środa, 22 maja 2024
Imieniny: PL: Emila, Neleny, Romy| CZ: Emil
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: KATEŘINA MARIE TICHÁ – Sami (recenzja) | 22.10.2020

Zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko przebić się przez tematy związane z koronawirusem i kolejnymi obostrzeniami rządu. W naszej rubryce jest na całe szczęście wciąż normalnie. Zapraszam do wysłuchania płyty Kateřiny Marii Tichej - "Sami". 

Ten tekst przeczytasz za 4 min.
Fot. ARC

 
Codzienna rzeczywistość widziana oczyma młodej kobiety, zapisana na muzycznej pięciolinii w poetyckim natchnieniu tej jednej, wyjątkowej chwili. Kiedy serce drga w rytm gitary, a marzenia o lepszym świecie materializują się w słuchawkach hi-fi. 

„Sami”, debiutancki album 26-letniej Kateřiny Marii Tichej, znanej ze współpracy z neofolkową formacją Jelen, wbrew nazwie najlepiej sprawdza się, kiedy słuchany jest we dwoje. Tyle pięknych piosenek o miłości na jednej płycie nie zdarza się często. W podobnym duchu przemawia do słuchaczy Suzanne Vega, na myśl przychodzi mi też Tori Amos. Dwie wybitne amerykańskie piosenkarki poruszające się w podobnych klimatach, jak bohaterka niniejszej odsłony Pop Artu. Czeszka znalazła się w zacnym kobiecym gronie, ale naprawdę zasłużenie. Album „Sami” to dla mnie jesienne objawienie na czeskiej scenie muzycznej, gdzie myślałem, że już nic mnie w tym roku nie zaskoczy.

 


Jedenaście utworów zawartych na płycie zamyka się w granicach 40 minut. To pierwszy dobry znak. Wszystkie piosenki zostały też napisane po czesku, zabrakło więc częstej, denerwującej zagrywki debiutantów polegającej na zapychaniu płyty paroma angielskojęzycznymi kawałkami w myśl hasła: „A nuż usłyszą mnie za oceanem?”. Kateřina Maria Tichá nie do końca jest też typowym debiutantem, o czym doskonale wiedzą fani cenionej grupy Jelen, z którą artystka współpracuje od kilku lat. Czy męska część formacji Jelen w obliczu świetnego debiutu koleżanki powinna stanąć na baczność? Jak najbardziej, a to samo proponuję zrobić też wszystkim niepoprawnym męskim cynikom. 

„V noci jsem pořád víc tvoje než cizí” – śpiewa artystka w otwierającym krążek tytułowym utworze zanurzonym we francuskich, popowo-szansonowych klimatach. Pani Kateřina bynajmniej jednak nie chce kreować się na czeską ZAZ, co słychać zarówno w znacznie trudniejszych aranżacjach, jak też w tekstach, a raczej intymnej poezji – dodam, że w wielu przypadkach dalekiej od pretensjonalności francuskiej gwiazdeczki. Pop-rockowy kawałek „Zničená zem” nawiązuje stylistycznie do dokonań wspomnianej formacji Jelen. Ekspresyjny styl śpiewania napędza również najbardziej przebojowy utwór na albumie – „Divoká”, nagrany wspólnie z pochodzącym z Frydka-Mistka blues-rockowym muzykiem Davidem Stypką. W tej piosence do ideału brakuje mi większego czadu w refrenie, w którym gitary pozostają niepotrzebnie wyciszone i brzmią trochę nienaturalnie. 

 


Pisałem na wstępie o pięknych miłosnych uniesieniach, którymi przesiąknięty jest album „Sami” i potwierdzam – „Kolemjdoucí”, „Kdyby tak” czy zamykająca całość filozoficzna ballada „Vítr” to prawdziwe perełki. Ich urok bierze się z braku pierwszoplanowości, a także z faktu, iż wszyscy muzycy sesyjni, włącznie z wziętym producentem ukrywającym się pod pseudonimem ODD, czują tego samego bluesa, co wokalistka. „Příteli”, piosenkę przywołująca wspomnienia piękniejszego okresu w twórczości Jaromíra Nohavicy, zamyka fajna akustyczna solówka gitarowa. Na gitarowych fundamentach zostały zbudowane też wspomnienia z Paryża. „V hotelu v Paříži sedíme na balkóně, pijem už jen vodu, možná se milujem a nebo prostě už jen zakrývame škodu” – zastanawia się Kateřina w piosence „V Paříži”.

Mężczyzna, do którego skierowane są powyższe słowa, powinien szybko zrobić rachunek sumienia i jak najszybciej unormować relacje z bohaterką tej recenzji. Tej dziewczynie warto dać kolejną szansę. Piszę to nie tylko w geście męskiej solidarności, zdając sobie sprawę z wysokości cen wina w paryskich hotelach. Bo jeśli tak rewelacyjna muzyka pojawiła się na debiutanckim albumie, to czego doświadczymy następnym razem? 
Janusz Bittmar
 
 



Może Cię zainteresować.