W Miejscowym
Kole PZKO w Jabłonkowie Lech Niedoba rozpoczął aktywną działalność po 2000 roku.
Zaangażował się w jego zarządzie oraz przy organizacji „Gorolskigo Święta”. – W
naszym kole zawsze wszystko kręciło się wokół tej sztandarowej imprezy. Prócz
tego był Bal Papuciowy, którego też byłem gospodarzem – przypomina społecznik.
Przez cztery
lata był nawet wiceprezesem jabłonkowskiego koła PZKO. Jednak jego poglądy
różniły się do tego stopnia od tych, które prezentował ówczesny prezes Jan
Ryłko, że po skończonej kadencji zrezygnował również z pracy w zarządzie. Na
jej łono wrócił po zmianie, która miała miejsce rok temu, kiedy na czele koła
stanął nowy prezes Andrzej Göbel, a w skład zarządu weszły nowe, często młode
osoby. – Jabłonkowskie koło PZKO wreszcie obrało dobry kierunek. Ludzie
przychodzą do PZKO i chcą się udzielać, zapisują się nowi członkowie, a na
zebraniach sala nie świeci pustkami – zauważa mój rozmówca. Jego zdaniem, w
czasach, gdy małżeństwa mieszane stanowią na Zaolziu większość, jabłonkowskie
MK PZKO zamiast być „klubem dla niektórych”, powinno otwierać się również na
osoby narodowości czeskiej, które często chętnie oferują swoją pomoc. A także
powinno zburzyć mury, które w ciągu ostatnich lat zostały wzniesione na wielu
odcinkach. Na szczęście również na tym polu wiele udało się już zrobić.
Kto
kiedykolwiek miał stoisko na „Gorolu”, z pewnością miał do czynienia również z Lechem
Niedobą. – Od ponad dwudziestu lat jestem odpowiedzialny za organizację stoisk
na „Gorolskim Święcie”. Komunikacja w tej sprawie z kołami PZKO i ogólnie ze
sprzedawcami, podpisywanie umów, pobieranie opłat, zatwierdzanie list
oferowanych potraw, a także koordynacja wozów alegorycznych i ich motywów
przewodnich, to wszystko należy do moich zadań – wymienia Jabłonkowianin. Do
tego dochodzą sprawy zapewnienia bezpieczeństwa uczestników i porządku w czasie
trwania całej imprezy oraz kwestie sanitarne.
Chętnie chodzę po górach i jeżdżę na nartach. Dużą przyjemność sprawia
mi również dłubanie w drewnie. Jestem amatorem, dlatego biorąc do ręki kawałek
drewna, często nie mam nawet żadnego planu. Jednak po rozpoczęciu pracy ono
samo mi mówi, w jakim kierunku powinien pójść. Traktuję to jako wspaniały
relaks
Niedoba jest
aktywny nie tylko w swoim macierzystym kole PZKO, ale także w rodzinnym mieście.
W 1998 roku po raz pierwszy znalazł się na liście wyborczej ČSSD jako kandydat
niezależny i odtąd – z wyjątkiem jednej kadencji – jest członkiem samorządu
miejskiego. Dwa razy wszedł nawet w skład jego 7-osobowego zarządu. – Nie
jestem typem polityka, bo to, co myślę, mówię ludziom prosto w oczy, stoję za
swoim poglądem, a przyznanie się do błędu nie sprawia mi problemu. W ciągu tych
wszystkich lat przekonałem się o tym, że nawet w polityce komunalnej takie
podejście nie jest zbyt popularne. Pomimo to nadal się w nią angażuję. Uważam
bowiem, że jabłonkowskie MK PZKO, „Gorolski Święto” oraz ogólnie miejscowi
Polacy powinni mieć swoich przedstawicieli w radzie miasta – zaznacza.
Podobnie
było, kiedy w jabłonkowskim kole PZKO stwierdzono, że tak duża organizacja
miejscowa i tak ogromna impreza powinny mieć swojego reprezentanta w Zarządzie
Głównym związku. – Kiedy Andrzej Göbel zgodził się wziąć na swoje barki funkcję
prezesa naszego koła, obiecaliśmy mu wsparcie. Gdy później zwrócił się do mnie,
żebym zgodził się na kandydaturę do Zarządu Głównego, nie mogłem mu odmówić, bo
właśnie na tym polega współodpowiedzialność. Po wyborze zastanawiałem się nad
tam, co mogę zaproponować temu gremium oprócz gotowości do pracy. Jako
przedsiębiorca potrafię zarządzać firmą, znam się trochę na ekonomii, handlu, marketingu,
zarządzaniu zasobami ludzkimi. Być może przyda się więc mój chłopski rozum i
sprzężenie zwrotne pochodzące od osoby działającej w sektorze prywatnym –
stwierdza.
Lech Niedoba
ma dwoje dorosłych dzieci i obecnie marzą mu się już wnuki. Ma też wiele
zainteresowań, na których rozwijanie nie zawsze jednak starcza mu czasu. – Interesuję
się historią Polski, a także historią II wojny światowej, co wiąże się z kolei z
moją fascynacją samolotami i ogólnie lataniem, choć sam nie latam. Chętnie
chodzę po górach i jeżdżę na nartach. Dużą przyjemność sprawia mi również
dłubanie w drewnie. Jestem amatorem, dlatego biorąc do ręki kawałek drewna,
często nie mam nawet żadnego planu. Jednak po rozpoczęciu pracy ono samo mi
mówi, w jakim kierunku powinienem pójść. Traktuję to jako wspaniały relaks –
przekonuje.