W piątek
mija 100. rocznica urodzin Andrzeja Wajdy, a w październiku minie 10 lat od
jego śmierci. Z tej okazji Senat RP ustanowił rok 2026 Rokiem Wajdy – w uznaniu
jego twórczości i dokonań jako współtwórcy polskiej szkoły filmowej oraz kina
moralnego niepokoju, które zdefiniowały „polską pamięć historyczną i
współczesną tożsamość kulturową”.
– Skalą
artystycznych dokonań i jakością obywatelskiej postawy jego dzieła plasują go
wśród najwybitniejszych twórców kultury polskiej XX i początków XXI w. Swą
twórczością zbudował pomost pomiędzy „polskim czasem przeszłym” a
teraźniejszością i przyszłością – zaznaczono w uchwale Senatu.
– Był twórcą
kina narodowego, a jednocześnie jego filmy budowane były wokół uniwersalnych
symboli – zaznaczył filmoznawca Łukasz Jasina w wywiadzie dla PAP w 2016
r. – Mówił o Polsce uniwersalnym językiem. To Polska inspirowała jego
twórczość. Rolę jego twórczości można porównać do znaczenia poezji romantycznej
i powieści pozytywistycznych w XIX wieku. Każdy Polak powinien znać filmy Wajdy
– podkreślał Jasina.
Niebanalna
filmografia
Filmy
Andrzeja Wajdy dawały do myślenia, wzruszały, prowokowały, obalały stereotypy i
narodowe mity, ukazywały zagubienie i naiwną wiarę młodych patriotów w
napoleoński cud, jak np. w „Popiołach”.
– „Popioły”
to podobnie jak większość filmów Andrzeja Wajdy dzieło romantyka totalnego, a
jednocześnie patrioty wiecznie niezadowolonego ze swojej ojczyzny, zmuszającego
do myślenia, rozłupującego zastane stereotypy i schematy. (…) Kult
„bohaterszczyzny” był dla niego nie do przyjęcia, bo bohaterstwo musi mieć też
sens. Bohaterstwo bezsensowne zamienia się w klęskę obciążającą kolejne
pokolenia – zauważył na łamach „Więzi” ks. Andrzej Luter.
Andrzej
Wajda był malarzem, który został reżyserem; tworzył duże filmy, jak „Człowiek z
marmuru” lub „Ziemia obiecaną”, ale też utwory bardziej kameralne, najczęściej
inspirowane literaturą: „Brzezina”, „Smuga cienia” lub „Panny z Wilka”.
Wyraźnie wzorował się w nich na wielkich malarzach, takich jak Jacek
Malczewski, Andrzej Wróblewski, na całej tradycji XX-wiecznego malarstwa
polskiego oraz, do pewnego stopnia z dystansem, na Janie Matejce, przywoływanym
na przykład w „Krajobrazie po bitwie”.
– Był jednym
z największych artystów, jakich kiedykolwiek stworzyło kino – mówił o nim
Richard Pena, wybitny nowojorski krytyk i filmoznawca. Pena wspominał wykład
reżysera na wydziale kompozycji wizualnej na Uniwersytecie Columbia w Nowym
Jorku, w którym Wajda odnosił się do dzieł wybitnych światowych malarzy,
szczególnie zaś do twórczości amerykańskiego artysty Edwarda Hoppera. – Jeśli
chcecie robić filmy, musicie zacząć od próby zrozumienia malarstwa – miał
powiedzieć studentom.
Osobiste rozliczenie
z przeszłością
Andrzej
Wajda urodził się 6 marca 1926 r. w Suwałkach i tam spędził pierwszych osiem
lat życia (w 2000 r. otrzymał honorowe obywatelstwo tego miasta, a w latach
1989-1991 był senatorem ziemi suwalskiej). Potem wraz z mamą, która była
nauczycielką, i bratem Leszkiem przenieśli się do Radomia. – O ojcu Jakubie
Wajdzie, który jako kapitan Wojska Polskiego wyruszył na wojnę, nie
wiedzieliśmy nic – wspominał reżyser. – Dotarły tylko dwa listy wysłane z
Kozielska i wcześniej list z Szepietówki, które dostarczył do nas do Radomia
żołnierz zwolniony z niewoli sowieckiej. Potem, w 1943 r., z wydawanego przez
Niemców „Dziennika Radomskiego” po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o Katyniu.
Było tam też nazwisko Karol Wajda. Matka natychmiast uczepiła się tej nadziei,
że to nie jest nasz ojciec. Co okazało się prawdą. My nigdy nie dowiedzieliśmy
się, jak i gdzie został zamordowany ojciec, jego ciało nie zostało odnalezione.
Tak że matka bardzo długo łudziła się, szukała przez brytyjski i szwajcarski
Czerwony Krzyż. I stale czekała – wspominał w wywiadzie dla PAP reżyser w
2007 r., przed premierą „Katynia”.
W latach
1946-1949 Wajda studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1953 r.
ukończył wydział reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej Telewizyjnej i
Teatralnej w Łodzi. Podobno decyzję o studiach filmowych podjął w pociągu z
Wybrzeża do Krakowa, kiedy – jak sam wspominał – po prostu wysiadł w Łodzi.
Dwa lata po
studiach debiutował filmem „Pokolenie”, opowieścią o losach młodych ludzi z
warszawskich przedmieść podczas okupacji hitlerowskiej. Drugim samodzielnie
zrealizowanym filmem reżysera był „Kanał” z 1956 r. Rok później na festiwalu w
Cannes uhonorowano go Specjalną Nagrodą Jury, tzw. Srebrną Palmą, ex aequo z
„Siódmą pieczęcią” Ingmara Bergmana.
– Film miał
dwie recepcje: pierwsza, nieco chłodna, gdy film wszedł na ekrany. Zupełnie
inna, gdy okazało się, że został doceniony w Cannes – wspominał reżyser w wywiadzie
dla PAP. – Nagroda nie miała nawet takiego znaczenia; polska widownia chciała,
żeby świat zobaczył, co naprawdę się stało i jaką ofiarę ponieśli ci, którzy
brali udział w powstaniu, na co byli zdecydowani. „Kanał” to pokazywał (…).
Widownia na świecie zobaczyła coś, co bardziej przypominało dantejskie piekło
niż współczesną wojnę, i spojrzała na to z egzystencjalnego punktu widzenia –
mówił Wajda.
W 1958 r.
powstaje „Popiół i diament” według powieści Jerzego Andrzejewskiego. Akcja
dramatu toczy się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Postać Maćka
Chełmickiego, reprezentującego młodych ludzi z AK, uosabia tragizm tego
pokolenia. Film był krytykowany, mówiono, „że smutny”, „że brak w nim
optymizmu”, „że brak wiary w komunizm”.
Po
czarno-białym „Popiele i diamencie” w 1959 r. Wajda nakręcił swój pierwszy film
w kolorze – „Lotną” – opowiadający o kampanii września 1939 r., o szwadronie
polskich ułanów. W rzeczywistości sceny ataku polskiej kawalerii na czołgi nie
miały miejsca.
25 września 1965 r.
premierę miały „Popioły”. Dziewiąty pełnometrażowy film Andrzeja Wajdy był
jednym z największych przedsięwzięć filmowych w historii.
Andrzej Wajda w lutym 1968 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe