sobota, 18 kwietnia 2026
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: Recenzja najnowszej płyty Dżemu. Czekaliśmy na nią 16 lat  | 18.03.2026

Szesnaście lat trzeba było czekać na nowe studyjne wydawnictwo śląskiej legendy blues rocka. Formacja Dżem z Sebastianem Riedlem za mikrofonem na całe szczęście nie odcina kuponów od sławy.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Dżem udanie otworzył nowy rozdział z wokalistą Sebastianem Riedlem (z prawej). Fot. Mat. prasowe

Kiedy na początku 2024 roku śląska formacja blues rockowa Dżem ogłosiła sensacyjną zmianę za mikrofonem – sensacyjną dlatego, że wokalistę Macieja Balcara zmienił Sebastian Riedel, syn ikony Dżemu, zmarłego w 1994 roku Ryszarda Riedla – powiało optymizmem. Tym bardziej że na nową płytę studyjną śląskiej legendy trzeba było czekać długich 16 lat! Jaka jest zatem następczyni „Muzy” (2010), albumu dobrze przyjętego w kręgach fanów Dżemu, drugiego nagranego z Balcarem jako wokalistą? Płyta „Sobie potrzebni” już w samym tytule sugeruje empatię, a z podobną wrażliwością muzycy podchodzą też do dziewięciu kompozycji zawartych na tym albumie.

„Myślę, że to przeznaczenie, ale też odpowiedzialność. Postaram się również dorzucić nieco do Dżemu jako gitarzysta, bo chcę pograć tam, gdzie się zmieszczę. A jak będę tylko śpiewał, to nie wiem, co zrobię z rękami. Chyba będę musiał się chwytać statywu. To wszystko jest dla mnie nowe. Oczywiście chciałbym nagrać z Dżemem nową płytę, co byłoby dopełnieniem historii. Choć cała sytuacja jest jak z jakiegoś filmu…” – mówił Sebastian Riedel w styczniu 2024 dla miesięcznika „Teraz Muzyka”. Jego słowa wypowiedziane dla najbardziej prestiżowego polskiego pisma muzycznego, na gorąco po oficjalnym dołączeniu do zespołu, który muzycznie i literacko (za sprawą pięknych tekstów) definiował w latach 80. i 90. jego ojciec, Ryszard, teraz brzmią z podwójną mocą. Album „Sobie potrzebni” jest dla mnie też swoistym „dopełnieniem historii”, do tego pięknym, skrojonym idealnie pod barwę głosu Sebastiana Riedla.


Tak, kiedy zamykam oczy, słyszę w tych piosenkach jego ojca. Manierą wokalną, bluesowym feelingiem, z którym trzeba się po prostu urodzić, Sebastian bardzo przypomina Ryśka. I myślę, że ta współpraca mogła się rozpocząć już dużo, dużo wcześniej, nie pomniejszając zasług Macieja Balcara. Ale pewnie tak właśnie miało być – pierwsze szlify w swoim zespole Cree, pierwsze sukcesy komercyjne i dopiero potem muzyczne oraz życiowe przeznaczenie…

„Wiele klasycznych utworów z czasów ojca grywałem już z Cree, jednak teraz dojdą też nagrywane przez Dżem po 1994 roku. Jeszcze nie mieliśmy prób z tym późniejszym repertuarem, ale mam swoich faworytów. Na pewno „Do kołyski”, to wszystkim się podoba, ale też „Dzikość mego serca”, które śpiewał Jacek Dewódzki. Trema na pewno się pojawi. Bez tremy nie ma sztuki” – zdradził w przywołanej wyżej rozmowie dla „Teraz Muzyka” Sebastian Riedel.

Na album „Sobie potrzebni” fani Dżemu czekali długich 16 lat... Fot. Mat. pras.

Fani zespołu w ostatnich tygodniach mogli przekonać się na własnej skórze podczas licznych koncertów, że Dżem z Sebastianem dostał nowe skrzydła, a stare utwory nowocześniejsze aranżacje. „Zajawkami” do nowego wydawnictwa były aż trzy single – „Sobie potrzebni”, „Dusza” i „Idzie lepsze”, ale dopiero przesłuchanie całego materiału pozwoliło mi trzeźwo spojrzeć na siedemnastą płytę w karierze Dżemu. I od dwóch tygodni nie mogę się od niej uwolnić.

Album otwiera bluesowy kawałek „Mimo wszystko”, utrzymany w typowych klimatach Dżemu. To taka rozgrzewka przed hard rockowym „Idzie lepsze”, gdzie Sebastian Riedel odpala wokalną petardę. To zarazem jedna z najbardziej optymistycznych piosenek w całej dyskografii grupy, naszpikowana nadzieją, jakiej często na próżno szukać w bluesie. Na trzecim przystanku tego albumu, w utworze „Dusza”, będą już potrzebne chusteczki. W tym pięknym utworze Sebastian oddaje hołd ojcu, jego muzycznej spuściźnie, dzieląc się swoją wrażliwością ze słuchaczami. Kiedy słuchałem utworu po raz pierwszy, zostałem dosłownie wbity w fotel, nie mogłem się ruszyć, tylko głową miarowo wystukiwałem bluesowe takty potężnego refrenu. „Niewiele możemy, bo świat jest silniejszy, lecz wiemy, że warto mieć duszę otwartą” – śpiewa w tym uroczym temacie Sebastian.


Albumów Dżemu nigdy nie słuchałem na wyrywki, gdyż magia tej muzyki tkwi w spójności. Kultowa dla mnie płyta „Detox” (1991) jest w zasadzie płytą koncepcyjną, rozprawą Ryszarda Riedla z własnymi, narkotykowymi demonami i tylko słuchana w całości, wywołuje najmocniejsze ciarki. Zwarta muzycznie i tekstowo jest też najnowsza płyta. Wszystkie teksty napisał pochodzący z Bielska-Białej Mirosław Bochenek, blisko związany z Dżemem. To oczywiście inny poziom wrażliwości, ale myślę, że Bochenek odwalił kawał dobrej roboty. Znakomicie współgra w warstwie muzycznej i tekstowej tytułowa kompozycja – „Sobie potrzebni”. „Wszyscy tutaj jesteśmy, dziećmi jednego Boga, jedni drugim potrzebni, jak chleb, jak woda” – przekonuje Riedel w kolejnym monumentalnym fragmencie tego albumu. Tytułową piosenkę napędza właśnie świetny tekst Bochenka, w którym nie ma przypadkowych słów. Nie ma tu też miejsca dla przypadkowych nut. Bajkowo zagrał w tym utworze Jerzy Styczyński, jego gitarowa solówka to prawdziwy majstersztyk.


Od połowy albumu Dżem coraz bardziej zagęszcza swoje brzmienie. Soczyście, prawie rock&rollowo pędzi do przodu „Amulet”, z kolejną udaną gitarową solówką w środku utworu. Najbardziej tradycyjnym bluesem na albumie jest przedostatni temat „Święty spokój”, fajny, klimatyczny kawałek utrzymany w stylistyce debiutanckiego krążka Dżemu – „Cegła” (1985). Album, zamknięty w klamrze 42 minut, w finale zamienia się w akustyczny, intymny manifest „Jeszcze”. „Jeszcze chciałbym mieć, w oczach dawny blask, wrócić do łask.../Jeszcze wierzę.../Powiedz mi, jak być chłopcem sprzed lat, który znikł.../Jeszcze wierzę.../Czemu tak już jest, że świat kradnie to, co sprzyja nam.../Już na zawsze.../Jednak każdy z nas gra z czasem na czas, jak w teatrze...”. Warto było czekać szesnaście lat na nowy Dżem.



Może Cię zainteresować.