poniedziałek, 15 kwietnia 2024
Imieniny: PL: Adolfiny, Odetty, Wacława| CZ: Anastázie
Glos Live
/
Nahoru

Michał Broda: Lekkoatletyka uczy pokory | 24.02.2023

Na przełomie marca i kwietnia Michał Broda, prezes sekcji lekkoatletycznej TJ Jäkl Karwina, weźmie udział w halowych mistrzostwach świata kategorii „masters” w Toruniu. To rozmowa o lekkoatletycznym czempionacie dla zawodników powyżej 35 lat, a także planach i bolączkach, z jakimi borykają się podopieczni „królowej sportu” w Karwinie. Michała Brodę znam od ponad dwudziestu lat i pierwsze, co zawsze rzuca mi się w oczy, to jego niegasnący życiowy optymizm.

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 30 s
Michał Broda podczas zawodów „Hawierzowska Dziesiątka”. Fot. ARC
Chciałem rozpocząć od pytania, co tam nowego w karwińskiej lekkoatletyce. Jednak wiadomość, że szykujesz się do swoich pierwszych w karierze mistrzostw świata „masters”, wpłynęła na szybką zmianę głównego tematu tej rozmowy. Czego zatem oczekujesz po swoim starcie w Toruniu?
– Wreszcie jestem już w wieku, że mogę wziąć udział w mistrzostwach kategorii „masters” skierowanych do osób powyżej 35 lat (śmiech). Zgłoszenie nie wymagało skomplikowanej logistyki, można powiedzieć, że każdy mógłby wystartować w tych mistrzostwach.
To chyba lekka przesada z twojej strony. Nie sądzę, że na przykład ja, w szkole średniej biegający „setkę” w granicy 19 sekund, po trzydziestu latach od matury mógłbym załapać się w tym czempionacie…
– Dobra, to może nie mistrzostwa dla wszystkich, ale na pewno dla tych wszystkich, którzy regularnie przez wiele lat uprawiają lekkoatletykę. Ja zaliczam się do tego grona. W zasadzie biegam wyczynowo od dwudziestu lat, ale kocham nie tylko biegi, uwielbiam lekkoatletykę za jej całokształt. To piękny sport, który uczy pokory.
Czempionat w Toruniu odbędzie się w tej samej hali, w której w zeszłym tygodniu przeprowadzono mityng Copernicus Cup z udziałem największych gwiazd światowej lekkoatletyki. W jakich dyscyplinach postanowiłeś powalczyć o medale?
– Najlepiej czuję się w konkurencjach biegowych, a więc nie namyślałem się zbyt długo i postawiłem na biegi. Wystartuję na dystansach 400, 800 i 1500 m. Każdy z tych dystansów ma swoje specyficzne smaczki, 400-metrowy odcinek to jeszcze sprint, pozostałe dwa trzeba już zaplanować bardziej taktycznie. Trudno przewidzieć, czy mam w ogóle jakieś szanse medalowe, to okaże się dopiero na miejscu. Chciałbym dać z siebie wszystko, bo to moja życiowa dewiza nie tylko na stadionie.
Policzyłeś, jak szybko powinieneś biec w Toruniu, żeby liczyć się w ścisłym gronie faworytów? Na pewno sprawdzałeś czasy swoich przeciwników…
– W zawodach takiej rangi trzeba pokazać się z możliwie najlepszej strony. Czyli idealnie ustanowić rekord życiowy. Na dystansie 400 metrów chciałbym pobiec poniżej 55 sekund, na 800 metrów poskromić granicę 2:10, a na 1500 rezultatem zadowalającym byłby czas 4:40. To takie moje poprzeczki w Toruniu, które pragnę pokonać, a przy okazji sprawić sobie frajdę z rywalizacji na pięknym stadionie.
Należysz do stałych bywalców Światowych Letnich Igrzysk Polonijnych. O ile się nie mylę, to zabrakło cię tylko na ostatnich igrzyskach w Pułtusku, ale poza tym od dwudziestu lat regularnie uczestniczysz w tej największej polonijnej imprezie sportowej na świecie. Czy doświadczenie zdobyte w polonijnych igrzyskach może procentować w mistrzostwach świata w Toruniu?
– Oby tak właśnie było. W igrzyskach polonijnych też nie brakuje świetnych sportowców, często są to ludzie, którzy na co dzień uprawiają lekką atletykę wyczynowo. Do nich też się zaliczam, bo od wielu lat jestem członkiem karwińskiego klubu, a od dziesięciu lat prezesem.
W Karwinie od kilku lat wróble ćwierkają na dachach o planach budowy nowego zaplecza dla lekkoatletycznego klubu. Rozwiały sięraczej marzenia o nowym stadionie, póki co nie wypaliły także inne pomysły. Rozumiem jednak, że nadzieja umiera ostatnia?
– Faktycznie, stadionu nie ma i wiele wskazuje na to, że długo nie będzie. Trenujemy w skromnych warunkach na terenie miejscowej szkoły, zimą często korzystamy z nowoczesnej hali lekkoatletycznej w Ostrawie-Witkowicach usytuowanej w sąsiedztwie Miejskiego Stadionu i Ostravar Areny. W ostatnich dniach właśnie w tej hali trenowałem do mistrzostw świata w Toruniu. W Karwinie sportami wiodącymi są piłka nożna i piłka ręczna, a lekka atletyka po prostu z nimi przegrywa. Mamy wprawdzie na najwyższych szczeblach miasta osobę nam przychylną, Andrzeja Bizonia, wiceprezydenta miasta do spraw szkolnictwa, kultury i sportu, ale jeden człowiek to za mało, żeby przeforsować nasze pomysły. Ale jak wspomniałeś, nadzieja umiera ostatnia.
Gdybyś miał krótko skomentować, co lubisz, a czego nie cierpisz we współczesnej lekkoatletyce?
– Lubię, że to sport, który wciąż przyciąga młodych, co widać zresztą na zawodach. Młoda generacja przebojem wdarła się na mityngi, można to zaobserwować chociażby w polskiej reprezentacji. Polska lekkoatletyka zrobiła skądinąd ogromne postępy, a to przekłada się na dobre występy w igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata i Europy. Przed nami Halowe Mistrzostwa Europy i myślę, że biało-czerwoni również na nich pokażą klasę. Moja odpowiedź na drugą część pytania będzie krótsza: nie lubię ciągłych kłopotów i komplikacji z pozyskiwaniem przeróżnej maści dotacji, żeby móc w ogóle zorganizować cokolwiek.
Kto, twoim zdaniem, mógłby być takim wzorem dla młodych, zaczynających lekkoatletów?
– Zawsze lubiłem Marcina Lewandowskiego, brązowego medalistę mistrzostw świata w Dosze na dystansie 1500 m. Skromny chłopak, który w swojej karierze wiele osiągnął, a mógł osiągnąć znacznie więcej, ale postanowił zrezygnować z wyczynowej lekkoatletyki dla dobra własnej rodziny. Jeżeli potrafisz znaleźć właściwy moment, by zakończyć karierę z podniesionym czołem, to jest to bezcenny dar.
Janusz Bittmar


Może Cię zainteresować.