiedy widzę, że pomogłem ludziom rozwiązać problem, który ciągnął się latami. Ci ludzie są naprawdę szczęśliwi – zapewnia.



Może Cię zainteresować.