Eksperci alarmują: TikTok poza kontrolą dorosłych | 05.01.2026
TikTok stał się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla
bezpieczeństwa dzieci w internecie – ostrzegają eksperci. Wskazują na
nieskuteczną kontrolę rodzicielską, agresywne algorytmy i realne zagrożenia dla
zdrowia psychicznego najmłodszych.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay
Coraz więcej ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem
dzieci i młodzieży w Internecie alarmuje, że TikTok – mimo deklarowanych
zabezpieczeń – pozostaje platformą, nad którą dorośli tracą realną kontrolę.
Zdaniem socjolog Agnieszki Taper skala korzystania z aplikacji przez dzieci
poniżej regulaminowego wieku jest zjawiskiem masowym i systemowym.
Zgodnie z regulaminem konto na TikToku mogą mieć osoby od
13. roku życia. Tymczasem – jak wynika z raportów i badań organizacji
społecznych – około 1,5 mln dzieci w Polsce w wieku 7–13 lat aktywnie korzysta
z tej platformy. – Te dzieci nie powinny tam być, a mimo to są – często za
wiedzą i zgodą rodziców – podkreśliła edukatorka medialna, ekspertka Fundacji
Bonum Humanum, Agnieszka Taper.
Jak wynika z rozmów prowadzonych z dziećmi podczas
warsztatów edukacyjnych, wielu młodych użytkowników świadomie zawyża wiek przy
zakładaniu konta, często przy akceptacji opiekunów. Rodzice ufają narracji
platformy o „bezpieczeństwie” oraz narzędziom kontroli rodzicielskiej. Te – jak
pokazuje raport Fundacji Kids Alert – w praktyce pozwalają jedynie na
ograniczenie czasu korzystania z aplikacji, bez wglądu w historię wyszukiwań,
zapisywane treści czy realne rekomendacje algorytmu.
Kluczowym problemem pozostaje mechanizm personalizacji
treści. – To, co widzi dorosły użytkownik TikToka, nie ma niemal nic wspólnego
z tym, co wyświetla się dzieciom – wskazuje Taper. Algorytmy analizują reakcje,
czas oglądania, emocje i zachowania użytkowników, a następnie podsuwają kolejne
materiały, często coraz bardziej skrajne lub nieadekwatne do wieku.
Badania – zarówno zagraniczne, jak i polskie – potwierdzają,
że do dzieci docierają treści dotyczące samookaleczeń, samobójstw, zaburzeń
odżywiania czy przemocy. - Dzieci w wieku 7–13 lat nie mają jeszcze
wystarczających kompetencji emocjonalnych i poznawczych, by filtrować takie
przekazy. One często traktują je jako normę społeczną – zaznaczyła ekspertka.
Na systemowy charakter zagrożenia zwraca uwagę również prof.
Mariusz Jędrzejko, który w rozmowie z PAP podkreślił, że TikTok nie jest
klasycznym medium społecznościowym. – To narzędzie permanentnego wpływu, oparte
na jednym z najbardziej agresywnych algorytmów personalizujących treści na
świecie. Dorosły dostaje rozrywkę, dziecko – przekaz dopasowany do jego lęków,
deficytów i potrzeby akceptacji. To nie komunikacja, to modelowanie zachowań –
ocenił.
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay
Jędrzejko zwrócił uwagę, że algorytmy TikToka gromadzą
ogromne ilości danych – od zachowań behawioralnych, przez lokalizację, po czas
reakcji i emocje użytkowników. – Następnie podaje się treści częściowo
prawdziwe, wyrwane z kontekstu, atrakcyjnie opakowane. To dezinformacja w
rozrywkowej formie. I to nie jest przypadek – podkreślił.
Eksperci wskazują na dramatyczne skutki takiego działania
algorytmów. W ostatnich miesiącach opinią publiczną wstrząsnęły przypadki
samobójstw nastolatków, których profile w mediach społecznościowych zawierały
niemal identyczne treści pożegnalne, te same hashtagi i podkłady muzyczne.
TikTok zaprzecza istnieniu „trendów”, jednak – zdaniem specjalistów – jest to
manipulacja językowa.
Biuro prasowe TikToka, w stanowisku dla PAP, poinformowało,
że nie zezwala na treści przedstawiające, zapowiadające lub promujące
samobójstwo czy samookaleczenia, a każdy taki materiał jest usuwany
niezwłocznie po wykryciu. Jak przekazano, ponad 99 proc. treści naruszających
zasady społeczności usuwanych jest proaktywnie, jeszcze zanim zostaną zgłoszone
przez użytkowników, a możliwość wyszukiwania określonych fraz jest blokowana.
Prof. Jędrzejko zwraca jednak uwagę, że „jeżeli dane treści
osiągają masowe zasięgi i są kierowane do wrażliwej grupy wiekowej, to mamy do
czynienia z realnym zjawiskiem społecznym”. – Dzieci nie są zdolne do pełnej
refleksji moralnej, a platforma umywa ręce – wskazał Jędrzejko.
W podobnym tonie wypowiada się Michał Twardosz, prezes
Fundacji Projekt.pl i organizator konferencji „Uwaga Smartphone”. – Rodzice
bardzo często nie widzą albo nie chcą widzieć tego, co dzieje się w świecie
cyfrowym ich dzieci. Prawo w tej sferze jest w dużej mierze martwe, a
egzekwowanie regulaminów platform praktycznie nie istnieje – ocenił.
Twardosz przywołał wyniki badań prowadzonych w szkołach
podstawowych, z których wynika, że pierwszy smartfon trafia dziś nawet do
trzylatków. – Rodzice tłumaczą to względami bezpieczeństwa albo przekonaniem,
że dziecko szybciej zdobędzie kompetencje cyfrowe. Tymczasem badania jasno
pokazują, że nadmierna ekspozycja ekranowa zaburza rozwój kompetencji
matematycznych i poznawczych. To dokładnie odwrotny efekt od zamierzonego –
podkreślił.
Eksperci zwróci także uwagę na szerszy kontekst kulturowy:
zabawkowe smartfony i tablety dla niemowląt, uchwyty na urządzenia mobilne do
nocników czy samochodów oraz normalizację stałego „wyłączania” dziecka ekranem.
– To wszystko podprogowo uczy, że smartfon jest naturalnym przedłużeniem życia
od pierwszych miesięcy – zaznaczył Twardosz.
Zdaniem prof. Jędrzejki problem ma charakter nie tylko
psychologiczny, ale także moralny. – Jeżeli wiemy, że dane narzędzie szkodzi
dzieciom, a mimo to je utrzymujemy, to jest to działanie niemoralne. Tu nie ma
ideologii – są fakty i odpowiedzialność – podkreślił.
Coraz więcej państw decyduje się na wprowadzanie
ostrzejszych regulacji. Przykładem jest Australia, gdzie minimalny wiek
użytkownika TikToka podniesiono do 16 lat. Zdaniem rozmówców PAP same zakazy
nie wystarczą, jeśli nie będą im towarzyszyć szerokie kampanie edukacyjne
skierowane do rodziców. – Brak decyzji też jest decyzją – i zapłacą za nią
dzieci. Każdy miesiąc zwłoki to kolejne dane, kolejne zaburzenia i kolejne
realne szkody – podsumował Jędrzejko.