Na spalonym: Moment, to nie legenda | 19.05.2026
Z pewnym wzruszeniem i świadomością historycznej chwili oglądałem niedzielny
pożegnalny mecz Roberta Lewandowskiego w FC Barcelona i uroczystość, jaką na
koniec zgotowali kapitanowi piłkarskiej reprezentacji Polski klub i kibice. Ładne,
miłe, wyjątkowe dla nas, Polaków, ale...
Ten tekst przeczytasz za 2 min. 15 s
Robert Lewandowski. Fot. X FC Barcelona
Określanie go „legendą Barcelony” jest – w mojej opinii – nietrafione i
krzywdzące dla pewnego Argentyńczyka, prawdziwej Legendy Barcy, który przez
lata ciągnął kataloński klub, który był absolutnym zjawiskiem, który wygrał z Barceloną
cztery Ligi Mistrzów (Lewandowski żadnej), dziesięć mistrzostw Hiszpanii (Lewandowski
trzy), śrubował kolejne rekordy strzelonych goli i cieszył kibiców magią
futbolowej maestrii. I choć Leo Messi spędził w Barcelonie aż 21 lat (!), z
czego 17 sezonów w pierwszym zespole – od 2004 do 2021 roku (4 sezony
Lewandowskiego to przy tym moment), nie miał ani meczu pożegnalnego, ani możliwości
przemowy na Camp Nou, jak w niedzielny wieczór Robert Lewandowski.
„Lewy” przyszedł do Barcelony jako najemnik o statusie piłkarskiej
gwiazdy szukając kolejnego sportowego wyzwania w karierze, miejsca w historii (został
pierwszym Polakiem w FC Barcelona) i niezłych pieniędzy (jego roczna pensja
według francuskiego dziennika „L'Equipe” to 20,76 mln euro). Jasne, trzeba
pamiętać, że do miotanej kłopotami sportowymi i administracyjnymi Barcy, nie
chciał wtedy iść żaden zawodnik z najwyżej półki, a „Lewy” był pewny tego
ruchu.
Jako kibic Barcelony byłem przeciwny. Nie wierzyłem w ten projekt. Ale już
po pierwszym sezonie odszczekałem to – Polak poprowadził Barcę do mistrzostwa
Hiszpanii sięgając po koronę króla strzelców. Czyli bardzo dobrze wykonał swoją
pracę. I tyle. Teraz uznał, że czas zmienić pracodawcę. Legendą byłby w
Bayernie, gdyby został w Monachium. Pobity rekord Gerda Müllera i kolejne
najpewniej tytuły mistrza Niemiec zbudowałyby mu pomnik w Monachium.
Z szacunkiem i dużym uznaniem dla jego osiągnięć, dziękując za każdego
gola strzelonego dla Barcy, za chwile radości i dumy, za jego profesjonalne
podejście do futbolu, którym zarażał młodszych kolegów w barcelońskiej szatni –
Robert Lewandowski legendą Barcelony? Nie żartujmy sobie z poważnych spraw.
Visca el Barça! Visca Catalunya!