Pop Art: Powrót Foo Fighters w wielkiej formie | 01.05.2026
Cały rockowy świat zachwyca się nowym albumem amerykańskiej
grupy Foo Fighters, „Your Favorite Toy”. W Pop Arcie nie może być inaczej, bo
to świetna płyta i rewelacyjny powrót Dave’a Grohla i spółki.
Najnowsza odsłona zespołu Foo Fighters brzmi ekstra-rockowo. Fot. mat. prasowe
– Nie chcieliśmy, żeby nasz nowy album brzmiał jak płyty
Erica Claptona. Gitarowe pobrzękiwanie pozostawiamy właśnie Ericowi, on jest w
tym najlepszy. A nas kręci ostre rockowe granie i postanowiliśmy wrócić z
podwójną rockową mocą – słowa lidera amerykańskiej formacji Foo Fighters w dniu
premiery najnowszego albumu studyjnego „Your Favorite Toy” na pewno nie
obraziły ani skądinąd genialnego Claptona, ani reszty rockowego peletonu. Po
prostu Grohl zawsze szybciej mówił, niż myślał, ale przez to zarówno jako
perkusista Nirvany, jak też wokalista i gitarzysta Foo Fighters w muzycznej
branży miał ułatwione zadanie – do promocji płyt nie potrzebował
specjalistycznej agencji reklamowej. Sam potrafił bowiem wszystko zmajstrować
tak, że nawet przeciętne wydawnictwa, a takich nie brakowało w karierze FF,
sprzedawały się jak ciepłe bułeczki.
Najnowszy album grupy na całe szczęście nie wpisuje się w
definicję przeciętności, wręcz przeciwnie. Po słabej poprzedniczce „But Here We
Are” (2023) Grohl i spółka wrócili na właściwą drogę. Bez zbędnych
eksperymentów pchają się najszybciej jak tylko potrafią do oka rockowego
cyklonu. Z werwą, dynamicznie, jak na swoich najlepszych płytach. Foo Fighters podsycają
ogień równie energicznie, jak na moich ulubionych wydawnictwach „One by One”
(2002), „In Your Honor” (2005) i skarbie największym – „Wasting Light” (2011).
Wtedy nie było jeszcze dominacji serwisów streamingowych, a
dobre albumy aż kusiły, żeby wysłuchać je w całości, od pierwszej do ostatniej
nuty. Z „Your Favorite Toy” mam podobnie. Nawet słuchając tej płyty po raz
pierwszy – w samochodzie podłączony do usługi streamingowej w komórce – łyknąłem
tych nieco ponad 36 minut muzyki „tu i teraz” za jednym zamachem. Idealnie zaś
sprawdził się ten album na trasie Ostrawa – Werk Arena Trzyniec jako wstęp do
emocji, które zgotowali w finale ekstraligi inni rockowi wojownicy – hokeiści
Stalowników. Ale to temat do innej rubryki.
„Your Favorite Toy” jest drugim albumem nagranym już bez
zmarłego w 2022 roku perkusisty Taylora Hawkinsa, którego koledzy z zespołu
znaleźli martwego w pokoju hotelowym w kolumbijskiej Bogocie. Symbolicznie w
światowej stolicy narkotyków… Na wspomnianej słabej płycie But Here We Are”
wszystkie partie perkusji ogarnął Grohl, a trasę koncertową do tego albumu Foo
Fighters spędzili w towarzystwie sesyjnego perkusisty Josha Freese’a.
Najnowszy album powstał już jednak w zupełnie nowych
okolicznościach – po zaprzyjaźnieniu się z zespołem Ilana Rubina, etatowego
członka formacji Nine Inch Nails, wszystkie kawałki zawarte na „Your Favorite
Toy” powstały z jego udziałem. A wkład Rubina w brzmienie albumu jest namacalny
od pierwszej piosenki, tak industrialnie i zwariowanie potrafi wymiatać tylko
on. Na jego korzyść przemawia też wiek – Rubin zdecydowanie zaniża przeciętny wiek
zespołu, jako 37-latek może się poczuć w towarzystwie starszych o dwadzieścia
lat kompanów niczym maluch w przedszkolu, otoczony czułą opieką doświadczonych
fachowców.
Na 36 minut najnowszej muzyki Foo Fighters składa się
dziesięć utworów, zagranych żywiołowo, nierzadko z hardcorowym czy też
metalowym pazurem. Zabrudzone, często przesterowane efektami gitary najlepiej
sprawdzają się w słuchawkach Hi-Fi, bo tylko wtedy wypłyną najlepsze smaczki.
Nie tylko gitary na tym albumie brzmią agresywnie, również wokal Grohla na
nieprzygotowanego słuchacza może działać lekko demonicznie. Czasy spokojnych
„przynudzajek” wzorowanych na The Beatles z takich albumów, jak „Echoes,
Silence, Patience & Grace” (2007), należą do zamierzchłej przeszłości.
Otwierający krążek utwór „Caught In The Echo” w zasadzie
definiuje całą płytę. Na przemian łomot i melodyczny refren, riffy krótkie, ale
dosadne, zmierzające do finału z prędkością pociągu TGV. W finale tej piosenki
Foo Fighters sięgają po sprawdzony myk znany z poprzednich albumów – zwalniają na
moment tempo, uwypuklając refrenową mantrę, by na koniec znów rozpędzić rockowe
stado jak rasowi amerykańscy kowboje.
Ukryty pod numerem 3 „Window” brzmi jak typowy grunge, ale w
wersji spokojniejszej. „Zobaczyłem twoją twarz w oknie” śpiewa Grohl w
najbardziej przebojowym utworze na płycie. W teledysku do tej piosenki muzycy
zabierają nas w podróż po luksusowym hotelu z perspektywy „myjka” szyb, który
zawieszony w przestrzeni niczym Spiderman nie tylko czyści brudne okna, ale też
dusze osób po drugiej stronie.
Tytułowy „Your Favorite Toy” miejscami przybiera formę
przyspieszonego utworu… country, bo galopuje z podobną mocą, jak najlepsze
kawałki z Nashville. Hardrockowy „If You Only Knew” to też jeden z moich
ulubionych przystanków na tej płycie. Miło słucha się fantastycznie zgranej
sekcji rytmicznej, a Grohl w tym utworze bardziej oszczędza też swoje struny
głosowe. „Spit Shine” szybko jednak odpala kolejną rockową petardę, gitary
krzyczą jak zwariowane, a przesterowany głos Grohla idealnie sprawdziłby się na
płytach… Slayera.
Fani bardziej urozmaiconych aranżacyjnie płyt Foo Fighters
muszą się tym razem obejść smakiem. Nie znajdą żadnej spokojnej „przytulanki”
do poduszki ani długiej, rozbudowanej kompozycji, jakich wysyp był chociażby na
albumie „Echoes, Silence, Patience & Grace”. Na „Your Favorite Toy” ma być
ostro, jak w najlepszej meksykańskiej kuchni.
O tym, czy ta nowa płyta sprawdzi się na koncertach, a ma ku
temu wszelkie predyspozycje, przekonamy się niebawem. Grupa pieczołowicie
wybiera przystanki na swojej europejskiej trasie, ale Polski, w odróżnieniu od
Republiki Czeskiej, nie mogło zabraknąć na tej liście. Foo Fighters zagrają
utwory z „Your Favorite Toy” 15 czerwca w Warszawie na PGE Narodowym. Zapowiada
się jedno z największych wydarzeń muzycznych nad Wisłą w tym roku.