poniedziałek, 11 maja 2026
Imieniny: PL: Igi, Mamerta, Miry| CZ: Svatava
Glos Live
/
Nahoru

Śmierć I Prezydenta | 23.07.2018

Ten tekst przeczytasz za 10 min.
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

16 grudnia 1922. Tydzień po wyborze, Prezydent RP Gabriel Narutowicz ginie w zamachu. Zabójca przed wykonanym wyrokiem śmierci: „Umieram szczęśliwy”.

Zgodne z nową Konstytucją (z marca 1921), wybory parlamentarne w listopadzie 1922 ustanawiają Sejm wybitnie rozproszony (17 ugrupowań). Obok mocnej prawicy (blisko 1/3 posłów), znaczącą reprezentację zyskują mniejszości narodowe: Żydzi, Ukraińcy, Niemcy, Białorusini. 9 grudnia 1922 Zgromadzenie Narodowe wybiera pierwszego w historii Prezydenta Rzeczpospolitej. Za Gabrielem Narutowiczem – 186 głosów polskich i 103 innych narodowości; przeciw – 256 głosów polskich. Ten rozkład głosów wynika z dotychczasowego podziału społecznego i politycznego kraju (choć Konstytucję przyjęto jednomyślnie), zarazem jednak znacząco pogłębia ideologiczną polaryzację. Krew prezydenta dzieli Polskę. Jego zabójca, Eligiusz Niewiadomski, ogłasza w dniu swojej śmierci: „Umieram szczęśliwy, że dzieło zbudzenia sumień i zjednoczenia serc polskich już się spełni”.

 

Stanisław Thugutt,

prezes PSL „Wyzwolenie”

Było niemal pewne, że stronnictwa lewicy postawią kandydaturę Piłsudskiego, o ile nie nastąpi z jego strony wyraźny sprzeciw. Dopiero publiczne oświadczenie Naczelnika Państwa na kilka dni przed Zgromadzeniem Narodowym było tym wyraźnym sprzeciwem i dopiero od tego dnia, w ostatnich już niemal chwilach zaczęto szukać kandydata. (...) Trzeba było kandydata bezpartyjnego. W tych warunkach postawiona przeze mnie na parę dni przed terminem Zgromadzenia w klubie PSL „Wyzwolenie” kandydatura Narutowicza przyjęta została po bardzo krótkiej dyskusji. (...) Niestety, osiągnięcie jednomyślności w stawianiu kandydatury przez stronnictwa lewicy okazało się niemożliwe. (...) Będąc odosobnionymi, musieliśmy szukać oparcia w klubach mniejszości narodowych. (...) Niemcy i oba kluby słowiańskie (Ukraiński i Białoruski) udzieliły nam poparcia bez wahań i bez żadnych zastrzeżeń. (...) Dłuższą i nieco trudniejszą była rozmowa z Kołem Żydowskim, które obiecało wprawdzie swoje głosy, ale proponowało zarazem nasze wypowiedzenie się na temat stosunku do sprawy żydowskiej. Sądziłem, że jest to zbyteczne, wystarcza bowiem stwierdzenie, że w sprawie mniejszości żydowskiej (...) stoimy na gruncie Konstytucji i demokratyzmu, czego rękojmią jest nasze dotychczasowe postępowanie. Na tym stanęło.

Warszawa, początek grudnia 1922

„Gabriel Narutowicz. Prezydent RP we wspomnieniach, relacjach i dokumentach”, Warszawa 2004

 

Z artykułu w „Gazecie Warszawskiej”

Przed gmachem sejmowym przez czas trwania Zgromadzenia Narodowego gromadziła się młodzież polska, czekając na rezultaty głosowania. Na wieść, iż prezydentem ma zostać Narutowicz, zwolennik Belwederu (Piłsudskiego), który uzyskał większość dzięki głosom Żydów, Niemców i innych „mniejszości narodowych” – z piersi młodzieży wydarł się żywiołowy krzyk: „Nie chcemy takiego prezydenta! Nie znamy go! Precz z Żydami!”.

Warszawa, 9 grudnia 1922

Gazeta Warszawska” nr 337/1922

 

Adam Pragier,

członek Rady Naczelnej PPS, poseł na Sejm

Wyszliśmy przed Sejm, aby powitać nadjeżdżającego prezydenta. Przybył w otwartym powozie, w otoczeniu plutonu szwoleżerów (...). Premier Julian Nowak stchórzył i nie chciał z nim jechać. Narutowicz miał kilka plam na płaszczu od grud brudnego śniegu, którym go obrzucono w Alejach Ujazdowskich; siedział prosto, z kamienną twarzą i uchylił cylindra w odpowiedzi na nasze powitalne okrzyki. Ceremonia przysięgi była wstrząsająca w swojej ponurej grozie, w sali zapełnionej zaledwie do połowy, w świadomości, że przeżywamy chwile prawdziwego niebezpieczeństwa.

Warszawa, 11 grudnia 1922

Adam Pragier, „Czas przeszły dokonany”, Londyn 1966

 

Jan Skotnicki,

malarz, dyrektor Departamentu Kultury i Sztuki w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego

Orszak zwiedzających (wraz z prezydentem Narutowiczem Salon Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych) obszedł prawą stronę sali i kiedy staliśmy przed zimowym pejzażem (Teodora) Ziomka, usłyszałem czterokrotny suchy trzask. (…) Zauważyłem dziwny niepokój w sali i przedzierającego się przez tłum (malarza i byłego kierownika wydziału malarstwa i rzeźby w Ministerstwie Kultury i Sztuki Eligiusza Niewiadomskiego). Trwało to wszystko sekundę, po czym spojrzałem na prezydenta i zauważyłem, że patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem i chwieje się. (…) Upadł na mnie bezwładnie. Dociągnęliśmy go do kanapki, była jednak za krótka, wobec czego trzeba go było położyć na podłodze. Oczy miał otwarte, patrzył na nas i powoli, milcząco gasł.

Warszawa, 16 grudnia 1922

Jan Skotnicki, „Przy sztalugach i przy biurku. Wspomnienia”, Warszawa 1957

 

Eligiusz Niewiadomski

w „ostatnim słowie” podczas procesu o zabójstwo Prezydenta

Gdyby Narutowicz przeszedł większością polską albo gdyby wyboru nie przyjął, zamachu by nie było. (...) Nie ujawniam skruchy, przeciwnie – ujawniam pewną nadzieję, że echa moich strzałów dosięgną najdalszych zakątków ziemi polskiej, zapukają do wszystkich chat i do wszystkich serc, trafi ą nawet do obozów przeciwników, do tych uwiedzionych, nieświadomych komu służą, do szlachetnych i młodych serc, zbudzą ich sumienia, wątpliwości, czy służą dobrej sprawie, zbudzą ich czujność. (...) Do życia powracać nie pragnę, przynajmniej do życia mego ciała. Chcę, aby żył mój duch – to, co było moją myślą, moim uczuciem, co żyło w moich czynach i co przetrwa w moich pracach. (...) Wystawiłem weksel, chcę go uczciwie spłacić. To jest moje ostatnie słowo.

Warszawa, 30 grudnia 1922

Proces Eligiusza Niewiadomskiego

 

Jan Skotnicki

Po tych słowach Niewiadomski siadł wyczerpany na ławę. Sąd wyszedł, by za kwadrans ogłosić wyrok śmierci. Przyjął go Niewiadomski spokojnie, stojąc dalej z uśmiechem na ustach, gestem ręki uspokajając córkę i żonę znajdujące się w sali.

Warszawa, 30 grudnia 1922

Jan Skotnicki, „Przy sztalugach…

 

Granica wschodnia

14 marca 1923. Mocarstwa zatwierdzają granice RP. Satysfakcji Polaków towarzyszą protesty Litwinów, Białorusinów, Ukraińców – Polska chce być ojczyzną. Jesienią 1922, wraz z inauguracją Sejmu I kadencji, ostrym problemem Rzeczpospolitej stają się obecni w niej „obcy” – i za sprawą tragicznych skutków wyboru I Prezydenta, i w procesie tłumienia napięć między nacjami przed finalnym rozstrzygnięciem geopolitycznym Rady Ambasadorów. Idące z Paryża ustalenie zamyka polską drogę wyzwoleńczą, a zarazem stawia przed objętymi granicą RP innymi narodami pytanie o zakres ich lojalności wobec ram państwa, zaakceptowanych przez Zachód. Od wiosny 1923 Polska na własny rachunek ustanawia warunki egzystencji swych niepolskich społeczności. Jak w tej rzeczywistości odnajdą się przypisani jej Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Żydzi, Niemcy… – wpłynie na ład publiczny II RP, a w niemałym też stopniu na kształt polskiej tożsamości. Czteroletni zaledwie kraj ma zdecydować, czy gotów jest pełnić rolę ojczyzny wszystkich obywateli.

 

Premier gen. Władysław Sikorski w exposé podczas posiedzenia Sejmu

Konstytucja nasza, uchwalona przez czysto polski Sejm suwerenny, gwarantuje wszystkim obywatelom bez jakichkolwiek różnic nie tylko bezpieczeństwo, spokój i równość wobec prawa, lecz także pełną możność rozwoju kulturalnego, a wreszcie swobodę pielęgnowania swych odrębności językowych i wyznaniowych. Tych gwarancji konstytucyjny rząd, który mam zaszczyt reprezentować, dotrzyma zawsze i bezwzględnie – w stosunku do tych obywateli, którzy lojalnie i szczerze stoją na gruncie niczym niekwestionowanej państwowości polskiej. (...) Nigdy jednakowoż rząd nie okaże słabości wobec tych, którzy nie chcą być posłusznymi synami Rzeczpospolitej.

Warszawa, 19 stycznia 1923

Sprawozdanie stenograficzne z 7. posiedzenia Sejmu

 

Michał Römer, prawnik polskiego pochodzenia, w dzienniku

 

Ukazała się dziś w pismach wieczornych smutna wiadomość – że jakoby Konferencja Ambasadorów (…), która rozpoznaje obecnie sprawę granic wschodnich Polski (jej granic z Rosją i Litwą), zatwierdziła granice faktyczne, co znaczy – udzieliła sankcji międzynarodowych wcieleniu Wilna do Polski. (…) Swoją drogą, Litwa oczywiście nie zrezygnuje z Wilna, a jeżeli nawet zmuszona będzie do rezygnacji formalnej, to w aspiracjach swoich nie wyrzecze się dążeń do zespołu z Wilnem.

Kowno, 15 marca 1923

Michał Römer, „Dziennik”, Biblioteka Akademii Nauk Litwy w Wilnie

 

Marszałek Maciej Rataj podczas posiedzenia Sejmu

 

Rada Ambasadorów (...) uznała bez zastrzeżeń nasze granice wschodnie. (Oklaski. Posłowie wstają z wyjątkiem ław ukraińskich i białoruskich. Poseł Łuckiewicz: Bez zgody ukraińskiego ludu! Na ławach białoruskich i ukraińskich zamieszanie i różne okrzyki. Marszałek dzwoni). (...) Decyzja Rady Ambasadorów jest ostatnim etapem w dziele budowy państwa polskiego, o ile chodzi o jego granice. (...) Widzimy w niej zrozumienie i uznanie dla misji, którą Polska spełnia i chce spełniać tu na Wschodzie, jako czynnik pokoju i ładu.

Warszawa, 16 marca 1923

Sprawozdanie stenograficzne z 25. posiedzenia Sejmu

 

Prezydent RP Stanisław Wojciechowski w przemówieniu do mieszkańców Wilna

 

Błędy przeszłości już więcej się nie powtórzą. Panowania Polski nikt tutaj nie usunie, bo cały naród polski na to nie pozwoli.

Wilno, 14 października 1923

Stanisław Wojciechowski, „Wspomnienia, orędzia, artykuły”, Warszawa 1995



Może Cię zainteresować.