wtorek, 7 lipca 2026
Imieniny: PL: Estery, Kiry, Rudolfa| CZ: Bohuslava
Glos Live
/
Nahoru

Nowy odcinek cyklu Chorwacja między wierszami: Ložišća na wyspie Brač | 03.07.2026

Za każdym razem, gdy jestem w Bobovišću, zatrzymuję się w miejscu, gdzie kończy się zatoka. Spaceruję po kamiennym nabrzeżu, patrzę przed siebie - im dalej ku morzu, tym szersza staje się perspektywa. Wzniesienia i formacje skalne po prawej i lewej stronie dają wrażenie spiętrzonej fali. Teraz rozumiem, dlaczego Vladimir Nazor w jednej ze swych wizji literackich stworzył tutaj biblijny obraz Morza Czerwonego.      

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
To my jesteśmy gośćmi w jej cieniu. Fot. Marek Słowiaczek

I ja sam sada išao svako jutro iz Luke lomeći noge uz Malu pa uz Velu Glavu, da stignem na gornji, ravniji, ali i mnogo duži put, što je vodio do prvih kuća, pa zatim prema samom dnu sela, gdje je pokraj crkve stajala i škola. (…)
               Prijelaz preko Crvenog mora, w: Priče s ostrva, iz grada i sa planine, Vladimir Nazor
(I tak każdego ranka wyruszałem z zatoki, nadwyrężając mięśnie nóg podczas wspinaczki na Malą Glavę, a następnie na Velą Glavę, by dotrzeć do wyżej położonej, bardziej płaskiej – choć znacznie dłuższej – drogi, prowadzącej do pierwszych domów, a stamtąd w dół, na sam koniec wsi, gdzie obok kościoła znajdowała się szkoła). 

Poniedziałek

Pogoda bezwietrzna. Flauta. W porcie lekki, ale wyraźny rozkołys. Ktoś zarządził pobudkę. Wracam więc w pośpiechu na jacht, by przekazać załodze plan dnia. Dziś zwiedzimy miasteczko Ložišća, które znajduje się niedaleko stąd.

Kilka minut przed godziną dziewiątą wszyscy wychodzą na ląd. Zabezpieczam zejściówkę suwklapą. Zamykam na klucz. Słońce coraz wyżej. Przed nami kilkadziesiąt minut spaceru po prostej asfaltowej drodze. Jeszcze sto lat temu trzeba było pieszo pokonać całą dolinę. Nie było drogi, a jedynie wydeptane ścieżki w skalistym podłożu, które raniły stopy niczym cierń. Mijamy dosłownie drugi zakręt, gdy pojawia się tablica wjazdowa. Czarny napis na żółtym tle – Ložišća. Nazwa wywodzi się od słowa „Loza”, czyli winorośl, która stanowi nieodłączny element lokalnej kultury.

Konstrukcja, której budowę ufundował sam cesarz Franciszek Józef I. Fot. Marek Słowiaczek

»Loza« jest również symbolem trwałości, rodziny i tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie

Idę pierwszy. Mam wrażenie, że pomimo upału moje tętno lekko zwalnia… stare kamienne domy wyraźnie określają tempo tutejszego życia. Wszystko jest „polako” (powoli). Rzeźba terenu jest specyficzna. Po prawej stronie głęboka wyrwa, a na stromym zboczu kilka zabudowań. Trzymają się mocno... od zawsze na krawędzi. Po lewej domy na zakładkę. Idą wyżej, aż po horyzont. I właśnie tu uderza mnie ogrom strzelistej dzwonnicy z białego marmuru. Wieża sprawia wrażenie przybysza. Jakby przypłynęła z Wenecji i przez pomyłkę została ustawiona pośród ascetycznych kamiennych domów Ložišća. To nie jest zwykła wieża.  To kamienna rzeźba - prawdziwe dzieło sztuki.  

Dziś to nie wieża jest gościem. To my jesteśmy gośćmi w jej cieniu

Mógłbym tak spacerować godzinami, zaglądać do starych, często opuszczonych domów. Szukać literackich śladów powieści Nazora, ale przed zachodem słońca trzeba dotrzeć jeszcze do kamiennego mostu. Konstrukcja, której budowę ufundował sam cesarz Franciszek Józef I. Najciekawsze jest jednak to, że most nie leży w dolinie, lecz na górze, nad wąwozem Veli Dolac. Żeby go zobaczyć, trzeba wyjść wyżej – taki lokalny paradoks architektoniczny. Mijam ostatnie zabudowania. Ścieżka powoli zamienia się w żwirowy chodnik. Oczom ukazują się sady oliwne. Mam wrażenie, że korony starych drzew zaprowadzą mnie na sam koniec świata. Wokół wysuszona trawa. Cykady szukają ochłody w swej naturalnej symfonii lata. Mogłoby się wydawać, że za wzniesieniem nie ma już czego szukać, a jednak… jest! Kamienny most Franciszka wyłania się niemal spod ziemi. Dziś to raczej atrakcja turystyczna, lecz pod koniec dziewiętnastego wieku ruch w tym miejscu odbywał się niemal codziennie. Most powstał po katastrofalnej w skutkach powodzi, która nawiedziła wyspę w 1896 roku.     

Schodząc ze wzniesienia oczom ukazuje się spektakularny widok. Domy ułożone na zboczach niczym białe kostki domino. Rozgrzane powietrze dotyka złocistych odblasków płaskiego jak lustro morza. Ložišća nie leży bezpośrednio nad morzem. I pewnie dlatego dzieją się tutaj rzeczy niespotykane nigdzie indziej – właśnie mija mnie młody kamieniarz Metzenik. Widzę jego zmęczone dłonie. Tu i ówdzie widać czerwone ślady krwi pozostawione przez dłuto. Biały kurz we włosach i odciśnięte kolana od twardej posadzki na placu pod kościołem. To on buduje nową dzwonnicę. Realizacja projektu rzeźbiarza Ivana Rendića, ojca współczesnej chorwackiej rzeźby, wymaga wielkiego talentu. Mieszkańcy są raczej sceptyczni co do umiejętności artysty z ludu, ale Metzenik jest ambitny i nie zamierza się poddać.

Mijają mnie wozy z miejscowym kamieniem. Zmierzają w kierunku przełęczy, nad którą już niebawem pojawi się kamienny most zdolny oprzeć się sile górskiej rzeki. Droga z Ložišća do Sutivanu znów będzie przejezdna.

Można tak spacerować godzinami, zaglądać do starych, często opuszczonych domów. Fot. Marek Słowiaczek

W Ložišću teraźniejszość nie wypiera przeszłości. Idą obok siebie tą samą kamienną drogą

Bohaterowie powieści Vladimira Nazora nadal są tutaj obecni. Siedzą na ławeczkach pod kościołem, na kamiennych schodach dzwonnicy. Codziennie rano dzieci przychodzą do szkoły. W kamieniołomie praca nigdy się nie kończy. Pasterze przechodzą po kamiennym moście, wiedząc, że po drugiej stronie znajdą bujną roślinność dla swojego bydła, a smukła wieża niczym latarnia morska daje poczucie bezpieczeństwa.  

Rodih se u gradiću na žalu morskoga kanala. Pred njime more s jedrenjačama i parobrodima koji prolaze a da — ponajviše — i ne ulaze u pristanište; s one strane vode daleko ljubičasto kopno s dugom gorskom kosom; za gradićem krševit kraj, našaran zelenilom vinogradâ i maslinikâ (…)
                                   Anđeo u zvoniku, w: Priče s ostrva, iz grada i sa planine, Vladimir Nazor
Urodziłem się w małym miasteczku nad brzegiem morskiego kanału. Przed nim rozciąga się morze, po którym przepływają statki żaglowe i parowce – zazwyczaj nawet nie zawijając do portu; po drugiej stronie wody widać odległy, fioletowy ląd z długim zboczem górskim; za miasteczkiem zaś rozpościera się surowy krajobraz, urozmaicony zielenią winnic i gajów oliwnych (…)
@markaslowa


Może Cię zainteresować.