_-_transp.png)
Donosiciel to jedno ze słów, które bardzo negatywnie się kojarzą. To taki wyższy poziom szkolnego skarżypyty, który spieszy się poinformować nauczycielkę, że Romek nie ma zeszytu i pisze na pogniecionej kartce, a Małgosia, zamiast odrobić zadanie w domu, nabazgrała je tuż przed dzwonkiem.
Wyjdźmy z ławek szkolnych na ulicę. Drogi, od lokalnych po autostrady, przy dzisiejszym natężeniu ruchu stają się dżunglą, w której zamieszkujące tę dżunglę potwory czatują na nasze życie.
Za mocne porównanie? W ostatnie dwa dni spotkałam na drodze kierowców naruszających przepisy w wyjątkowo rażący sposób. Scena pierwsza – zwężenie jezdni gdzieś na obrzeżach Opawy. Ruch odbywa się wahadłowo. Przede mną właśnie zabłysło czerwone światło. Za chwile ruszą samochody z naprzeciwka. I w tym momencie sznur czekających na czerwonym świetle aut omija z boku rozpędzony pojazd. Ignoruje światło i wjeżdża w zwężenie. W samochodzie mam kamerę rejestrującą ruch przed moim pojazdem. Gdybym chciała, mogłabym wycinek zapisu kamerowego wysłać na policję. Byłby materiał dowodowy, potwierdzający pirackie zachowanie. Ale przecież nie jestem donosicielką…
Następnego dnia szokuje mnie zachowanie innego kierowcy. W Olbrachcicach, na odcinku ulicy Cieszyńskiej, w miejscu, gdzie droga dość gwałtownie opada w dół i w miejscu jej załamania absolutnie nie widać nadjeżdżających z dołu pojazdów, rozpędzony wóz wyprzedza mój oraz jadący za nim samochód. Całe szczęście, że nikt nie jedzie z dołu. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak mogłoby się skończyć czołowe zderzenie…
Zastanawiam się, czy w takich jak powyższe przypadkach nie powinniśmy być „donosicielami”? Oczywiście w sytuacjach, kiedy mamy pod ręką jakiś materiał dowodowy. Następnym razem agresywny kierowca, bezkarnie gwałcący zasady bezpieczeństwa, może przecież spowodować nieszczęście.
Interesowałoby mnie, jaki pogląd na tą sprawę mają nasi Czytelnicy. Może ktoś podzieli się ze mną swoją opinią? Piszcie na adres: info@glos.live.