wtorek, 27 lutego 2024
Imieniny: PL: Gagrieli, Liwii, Leonarda| CZ: Alexandr
Glos Live
/
Nahoru

Miga po polsku i po czesku  | 17.06.2023

Magda Schromowa pochodzi z Ostrawy, jej rodzina mieszkała na Zaolziu. Chodziła do czeskiej szkoły, lecz dzięki babci i dziadkowi nauczyła się języka polskiego. Podczas studiów, w ramach programu „Erasmus”, wyjechała do Warszawy. Tak jej się tam spodobało, że została w stolicy Polski i mieszka tam już od ponad dziesięciu lat. Nauczyła się polskiego języka migowego (PJM) i jest jego tłumaczką. Przekonuje, że nawet muzykę można przetłumaczyć na języki migowe.

Ten tekst przeczytasz za 3 min.
Magda Schromowa jest tłumaczką polskiego języka migowego. Fot. ARC M. Schromowej.
Znała pani dobrze język polski przed wyjazdem do Warszawy?
– Znałam język mówiony, nie byłam mocna w pisowni. Dziadkowie mówili do mnie po polsku, ja odpowiadałam najczęściej po czesku. W naszej rodzinie zawsze był pielęgnowany język polski i kultura. Babcia Zofia Pawlas (z domu Koc) pochodziła ze Lwowa, później mieszkała w Bytomiu. Dziadek Jan Pawlas pochodził z Zaolzia, był polskim kombatantem. Oboje pracowali w PZKO, w domu na stole zawsze leżał „Głos Ludu”. Ale znałam bardziej gwarę „po naszymu” niż czysty język polski. Dlatego w Warszawie zapisałam się na kurs języka. Bardzo szybko zaczęłam mówić poprawnie. Myślę, że gdybym wcześniej nie znała polskiego, nie doszlifowałabym go na takim poziomie, żebym mogła rozpocząć naukę polskiego języka migowego i zostać tłumaczką pomiędzy tymi dwoma językami. Wcześniej nauczyłam się czeskiego języka migowego (český znakový jazyk – ČZJ), ale to są dwa zupełnie odrębne języki. Orientuję się już trochę w tych sprawach, ponieważ przeczytałam książkę Anny Goc „Głusza”, lecz ludzie, którzy nic nie wiedzą nt. języka migowego, myślą czasem, że jest jeden wspólny na całym świecie. Spotkała się z tym pani?
– Dokładnie, naprawdę bardzo dużo ludzi jest przekonanych, że to jest jeden uniwersalny język. Ale to tak samo, jakbyśmy uważali, że także język mówiony, foniczny, powinien być jeden. Za każdym językiem jest tożsamość i kultura ludzi, którzy go używają. I tak samo jest z językami migowymi. Co ciekawe, o ile foniczny brytyjski angielski i amerykański angielski są na tyle podobne, pomimo niuansów, że ich użytkownicy bez trudu się wzajemnie porozumieją, to brytyjski język migowy (BSL) i amerykański język migowy (ASL) są zupełnie innymi językami, bo mają każdy różne pochodzenie. Głuchy Brytyjczyk i Głuchy Amerykanin nie rozumieją się nawzajem. Wynika to z tego, że języki migowe rozwijały się odrębnie od języków fonicznych danego narodu. I tak, jak Polakom czy Czechom łatwiej opanować inny język słowiański niż na przykład chiński, tak również użytkownikom jednego języka migowego łatwiej nauczyć się innego, kolejnego języka migowego. Kiedy zaczynałam się uczyć PJM, miałam już opanowany na wysokim poziomie ČZJ i dlatego poszło mi łatwiej.
Zauważyłam, że określenie Głusi pisane jest czasem wielką literą. Dlaczego?
– To się wiąże z tożsamością osób Głuchych. W Polsce mamy głuchych przez „g” i „G”, w Czechach są neslyšící i Neslyšící. Wielka litera oznacza przynależność do mniejszości językowo-kulturowej. Osoba, która jest częścią wspólnoty Głuchych, nie czuje się osobą z niepełnosprawnością, lecz częścią mniejszości, która ma swój język, kulturę i tożsamość.

Cały wywiad do poczytania w papierowym wydaniu "Głosu" z piątku 16 czerwca. 



Może Cię zainteresować.