45 lat temu odbyła się polska premiera »Człowieka z żelaza« | 27.07.2026
Odwrócił się i głośno
powiedział: obiecuję panu, młody człowieku, że zrobię taki film – wspominał
Mirosław Waga, stoczniowiec, który „zamówił” u Andrzeja Wajdy „Człowieka z
żelaza”. 27 lipca 1981 r. odbyła się polska premiera filmu Andrzeja Wajdy,
nagrodzonego dwa miesiące wcześniej Złotą Palmą.
Ten tekst przeczytasz za 3 min. 30 s
Kadr z filmu. Fot. ARC
27 maja 1981 roku, na 34.
Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes dzieło Wajdy zdobyło Złotą Palmę.
Film otrzymał też Nagrodę Jury Ekumenicznego.
„Nigdy jeszcze w dziejach
naszej kinematografii nie zdarzyło się, by wydarzenia historyczne o przełomowym
znaczeniu stały się niemal „in statu nascendi” tematem filmu. Nie dokumentu,
filmu fabularnego. Wajda podjął wyścig z żywą pamięcią ludzką” – podkreśliła
Małgorzata Szpakowska w artykule „Prawdy i nieporozumienia” („Kino”, 8/1981).
„Zdołał dogonić historię. Wyprzedził pisarzy, poetów, dramaturgów. Stworzył
pierwszą syntezę Sierpnia, jaka pojawiła się poza publicystyką. Narzucił własną
wizję, zanim ktokolwiek zaproponował inną. Nie tylko przedstawił własną wersję
wydarzeń; przez pierwszeństwo stał się także ich współtwórcą. Trudno wyobrazić
sobie, aby przez film osiągnąć można było więcej” – napisała.
„»Człowiek z żelaza« bez
zahamowań pokazał konflikt interesów między komunistyczną władzą i polskim
społeczeństwem. Ale nie jest dobrym filmem. Dostał w Cannes Złotą Palmę nie za
walory artystyczne, a z sympatii dla naszego zrywu antykomunistycznego” –
ocenił Krzysztof Kłopotowski w tekście pt. „Czy Andrzej Wajda wiedział lepiej?”
(„Nowy Napis Co Tydzień”, 27 sierpnia 2020).
Na początku września 1980 r.
scenarzysta Aleksander Ścibor-Rylski zaczął pisać scenariusz. Przywołał znane
już widzom z „Człowieka z marmuru” postaci syna Mateusza Birkuta, Macieja
Tomczyka i reżyser Agnieszki, wykreował zaprzedanego władzy, ale mającego
sumienie dziennikarza Winkela, który na zlecenie władz zbiera materiały mające
skompromitować syna Birkuta. „Pod koniec listopada 1980 scenariusz był już
gotowy” - napisał Jan Strękowski na Culture.pl. Na początku 1981 roku
przystąpiono do zdjęć, które ukończono w kwietniu.
– Mało kto wie, ale brama
stoczniowa powstała w wytwórni w Warszawie i tam kręciliśmy zdjęcia. Byłem
pytany o najmniejsze szczegóły: jak wisiała skrzynka, czy kolory są dobre, jak
brama była zamykana na zawias: od góry czy od dołu. Oni chcieli być perfekcyjni,
żeby to wszystko wyglądało tak dokładnie jak na terenie stoczni – mówił
Borowczak, który był konsultantem przy produkcji filmu. Zagrał też epizod w
„Człowieku z żelaza”. – W filmie stoję na bramie i rozmawiam z Marianem Opanią,
grającym dziennikarza, który chce wejść na stocznię. Ja mówię mu, że nie
wejdzie. A potem z Krystyną Zachwatowicz, która mówi, że w środku jest Maciek
Tomczyk, jej syn. Ja jej odpowiadam „niech pani zobaczy, ile tu jest matek i
żadnych matek nie wpuszczamy”. Za dzień zdjęciowy było chyba 700 zł. To była
masa pieniędzy. Ja zarabiałem wtedy w stoczni jak uczeń montera kadłuba do
dwóch tysięcy. Uznałem jednak, że nie wypada brać tej gaży. Zarobione na planie
pieniądze wrzuciłem do skarbonki na rzecz budowy Pomnika Ofiar Grudnia '70” –
wspominał Jerzy Borowczak.
„Człowiek z żelaza” znalazł się wśród 21 filmów
wybranych przez Martina Scorsese do cyklu pokazów w Stanach Zjednoczonych i
Kanadzie zatytułowanego „Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish
Cinema”(„Martin Scorsese przedstawia arcydzieła polskiego kina”).