Spacer po Łazach. Polska historia ukryta w zaroślach | 17.05.2026
Łazy to trochę zapomniana miejscowość. Bardziej zorientowanym kojarzy się z nieistniejącym już polskim gimnazjum i nieczynną kopalnią. Natomiast ci mniej obeznani w topografii Zaolzia często nawet nie wiedzą, że chodzi o dzielnicę Orłowej. Zbigniew Przeczek pokaże nam miejsca, gdzie Polacy pisali jej historię.
Zbigniew Przeczek dzieciństwo i młodość przeżył w Łazach. Chociaż od pół wieku mieszka w Suchej Górnej, w swoje rodzinny strony często wraca. Fot. Norbert Dąbkowski
A była to dzielnica nie byle jaka. To tutaj miało swój początek i siedzibę Centralne Stowarzyszenie Spożywcze dla Śląska, a polskie szkoły ludowa i wydziałowa jeszcze po II wojnie światowej pękały w szwach. Z historii wiemy, że w 1866 roku Łazy stały się samodzielną wioską. Budowa kopalni w 1890 roku dała impuls do jej rozwoju, czyniąc z niej w latach 20. ub. wieku 8-tysięczną gminę. Węgiel przyniósł jej także upadek. Już w latach 50. z krajobrazu Łazów zaczęły znikać niektóre zabudowania, a pod koniec minionego stulecia po tętniących życiem koloniach górniczych nie pozostało ani śladu. Według „Rocznika Miasta Orłowej”, na końcu 2024 roku Łazy liczyły już tylko 261 mieszkańców.
Pozostały tylko schody
Zbigniew Przeczek dzieciństwo i młodość przeżył w Łazach. Chociaż od pół wieku mieszka w Suchej Górnej, w swoje rodzinny strony często wraca. Najpierw przyjeżdżał tu z żoną, potem z synem, a obecnie także z synową i dorosłymi wnukami. Ukrytą wśród łąk i lasów polską historię Łazów zgodził się również nam pokazać. – Na całej naszej drodze nie będzie żadnej pamiątki tych czasów, tylko zarośla. Z budynków, o których wam opowiem, nie pozostało nic – przestrzega nas, kiedy wysiadamy z samochodu obok głównej, czteropasmowej drogi biegnącej z Hawierzowa do Orłowej. Miejsca, które będziemy odwiedzać, mamy na zdjęciach. To pozwala nam widzieć oczami wyobraźni więcej niż bezludną, choć swoją drogą piękną, bo tonącą w wiosennej zieleni, krainę.
Naszym punktem wyjścia są schody prowadzące od przystanków autobusowych przy głównej drodze do wyburzonych na przełomie tego i minionego wieku pawilonów dawnej polskiej podstawówki i polskiego gimnazjum. Te schody, choć nasz przewodnik wzbrania się, by nazywać je artefaktem, są jedyną pozostałością po czasach, kiedy chmary gimnazjalistów z Hawierzowa, Karwiny i Orłowej pokonywały je, idąc na lekcje.
– Te pawilony stały opodal. Pierwszy znajdował się w prawo od schodów. W nim mieściły się kuchnia i jadalnia. W kolejnych były klasy szkoły podstawowej, w ostatnim klasy gimnazjum. Wszystkie mieściły się na parterze i pierwszym piętrze. Była też sala gimnastyczna – wyjaśnia nasz przewodnik, po czym stając tyłem do głównej drogi, pokazuje nam dróżkę, która prowadziła do boiska piłkarskiego z bieżnią. – Często tam chodziliśmy. Latem na boisku odbywały się zawody lekkoatletyczne, zimą było tam lodowisko. Chętnie korzystaliśmy z tego miejsca – przekonuje.
Pan Zbigniew rozpoczął naukę w pawilonach, przez co niektórych zwanych mniej elegancko „panylokami” czy „barakami”, jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej. Maturę zdawał tu w 1969 roku. Z artykułu „Z dziejów szkolnictwa” Alfreda Kocura, opublikowanego w „Zwrocie” w 1976, roku dowiadujemy się, że w 1960 roku przeniesiono do pawilonów uczniów miejscowej szkoły podstawowej, a dwa lata później również gimnazjalistów z orłowskich Obroków. Tych pierwszych było ponad 200, tych drugich o połowę mniej. Jednak na skutek spadku liczby uczniów w połowie lat 70. szkołę podstawową zamknięto. Gimnazjum, które w 1964 połączono z czeskocieszyńską placówką, działało tu aż do 1992 roku. Potem zostało przeniesione na pewien czas do Karwiny.
Biała szkoła
Pierwsze wspomnienia szkolne Zbyszka Przeczka związane są z tzw. białą szkołą. Stała kilkaset metrów dalej od głównej drogi, po przeciwnej stronie niż pawilony. – W czasach austriackich budowano z wypalanej cegły tzw. szkoły czerwone. Zwykle były to szkoły ludowe. Natomiast w czasach czechosłowackich powstawały tzw. szkoły białe, czyli otynkowane. Również w Łazach były czerwona szkoła ludowa oraz biała wydziałowa. Ja jednak ze względów lokalowych uczęszczałem od razu do tej białej. Pamiętam huczne festyny, które pod koniec roku szkolnego odbywały się w jej ogrodzie – przybliża jej wychowanek.
Biała Polska Szkoła Wydziałowa Macierzy Szkolnej. materiały archiwalne Ośrodka Dokumentacyjnego
Kongresu Polaków w RC.
Biała Polska Szkoła Wydziałowa Macierzy Szkolnej została otwarta 21 października 1925 roku. W pierwszym roku szkolnym otworzono klasę dla 42 chłopców i klasę dla 45 dziewcząt. W tym czasie dojeżdżali do niej również uczniowie z Orłowej, Suchej Dolnej, Poręby czy Rychwałdu.
Za białą szkołą mieściły się budynki Pomocniczych Batalionów Technicznych (PTP), przebudowane w latach 50. XX wieku na „hotele” robotnicze. Po lewej stronie, gdzie teraz rosną chaszcze, rozciągała się kolonia górnicza. Takich kolonii było w całych Łazach ok. 10.
– W koloniach górniczych było zawsze gwarno i wesoło. Ludzie, którzy tam mieszkali, prowadzili – dziś nazwalibyśmy to – wspólnotowe życie. Przy swoich domach hodowali kury, króliki, kozy, a czasem nawet prosiaka. O mieszkańcach kolonii krążyły po wsi różne wesołe opowieści – wspomina były Łazianin, kiedy oddalamy się od głównej drogi.
Po chwili, zanim skręcimy przed tartakiem w lewo, zatrzymujemy się w miejscu, gdzie stał sklep spożywczy, naprzeciwko którego postawiono później popularny w czasach socjalizmu sam. Wchodzimy do lasu. Zieleń, spokój, ptaki – takie są dzisiaj Łazy. Mijamy miejsce, gdzie w 1910 roku miejscowi Polacy wybudowali Ochotniczą Straż Pożarną, z którą bezpośrednio sąsiadowała gospoda Adolfa Krainy. Pan Zbigniew dobrze pamięta to miejsce. Właściciel gospody był dziadkiem jego kolegi Janka Krainy. Jednak po II wojnie światowej ich rodzinny interes upaństwowiono.
Z Becyrku do »ludówki«
Jeszcze kawałek i jesteśmy przy Becyrku. Na widok czystego zbiornika wodnego otoczonego pierścieniem drzew, nie kryję zdziwienia. Po pierwsze, że w niegdyś górniczych Łazach nie spodziewałam się takiej perełki, a po drugie, że u mnie w domu słowo „becyrk” było odpowiednikiem urzędu gminy. Skąd taka nazwa dla stawu, skoro według słownika „Bezirk” znaczy po niemiecku okręg, region lub jednostka podziału administracyjnego?
Odpowiedź znajduję w wypożyczonej od naszego przewodnika publikacji o koloniach górniczych. W miejscu, gdzie obecnie znajduje się zbiornik, na początku XX wieku była cegielnia Chobota. Nie działała jednak długo, bo już w latach 20. jej obiekty zaadaptowano na mieszkania dla wdów górniczych. Ponieważ w ich sąsiedztwie pasło się wiele kóz, kolonię tę nazwano Kozim Becyrkiem.
Leśną drogą wracamy do szosy, przy której zostawiliśmy samochód. Przyda nam się, bo na Wiewiórkę nie jest tak blisko. Z głównej drogi skręcamy w prawo, potem koło pomnika jeszcze raz w prawo, mijamy kaplicę św. Jana i zatrzymujemy się koło domu opieki społecznej, jedynego zamieszkanego budynku, który spotykamy w czasie naszej wędrówki po Łazach. Po jego lewej stronie, tam, gdzie kończy się ogrodzenie, stała ongiś Polska Szkoła Ludowa.
– W porównaniu z białym budynkiem to był to gigant – zaznacza Przeczek, po czym dodaje, że gdyby iść dalej – na co niestety nie pozwala ukształtowanie terenu – doszlibyśmy do drogi prowadzącej do centrum Łazów, gdzie były kino i Dom Robotniczy.
Zanim powrócimy na schody, od których rozpoczęliśmy tę opowieść, przypomnę tylko za Alfredem Kocurem, że czerwona Polska Szkoła Ludowa w Łazach powstała w 1899 roku. Po polsku uczono już jednak w Łazach od 1883 roku. Ponieważ wkrótce budynek okazał się zbyt ciasny, w latach 1902 i 1907 dobudowano do niego dwa skrzydła – północne i południowe. Polacy nie cieszyli się jednak długo swoją szkołą, bo w 1922 roku zajęli ją Czesi, przenosząc polskie dzieci do swojego dawnego obiektu. Po II wojnie światowej polska „ludówka” wróciła co prawda w swoje mury, jednak w roku szkolnym 1958/1959 musiała opuścić je na dobre. Powodem był zły stan techniczny budynku, zawiniony wydobyciem węgla.
Największa w całej Polsce
Prawdziwym polskim fenomenem Łazów było jednak Centralne Stowarzyszenie Spożywcze dla Śląska. Założyli je w 1905 roku miejscowi koksiarze w celu poprawienia nieznośnej sytuacji górników i ich rodzin. Przez 30 lat z jednego sklepiku, tzw. rozdzielni, rozwinęło się ono w wielobranżową spółdzielnię handlową, posiadającą rozległą sieć sklepów, własne zakłady produkcyjne i przetwórcze, która wpierała materialnie i finansowo polskie organizacje, w tym Macierz Szkolną przy zakładaniu polskich szkół.
Piekarnia Parowa
Centralnego Stowarzyszenia Spożywczego dla Śląska.
To, że chodziło o niezwykle dynamiczny organizm, świadczą liczby opublikowane przez Mariana Steffka na wystawie Ośrodka Dokumentacyjnego Kongresu Polaków poświęconej temu tematowi. W roku obrachunkowym 1937/1938 obroty stowarzyszenia wynosiły 37 719 118 koron czeskich. W 1938 roku po przyłączeniu Zaolzia do Polski posiadało ono 120 sklepów w 59 miejscowościach na Śląsku i było największą spółdzielnią spożywczą w ówczesnej Polsce. Po drugiej wojnie światowej polscy działacze spółdzielczy nie odzyskali już jednak swojego przedwojennego majątku. Przeszedł on na własność m.in. spółdzielni Pramen i Jednota-Jedność.
W samych Łazach Centralne Stowarzyszenie Spożywcze w 1924 roku uruchomiło największą na Śląsku Cieszyńskim piekarnię oraz palarnię kawy, w 1927 roku wybudowano tu dwukondygnacyjny Dom Administracyjny, w 1930 roku otwarło masarnię.
– To był rozległy kompleks zabudowań. Dziś mało kto o tym wie. A szkoda, bo nasi przodkowie potrafili robić naprawdę wielkie rzeczy i nawet po stu latach należy im się za to nasz szacunek – podkreśla Zbigniew Przeczek, wskazując na pustą przestrzeń rozciągającą się po drugiej stronie drogi biegnącej wzdłuż dawnego gimnazjum w Łazach.