Zdaniem Janusza Bittmara: Dziękuję, Majo, za kosmiczne emocje! | 06.06.2026
Duże brawa i podziękowania dla Mai Chwalińskiej za piękną
bajkę w Paryżu! Polka przegrała wprawdzie w finale French Open w dwóch setach
3:6, 2:6 z Rosjanką Mirrą Andrejewą, ale obecności w finale wielkoszlemowego
turnieju już jej nikt nie odbierze. To początek nowej przygody w jej życiu. Dziękuję
Majo za kosmiczne emocje!
Ten tekst przeczytasz za 1 min. 30 s
Maja Chwalińska po finałowym meczu w French Open. Fot. p-s Janusz Bittmar
Gdyby przed tegorocznym French Open ktokolwiek z ekspertów
tenisowych napisał, że do finału jednego z dwóch najbardziej prestiżowych
turniejów wielkoszlemowych przebije się zawodniczka z kwalifikacji, która do
tej pory punkty do rankingu WTA zdobywała wyłącznie na zapleczu, i która walkę w
Roland Garros rozpoczynała ze… 114. miejsca w światowym rankingu, zostałby
wyśmiany przez zdecydowaną większość kibiców. A jednak – Chwalińska, grająca do
tej pory w cieniu Igi Świątek,
Magdy Linette i Magdaleny Fręch pokazała pazury, determinację i co
najważniejsze – duży talent, który przekuła w sukces w Paryżu.
Duży talent często okupiony jest też stresem, żmudnymi
treningami, problemami zdrowotnymi. Chwalińska w peletonie tenisowym nie należy
do wyjątków, inne dziewczyny też nie miały łatwo, drogę przez cierniste krzewy
przechodzi przecież obecnie Iga Świątek.
Tym bardziej każdy taki spektakularny sukces jest zarazem też drogowskazem dla innych,
marzących, podobnie jak Maja, o sportowym przełamaniu.
Po życiowym rajdzie w
Paryżu 24-letnia tenisistka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała znajdzie się w
gronie 30 najlepszych tenisistek planety. Wreszcie nie będzie musiała przebijać
się do głównej drabinki turniejów WTA z kwalifikacji, co z pewnością doda jej
skrzydeł. W podobnych okolicznościach rozpędziły zresztą swoją karierę jej
koleżanki z kadry – Iga, Magda i Magdalena.