Gnojniczanie wyjechali do Gnojnika | 26.08.2026
Czterdziestoosobowa
grupa mieszkańców Gnojnika – członków Miejscowego Koła PZKO i nie tylko –
spędziła weekend 15-16 sierpnia w Małopolsce. Głównym celem wyjazdu była leżąca
tam miejscowość o identycznej nazwie. Gnojniczanie zwiedzili także Zamek w Wiśniczu oraz Browar Okocim.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Mieszkańcy Gnojnika na Zaolziu gościli na dożynkach w małopolskim Gnojniku. Fot. Paaweł Pieter
Wszystko
zaczęło się przed 28 laty. Paweł Pieter z Gnojnika oglądał koncert charytatywny
w polskiej telewizji. Na ekranie pojawiały się nazwiska darczyńców wraz z
miejscowościami. Jedna z wpłat pochodziła z Gnojnika. Dzięki temu Pieter się
dowiedział, że w Polsce istnieje miejscowość nosząca tę samą nazwę co jego
rodzinna wieś na Zaolziu. Pan
Paweł przypomina, że to były czasy, gdy Internet nie był jeszcze powszechny,
nie dało się błyskawicznie sprawdzić w Sieci, gdzie leży polski Gnojnik. Trzeba
było się trochę natrudzić, żeby zdobyć o nim informacje oraz namiary na władze
gminy.
Po
dobrym starcie współpraca przycichła
–
Byłem wtedy członkiem zarządu gminy. Zastanawialiśmy się właśnie nad
nawiązaniem współpracy z innymi gminami w nowych warunkach lat
dziewięćdziesiątych. Wysłaliśmy list do Gnojnika w Polsce. Druga strona także
była chętna do współpracy – wspomina początki gnojnicko-gnojnickich spotkań
Paweł Pieter, prezes MK PZKO. – Wiosną 1998 roku po raz pierwszy przyjechała
delegacja z Polski na czele z wójtem Wojciechem Rzepą. My pojechaliśmy tam we
wrześniu – w trzyosobowym składzie: wójt Jaromír Kafonek,
radny pan Filipek i ja. Naszym celem było, żeby kontakty nie ograniczały się
tylko do spotkań przedstawicieli władz gminnych. I to się udało – była później
wymiana wycieczek, do Polski pojechała między innymi czeska szkoła, do nas
przyjechała grupa z Gnojnika z zespołem tanecznym na spotkanie noworoczne w
PZKO. Cieszę się, że nawet teraz, podczas naszej niedawnej wizyty w małopolskim
Gnojniku, spotkaliśmy tam ludzi, którzy wspominali, jak było fajnie na tym
naszym spotkaniu noworocznym, jak sobie razem pośpiewaliśmy.
Współpraca
pomyślnie się rozwijała, lecz – jak zaznacza Pieter – nie przetrwała zmian
politycznych na szczeblu samorządowym w czeskim Gnojniku. Nowe władze zaczęły
współpracować z innymi gminami.
Na
dożynkach odnowiono kontakty
Dopiero
w zeszłym roku udało się wznowić współpracę dwóch Gnojników. Inicjatorami była
Komisja ds. Mniejszości Narodowych, której członkami są zarówno Paweł Pieter,
jak i wiceprezes MK PZKO Marcin Stebel.
– W
zeszłym roku byliśmy w Gnojniku na Dożynkach Gminnych, ale tylko w skromnym
składzie – my dwaj jako członkowie komisji oraz wójt Dagmar Malíkowa z mężem
– włącza się do rozmowy wiceprezes. – Gnojnik w Małopolsce jest gminą, w skład
której wchodzą sołectwa. To podobna sytuacja do tej, która był u nas za komuny: Gnojnik był
wtenczas tak zwaną gminą centralną, do której należały Śmiłowice, Trzanowice,
Ligotka Kameralna, Trzycież, Toszanowice Dolne i Górne, Rzeka i Wielopole. W polskim Gnojniku
przywitano nas bardzo serdecznie i z typową polską gościnnością. Pokazano nam
wyremontowane z unijnych funduszy Centrum Kultury i Rekreacji. Zrobiło na nas
ogromne wrażenie swoim bogatym zapleczem kulturalno-sportowym, biblioteką. To
było dla nas fascynujące.
Po
wizycie w polskim Gnojniku zarząd Koła PZKO zaczął myśleć o zorganizowaniu
większej wycieczki do Małopolski. Najpierw jednak delegacja stamtąd przyjechała
nad Stonawkę. Pod koniec maja br. grupa Gnojniczan z Małopolski bawiła w
zaolziańskim Gnojniku na Dniu Gminy. Wydarzenie odbywało się w ogrodzie przy
zamku, a goście z Polski obejrzeli m.in. Polską Szkołę Podstawową im. Jana
Kubisza.
GALERIE Gnojnik w Gnojniku
Dwa
dni w Małopolsce
–
Organizatorem tegorocznej dwudniowej wycieczki autokarowej było nasze Koło
PZKO, przy ścisłej współpracy i wsparciu finansowym gminy. Uczestnikami byli
nie tylko członkowie PZKO, ale także inni mieszkańcy naszej wsi. Wyjechała
około czterdziestoosobowa grupa, razem z panią wójt Dagmar Malíkową
– mówi Pieter. Głównym
punktem sobotniego programu wycieczki były Dożynki Gminne, w tym roku
odbywające się w gnojnickim sołectwie Gosprzydowa. Przyjezdnych z Zaolzia już
na wstępie zachwyciły „witoki” – ustawione wzdłuż drogi zbożowe dekoracje
wykonane na belach słomy. Przyjezdnych
z Czech powitał w Gnojniku wójt Leszek Ząbkowski. Od razu zostali uraczeni
tradycyjnym polskim żurkiem. Jeszcze przed rozpoczęciem dożynek wyruszyli
autokarem z przewodnikiem na objazd atrakcji w okolicy. Oglądali rzekę Dunajec,
Jezioro Czchowskie, zabytkowy kościółek
w Tropiu, wspięli się na basztę w Melsztynie. – To
raczej nizinna kraina, wzniesienia sięgają tylko ok. 400 metrów. Ma bardziej
rolniczy charakter od naszego regionu – opisuje zwiedzane okolice Stebel.
Dożynki
Gminne w Gosprzydowej pełne były folkloru i małopolskich zwyczajów towarzyszących
świętu plonów. Rozpoczęły się mszą świętą i pochodem z wieńcami dożynkowymi.
Wieniec z każdej wsi – sołectwa przedstawiano na scenie. Były także pokazy
musztry konnej. Gnojniczanie – także ci z Zaolzia – dobrze się bawili i
korzystali z bogatej, w dodatku darmowej oferty kulinarnej.
Niedziela w zamku i browarze
Niedziela
przeznaczona była na zwiedzanie dwu znacznie różniących się od siebie atrakcji Małopolski.
Pierwszą z nich był Zamek w Wiśniczu.
–
Zamek w Wiśniczu jest drugim największym w Małopolsce zamkiem po Wawelu –
przypomniał pan Marcin. – Zwiedziliśmy go z przewodnikiem. Z tarasu zamkowego
obejrzeliśmy całą okolicę. Pokazano nam klasztor na wzgórzu, który obecnie
służy jako zakład karny.
Drugim
punktem programu była wycieczka do Browaru Okocim w Brzesku, położonym
niedaleko Wiśnicza. -
Przewodnik, bardzo zapalony, aż nazbyt szczegółowo opowiadał nam o blisko
200-letniej historii browaru. Obecnie należy on do koncernu Carlsberg i panują
tam bardzo rygorystyczne obostrzenia sanitarne. Żeby wejść na teren browaru,
trzeba było mieć zero promila alkoholu. Na wyjściu, po degustacji piwa, już
tego nie sprawdzano – śmieje się wiceprezes MK PZKO, dodając, że uczestnicy
wycieczki nie tylko przyjrzeli się
procesowi produkcji, ale także mogli skosztować różne gatunki piwa, w tym o
owocowym smaku, które szczególnie paniom przypadły do gustu.
Obaj
działacze PZKO są przekonani, że wycieczka do Małopolski wiele dała nie tylko członkom
Koła, ale także uczestnikom narodowości czeskiej. –
Niektórzy mieszkańcy naszego Gnojnika, którzy nie mają tak bliskich kontaktów z
Polską jak my, byli pozytywnie
zaszokowani tym, jak otwarci i gościnni są Polacy – przekonuje Stebel, a Pieter
mu wtóruje. – Takie wyjazdy pomagają pozbyć się stereotypów, poznać otwarte
polskie serca i gościnność.