Pod prysznicem: Pożegnanie z klasą | 29.12.2025
Prawdziwych
mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą. Ta maksyma,
podniesiona kiedyś przez Leszka Millera, sprawdza się również w sporcie, gdzie
granica między sukcesem a porażką jest bardzo cienka.
Ten tekst przeczytasz za 1 min. 30 s
Zdeněk Moták dziękuje kibicom za piękne lata spędzone w Trzyńcu. Fot. Zenon Kisza
Jak prawdziwy dżentelmen
zachował się w ostatni weekend były już trener hokeistów Trzyńca, Zdeněk Moták, który po przeprowadzeniu rachunku
sumienia postanowił podać się do dymisji. Bez owijania w bawełnę postawił
sprawę jasno, sugerując włodarzom klubu, że zmiany w sztabie trenerskim są
konieczne, a kto, jak nie główny trener powinien ponosić główną
odpowiedzialność za wyniki drużyny… Tak, to zdarzyło się naprawdę.
W
mojej pracy dziennikarskiej miałem okazję poznać wielu trenerów i to w różnych
sportach. Gest, jaki uczynił Moták w
kierunku władz Stalowników Trzyniec, należy do rzadkości. Zazwyczaj jest bowiem
zupełnie odwrotnie: trenerzy kurczowo trzymają się swoich stanowisk, a kiedy
sytuacja nabiera rozmiarów antycznej tragedii, zostają odwołani w niezbyt
fajnych okolicznościach.
Styl,
w jakim Moták pożegnał się z trzynieckim
klubem, wpisuje się w klimat jego dotychczasowej pracy w hokejowym środowisku.
Trener z przydomkiem „profesor” nie lubił krzyczeć na swoich podopiecznych,
wolał sprawy rozwiązywać dyplomatycznie i inteligentnie.
Zresztą, jak lubi podkreślać, hokej to tylko jedna z wielu pasji w jego życiu. A za największą
uważa… wspólne wypady z żoną do teatru, najczęściej na operę. Myślę, że żona
potraktowała jego sobotnią decyzję jako dodatkowy prezent świąteczny.