Z redakcyjnej poczty: Nasyceni wrażeniami | 18.09.2026
Żeby
tradycji stało się zadość, pod koniec sierpnia członkowie i sympatycy Miejscowego
Koła PZKO w Olbrachcicach wyruszyli na podbój miejsc wartych odwiedzenia. Tym
razem wybór padł na Nałęczów, Lublin i Kozłówkę, gdzie gościliśmy od 21 do 23
sierpnia.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
To były pełne wrażeń trzy dni na wschodzie Polski. Fot. ARC
Nałęczów
Wizytę w
Nałęczowie rozpoczęliśmy od podstawy – czyli obiadu zaserwowanego w Karczmie
Nałęczowskiej, by następnie, podzieleni na dwie grupy, udać się do Muzeum Bolesława
Prusa. Akurat tak szczęśliwie się składa, że w tym roku będzie miała premierę
ekranizacja „Lalki”, więc dawka wiedzy o życiu autora tej powieści idealnie zgrała
się czasowo. Życiorys Aleksandra Głowackiego z powodzeniem mógłby sam stać się
kanwą scenariusza filmowego – powieściopisarz wcześnie stracił rodziców, brał
udział w powstaniu styczniowym (za co od stycznia do kwietnia 1864 r. przebywał
w więzieniu na Zamku Lubelskim), ze względów finansowych nie ukończył studiów, był
fotografem, ulicznym mówcą, ślusarzem, kasjerem... Fascynował go rozwój
cywilizacyjny – zakupił ówczesne cuda techniki – maszynę do pisania marki Gerlach
oraz aparat fotograficzny Kodak.
Z muzeum
udaliśmy się na spacer po usytuowanym w samym sercu miasta Parku Zdrojowym, oazie
ciszy i spokoju, założonym przez Stanisława Małachowskiego. Na jego terenie znajdują
się m.in. zabytkowe Sanatorium Książę Józef, staw, Domek Grecki, Stare
Łazienki, Dom Zdrojowy z palmiarnią (można się napić wody zdrojowej) oraz pomniki.
Nieopodal
parku znajdują się klimatyczny drewniany domek wybudowany w stylu zakopiańskim
(Stefan Żeromski napisał tutaj kilka ze swoich powieści; muzeum jest aktualnie
w remoncie) oraz, oczywiście – jak na uzdrowisko przystało – piękne pod
względem architektonicznym wille.
Lublin
Drugi dzień,
wraz z przewodnikiem, rozpoczęliśmy od spaceru po Lublinie, podczas którego
odwiedziliśmy najciekawsze, zachwycające swoją wyjątkowością, miejsca. Najpiękniejszą
perłą, jaką Lublin może się poszczycić, jest z pewnością kaplica Trójcy Świętej
we wspomnianym już Zamku. To w niej właśnie w 1899 r. malarz lubelski Józef
Smoliński pod warstwą pobiały wapiennej przypadkowo odkrył polichromie. Jak się
później okazało freski zostały ufundowane przez króla Władysława Jagiełłę (tak
na marginesie to właśnie w Lublinie został formalnie wybrany na króla Polski) i
ukończone za jego życia, a konkretnie 10 sierpnia 1418 r. Niestety, część
malowideł, w wyniku niewłaściwego obchodzenia się z nimi, została bezpowrotnie utracona.
Prace konserwatorskie, przerywane wydarzeniami historycznymi, zakończono w 1997
r. i dzisiaj z zachwytem możemy podziwiać bizantyńsko-ruskie malowidła pokrywające
niemal całą powierzchnię sklepień i ścian. Zamek w Lublinie słynie także z
organizowanych wystaw czasowych, aktualnie można zobaczyć drzeworyty
ilustrujące dzieje samurajów oraz pierwszą w Polsce ekspozycję poświęconą
Tamarze Łempickiej.
Z Zamku
udaliśmy się na Plac po Farze, który swoją nazwę zawdzięcza temu, że został
utworzony po rozebraniu kościoła farnego, a rozmiar tej świątyni pomagają
wyobrazić sobie wyeksponowane na placu fundamenty. Następnie przeszliśmy do jednej
z najstarszych świątyń Lublina – bazyliki pw. św. Stanisława Biskupa
Męczennika, zwanej także bazyliką Relikwii (Drzewa) Krzyża Świętego lub
kościołem ojców dominikanów. Na uwagę zasługują, oprócz bogatych zdobień,
dwustronny ołtarz parawanowy oraz udogodnienie dla kaznodziejów w postaci dwóch
ambon. Wyjątkowy jest także obraz umieszczony w jednej z kaplic, przedstawiający
pożar Lublina w 1719 r. – można bowiem porównać wygląd dawnego Lublina z tym,
co zachowało się do dzisiaj. Kościół był także niemym świadkiem smutnych
wydarzeń – jednym z nich była kradzież w 1991 r. przechowywanej tu bezcennej
relikwii – fragmentu pochodzącego według przekazu z Krzyża Prawdziwego, czyli
krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus.
Z Lublinem
są związani poeta awangardowy dwudziestolecia międzywojennego Józef Czechowicz,
kompozytor i skrzypek Henryk Wieniawski, a także… Jan Matejko i to nie tylko
poprzez olejny obraz „Unia lubelska”, ale także poprzez fakt, że kolejne obrazy
„Bitwa pod Grunwaldem” i „Kazanie Skargi" trafiły podczas II wojny
światowej do Lublina, gdzie zostały sprytnie ukryte przez Franciszka Galerę i
doczekały końca wojny. Lublin z Grunwaldem łączy jeszcze jedno – według przekazu
kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny Zwycięskiej budowali jeńcy
krzyżaccy właśnie spod Grunwaldu.
Lublin
zachwyca – pięknymi kamienicami, barokiem toskańskim, fontanną multimedialną, widokiem
z Wieży Trynitarskiej, wnętrzem archikatedry św. Jana Chrzciciela i św. Jana
Ewangelisty pokrytych iluzjonistycznymi freskami m.in. przez Józefa Mejera,
możliwościami rozmów toczonych w dwóch przeciwległych kątach obszernej Zakrystii
Akustycznej (sprawdziliśmy, da się!), legendami (m.in. o kamieniu nieszczęścia).
Mieliśmy to szczęście, że w czasie naszego pobytu odbywał się Jarmark
Jagielloński.
Kozłówka
Wisienką na
torcie naszej podróży (choć wisienka nawet na torcie brzmi skromnie przy wręcz
zjawiskowo zachowanym pałacu wraz z wyposażeniem) było otoczone parkiem Muzeum
Zamoyskich w Kozłówce, które stało się domem najpierw dla rodziny Bielińskich,
a następnie Zamoyskich (córka ostatnich właścicieli Kozłówki, Jadwiga Inka
Zamoyska, do dziś odwiedza to miejsce, organizując plenery malarskie lub
spotkania, którym towarzyszą opowieści o dawnym życiu rodziny). Oczarowały nas
bogato zdobione wnętrza, zachwycająca klatka schodowa, prawie pół tysiąca
obrazów, śliczne piece kaflowe oraz przedmioty codziennego użytku (w tym
fortepian pionowy zwany żyrafą) – a podkreślić należy, że większość elementów
wyposażenia i dekoracji pałacu to oryginalne przedmioty. Wszystko to razem sprawiło,
że bez problemu przenieśliśmy się w czasie i zatopiliśmy w przeszłości
prowadzeni przez żywiołową opowieść pani przewodnik.
Nasyceni wrażeniami,
długo jeszcze będziemy wspominać i pałace, i spacer po Lublinie, i freski w kaplicy
Trójcy Świętej. Za te wszystkie przeżycia oraz za doskonałą organizację
wycieczki gorąco dziękujemy paniom Bubik, panu Krzysztofowi za bezpieczną
podróż, a przewodnikom za wiedzę i chęć dzielenia się nią z nami.
Agata
Ostrowska-Knapik