poniedziałek, 21 września 2026
Imieniny: PL: Darii, Mateusza, Wawrzyńca| CZ: Matouš
Glos Live
/
Nahoru

Z redakcyjnej poczty: Nasyceni wrażeniami | 18.09.2026

Żeby tradycji stało się zadość, pod koniec sierpnia członkowie i sympatycy Miejscowego Koła PZKO w Olbrachcicach wyruszyli na podbój miejsc wartych odwiedzenia. Tym razem wybór padł na Nałęczów, Lublin i Kozłówkę, gdzie gościliśmy od 21 do 23 sierpnia.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
To były pełne wrażeń trzy dni na wschodzie Polski. Fot. ARC

Nałęczów
Wizytę w Nałęczowie rozpoczęliśmy od podstawy – czyli obiadu zaserwowanego w Karczmie Nałęczowskiej, by następnie, podzieleni na dwie grupy, udać się do Muzeum Bolesława Prusa. Akurat tak szczęśliwie się składa, że w tym roku będzie miała premierę ekranizacja „Lalki”, więc dawka wiedzy o życiu autora tej powieści idealnie zgrała się czasowo. Życiorys Aleksandra Głowackiego z powodzeniem mógłby sam stać się kanwą scenariusza filmowego – powieściopisarz wcześnie stracił rodziców, brał udział w powstaniu styczniowym (za co od stycznia do kwietnia 1864 r. przebywał w więzieniu na Zamku Lubelskim), ze względów finansowych nie ukończył studiów, był fotografem, ulicznym mówcą, ślusarzem, kasjerem... Fascynował go rozwój cywilizacyjny – zakupił ówczesne cuda techniki – maszynę do pisania marki Gerlach oraz aparat fotograficzny Kodak.
Z muzeum udaliśmy się na spacer po usytuowanym w samym sercu miasta Parku Zdrojowym, oazie ciszy i spokoju, założonym przez Stanisława Małachowskiego. Na jego terenie znajdują się m.in. zabytkowe Sanatorium Książę Józef, staw, Domek Grecki, Stare Łazienki, Dom Zdrojowy z palmiarnią (można się napić wody zdrojowej) oraz pomniki.
Nieopodal parku znajdują się klimatyczny drewniany domek wybudowany w stylu zakopiańskim (Stefan Żeromski napisał tutaj kilka ze swoich powieści; muzeum jest aktualnie w remoncie) oraz, oczywiście – jak na uzdrowisko przystało – piękne pod względem architektonicznym wille.

Lublin
Drugi dzień, wraz z przewodnikiem, rozpoczęliśmy od spaceru po Lublinie, podczas którego odwiedziliśmy najciekawsze, zachwycające swoją wyjątkowością, miejsca. Najpiękniejszą perłą, jaką Lublin może się poszczycić, jest z pewnością kaplica Trójcy Świętej we wspomnianym już Zamku. To w niej właśnie w 1899 r. malarz lubelski Józef Smoliński pod warstwą pobiały wapiennej przypadkowo odkrył polichromie. Jak się później okazało freski zostały ufundowane przez króla Władysława Jagiełłę (tak na marginesie to właśnie w Lublinie został formalnie wybrany na króla Polski) i ukończone za jego życia, a konkretnie 10 sierpnia 1418 r. Niestety, część malowideł, w wyniku niewłaściwego obchodzenia się z nimi, została bezpowrotnie utracona. Prace konserwatorskie, przerywane wydarzeniami historycznymi, zakończono w 1997 r. i dzisiaj z zachwytem możemy podziwiać bizantyńsko-ruskie malowidła pokrywające niemal całą powierzchnię sklepień i ścian. Zamek w Lublinie słynie także z organizowanych wystaw czasowych, aktualnie można zobaczyć drzeworyty ilustrujące dzieje samurajów oraz pierwszą w Polsce ekspozycję poświęconą Tamarze Łempickiej.
Z Zamku udaliśmy się na Plac po Farze, który swoją nazwę zawdzięcza temu, że został utworzony po rozebraniu kościoła farnego, a rozmiar tej świątyni pomagają wyobrazić sobie wyeksponowane na placu fundamenty. Następnie przeszliśmy do jednej z najstarszych świątyń Lublina – bazyliki pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika, zwanej także bazyliką Relikwii (Drzewa) Krzyża Świętego lub kościołem ojców dominikanów. Na uwagę zasługują, oprócz bogatych zdobień, dwustronny ołtarz parawanowy oraz udogodnienie dla kaznodziejów w postaci dwóch ambon. Wyjątkowy jest także obraz umieszczony w jednej z kaplic, przedstawiający pożar Lublina w 1719 r. – można bowiem porównać wygląd dawnego Lublina z tym, co zachowało się do dzisiaj. Kościół był także niemym świadkiem smutnych wydarzeń – jednym z nich była kradzież w 1991 r. przechowywanej tu bezcennej relikwii – fragmentu pochodzącego według przekazu z Krzyża Prawdziwego, czyli krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus.
Z Lublinem są związani poeta awangardowy dwudziestolecia międzywojennego Józef Czechowicz, kompozytor i skrzypek Henryk Wieniawski, a także… Jan Matejko i to nie tylko poprzez olejny obraz „Unia lubelska”, ale także poprzez fakt, że kolejne obrazy „Bitwa pod Grunwaldem” i „Kazanie Skargi" trafiły podczas II wojny światowej do Lublina, gdzie zostały sprytnie ukryte przez Franciszka Galerę i doczekały końca wojny. Lublin z Grunwaldem łączy jeszcze jedno – według przekazu kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny Zwycięskiej budowali jeńcy krzyżaccy właśnie spod Grunwaldu.
Lublin zachwyca – pięknymi kamienicami, barokiem toskańskim, fontanną multimedialną, widokiem z Wieży Trynitarskiej, wnętrzem archikatedry św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty pokrytych iluzjonistycznymi freskami m.in. przez Józefa Mejera, możliwościami rozmów toczonych w dwóch przeciwległych kątach obszernej Zakrystii Akustycznej (sprawdziliśmy, da się!), legendami (m.in. o kamieniu nieszczęścia). Mieliśmy to szczęście, że w czasie naszego pobytu odbywał się Jarmark Jagielloński.

Kozłówka
Wisienką na torcie naszej podróży (choć wisienka nawet na torcie brzmi skromnie przy wręcz zjawiskowo zachowanym pałacu wraz z wyposażeniem) było otoczone parkiem Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, które stało się domem najpierw dla rodziny Bielińskich, a następnie Zamoyskich (córka ostatnich właścicieli Kozłówki, Jadwiga Inka Zamoyska, do dziś odwiedza to miejsce, organizując plenery malarskie lub spotkania, którym towarzyszą opowieści o dawnym życiu rodziny). Oczarowały nas bogato zdobione wnętrza, zachwycająca klatka schodowa, prawie pół tysiąca obrazów, śliczne piece kaflowe oraz przedmioty codziennego użytku (w tym fortepian pionowy zwany żyrafą) – a podkreślić należy, że większość elementów wyposażenia i dekoracji pałacu to oryginalne przedmioty. Wszystko to razem sprawiło, że bez problemu przenieśliśmy się w czasie i zatopiliśmy w przeszłości prowadzeni przez żywiołową opowieść pani przewodnik.
Nasyceni wrażeniami, długo jeszcze będziemy wspominać i pałace, i spacer po Lublinie, i freski w kaplicy Trójcy Świętej. Za te wszystkie przeżycia oraz za doskonałą organizację wycieczki gorąco dziękujemy paniom Bubik, panu Krzysztofowi za bezpieczną podróż, a przewodnikom za wiedzę i chęć dzielenia się nią z nami.
Agata Ostrowska-Knapik



Może Cię zainteresować.