Kolekcjoner ostatnich świadectw po bliskich | 20.04.2026
Kartki i listy są dla wielu
ostatnim świadectwem życia ich bliskich zamordowanych w Holokauście – mówi w
rozmowie z PAP brytyjski kolekcjoner Jonathan Smith, który znaczną część życia
poświęcił próbie zrozumienia Holokaustu i z czasem odkrył, że dotknął on także
jego rodzinę.
Ten tekst przeczytasz za 3 min. 30 s
Kartka pocztowa z KL Auschwitz. Fot. Instytut Pamięci Narodowej
– Zacząłem kolekcjonować
kartki pocztowe, gdy byłem bardzo mały, miałem pięć lat. Wtedy zbierałem
wszystkie wysyłane do nas widokówki. Używano ich wówczas jako środka
komunikacji. Miałem kartki z całego świata – wyjaśnia początek swojej przygody
ze zbieraniem pocztówek.
Zainteresowanie Jonathana
historią wzięło się od chęci zrozumienia tego, kim jest. – Wszystko, co
wiedziałem od strony mojej matki, to, że jestem Żydem i Holokaust miał miejsce,
ale nic więcej. Na ten temat w domu się nie rozmawiało. Patrząc z perspektywy
czasu myślę, że oni bardzo mało wiedzieli, ale było to też dla nich tak
bolesne, że nie chcieli o tym rozmawiać – mówi, opowiadając o swojej rodzinie.
– Byłem świadom Holokaustu, ale bardzo mało na jego temat wiedziałem i w
Wielkiej Brytanii niewiele osób o tym mówiło – zaznacza. Jego zdaniem przełom
nastąpił wraz z procesem w Izraelu nazistowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna
w 1961 roku, który szeroko relacjonowała także brytyjska prasa np. „Jewish
Cronicle”, „The Evening Standard” czy „Manchester Guardian”.
Jonathan tłumaczy, że dopiero
wtedy świadectwa ludzi, którzy przeżyli Holokaust, zaczęły być szeroko
dostępne. – Zacząłem czytać te teksty. Czytałem wszystko co mogłem znaleźć –
mówi. Po skończeniu szkoły Jonathan podjął decyzję o wyjeździe do Europy
kontynentalnej. Jak sam podkreśla, ciągnęła go chęć zrozumienia i udania się w
miejsca, gdzie doszło do Holokaustu. – W 1967 i 1968 roku pojechałem do Polski
i państw Europy Środkowo-Wschodniej – dodaje.
Jonathan wspomina, że nie
mając pieniędzy, podróżował autostopem i pociągami, zatrzymując się u ludzi,
których spotykał na swojej drodze. Jego głównym celem było zrozumieć, co stało
się na tych terenach, które historyk Timothy Snyder kilka dekad później
określił mianem „skrwawionych ziem”.– Ponieważ byłem bardzo
młody, to trochę nie wiedziałem, jak się zabrać za te poszukiwania, ale nie
mogłem znaleźć żadnych pomników czy miejsc upamiętnienia Holokaustu, a nawet
śladów społeczności żydowskiej. Jedynie na Słowacji w miejscowości Bańska Szczawnica,
znalazłem dwie synagogi, które się ostały. A, i również w Budapeszcie. To mi
się wydało bardzo ciekawe – opowiada.
Niemniej pasja kolekcjonerska
Jonathana z czasem pomogła mu chociaż częściowo odpowiedzieć na pytania, które
wciąż nie dawały mu spokoju. Według mężczyzny, przez wiele lat niewiele osób
interesowało się kartkami pocztowymi i listami, chociaż były one często
jedynymi śladami, które pozostały po zamordowanych rodzinach.Jonathan zbierał kartki, odkąd
pamięta, ale wraz z pierwszą podróżą do Europy Środkowo-Wschodniej, zdecydował
się skupić na tych opowiadających historię tego regionu. – W latach 90. zdałem sobie sprawę, że są sklepy
filatelistyczne, które sprzedają historyczne pocztówki. W Londynie był
niemiecki sprzedawca, który miał pocztówki m.in. z Auschwitz. Wówczas
zrozumiałem: „O rany to zostało napisane przez kogoś kto tam był i nie wiadomo,
czy przeżył”. Były one niesamowicie drogie i kosztowały 60-70 funtów. Wtedy
zacząłem je kupować; najpierw jedną z Sachsenhausen i kilka z Auschwitz –
opowiada Jonathan i tłumaczy, że na początku miał bardzo dziwne poczucie
towarzyszące kolekcjonowaniu tych kartek.