_-_transp.png)
Polska szkoła i przedszkole, w której nauczyciele posługują się poprawnym literackim językiem polskim, powinny być oczkiem w głowie wszystkich Polaków w wiosce – zabrzmiało w czwartek na Sejmiku Gminnym w Lutyni Dolnej.
Mowa była również o Małej Ojczyźnie, która nie zawsze jest plusem, oraz o „mało atrakcyjnej polskiej codzienności”.
Czwartkowy Sejmik Gminny został zorganizowany dla dwóch miejscowości – Lutyni Dolnej i Dziećmorowic. W związku z tym obecni mogli wybrać na kwietniowe Zgromadzenie Ogólne Kongresu Polaków aż czterech delegatów. Zostali nimi Marcel Balcarek, Jan Czapek, Halka Kwolek i Radomir Sztwiertnia, którego potwierdzono również w funkcji pełnomocnika gminnego na okres kolejnych czterech lat. – Nowa Rada Kongresu będzie miała bardzo ważne zadanie, bo to ona będzie realizowała „Wizję 2035”. Dlatego należy wybrać takich delegatów, którzy będą mądrze głosować – apelowała do obecnych radna Kongresu, Małgorzata Rakowska. To do niej należało w czwartek w Lutyni przedstawienie posłannictwa Kongresu Polaków i działań przez niego podejmowanych w ciągu ostatnich czterech lat. Jak się okazało, zadanie niezmiernie ważne, jako że w okolicach Orłowej i Bogumina rola Kongresu nie wszystkim jest jasna, a sam Kongres czasem uważany jest za niepotrzebny.
Co jednak, zdaniem miejscowych Polaków, jest potrzebne, to polska szkoła i koła PZKO, których działacze spotkali się w czwartek na sejmiku, a dyrektor miejscowej polskiej szkoły i przedszkola, Alicja Berki, została przedstawiona przez prezentującego na tym forum „Wizję 2035”, Zygmunta Rakowskiego, za przykład dyrektora, który dba o wysoki poziom języka polskiego w szkole. – Jest zasada, że w szkole nauczyciele posługują się językiem literackim. To jest zawarte w regulaminie, tak samo jak system pochwał i kar. Uważam, że w polskiej szkole nie ma innego języka niż język polski – przekonywała Berki, dodając jednak, że konsekwentne trzymanie się tej reguły zależy od osobowości dyrektora.
O kondycji ostatniej polskiej szkoły na zachodnich kresach Zaolzia mowa była również później. Alicja Berki potwierdziła to, co zabrzmiało już wcześniej na wielu sejmikach. Większość dzieci w polskich przedszkolach i szkołach pochodzi obecnie z małżeństw mieszanych. Konkretnie w dolnolutyńskim przedszkolu odsetek ten wynosi aż 70 proc., 25 proc. tworzą czeskie rodziny, a tylko jedni rodzice są oboje Polakami. W szkole proporcje te są nieco inne – dzieci z polskich małżeństw jest blisko połowa, a resztę tworzą głównie małżeństwa mieszane oraz kilka czeskich. – Od czasów, kiedy przyszłam do tej szkoły przed 36 laty, wiele się zmieniło. Dawniej nauczyciel nie musiał się martwić, czy będzie miał uczniów. Teraz jest inaczej. My jako nauczyciele musimy dbać przede wszystkim o swoich uczniów, bo nauczyciel bez ucznia jest niczym – zauważyła Berki, dodając, że w ostatnich latach czasem było naprawdę bardzo ciężko. Szkołę jednak dzięki zaangażowaniu wszystkich nauczycieli udało się utrzymać. – Dzisiaj mogę z powodzeniem powiedzieć, że jesteśmy w dobrej formie, przedszkole jest przepełnione, a uczniów mamy o 13 więcej. Ja widzę przyszłość tej szkoły – zakończyła dyrektorka.
Pełnomocnik Radomir Sztwiertnia odniósł się z kolei do wspominanego w „Wizji 2035” wątku Małej Ojczyzny, która – jak zauważył – z jednej strony kształtuje naszą tożsamość, z drugiej zaś stwarza niebezpieczeństwo, że zastąpi polskość. Zwrócił też uwagę na to, że atrakcyjna polska kultura, z takimi przedstawicielami, jak Mickiewicz, Sienkiewicz czy współcześnie Masłowska, niestety nie zawsze idzie w parze z atrakcyjną polską codziennością.