Mundial: Argentyna w finale z Hiszpanią. Emocje sięgają zenitu | 16.07.2026
Tłumy ludzi wypełniły ulice i place argentyńskich miast,
świętując zwycięstwo „Albicelestes” nad odwiecznym rywalem, Anglią (2:1), i
awans do finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Kibice wiwatowali, śpiewali,
tańczyli i bili w bębny do późnych godzin nocnych. Finał mundialu pomiędzy Argentyną a Hiszpanią został zaplanowany na niedzielę o godz. 21.00 naszego czasu.
Ten tekst przeczytasz za 2 min. 30 s
Argentyńczyk Lionel Messi zanotował w meczu dwie asysty. Fot. FIFA
Spotkanie, które dziennik „La Nacion” określił jako „mecz
stulecia”, zakończyło się wynikiem 2:1 dla Argentyny, choć do 84. minuty
podopieczni Lionela Scaloniego przegrywali 0:1. W niedzielę broniąca tytułu
Argentyna zmierzy się z Hiszpanią w finale.
W stołecznej dzielnicy Palermo w strefie kibica zgromadziło
się prawie 30 tys. osób. Początkowy entuzjazm przygasł w 55. minucie meczu, po
bramce Anthony'ego Gordona. Nastroje zmieniły się ponownie, gdy wyrównał Enzo
Fernandez. Kiedy w doliczonym czasie gry wynik spotkania ustalił Lautaro
Martinez, ludzie na placu zaczęli skakać i się obejmować.
– Już było źle, ale tak robi Argentyna. Najpierw cierpimy, a
potem przychodzi radość – powiedział 24-letni Nahir Otero, cytowany „La
Nacion”. – Było wszystko razem. Oczekiwania, nerwy, rozpacz, smutek i
szczęście. Wspaniale przeżycie – oceniła 39-letnia Noelia Gomez.
Większość Argentyńczyków ogląda zmagania reprezentacji w
domach, całymi rodzinami. W meczu z Anglią po każdym z goli „Albicelestes”
wiwaty dobiegające z poszczególnych mieszkań łączyły się w głośną wrzawę. Wiele
osób wychodziło na balkony, skacząc i machając flagami.
Uliczne święto zaczęło się po ostatnim gwizdku. W Buenos
Aires w tradycyjnym miejscu, pod Obeliskiem, w ciągu kilku minut zaczęły się
gromadzić tłumy. Podobnie było w Rosario, Cordobie, Mendozie, Tucumanie i Mar
del Plata.
W La Placie, stolicy prowincji Buenos Aires, tysiące
mieszkańców, od małych dzieci po seniorów, zebrały się na głównym Placu Moreno
oraz przy Placu San Martina. Ludzie w biało-błękitnych barwach tańczyli,
śpiewali i bili w bębny. Nocne niebo rozświetlały sztuczne ognie.
Jedną z najczęstszych przyśpiewek było „kto nie skacze, jest
Anglikiem”, śpiewane przez argentyńskich kibiców od lat 80. XX wieku i
świadczące o głębokich animozjach pomiędzy Argentyną a Anglią, związanych
między innymi z wojną o Falklandy (Malwiny), stoczoną przez oba kraje w 1982 r.
i przegraną przez Argentynę.
Eksperci oceniali pojedynek Argentyna – Anglia jako jeden z
największych międzynarodowych klasyków i powtórkę najbardziej mitologizowanego
meczu w historii argentyńskiego futbolu – zakończonego takim samym wynikiem
ćwierćfinału mistrzostw świata z 1986 roku.