poniedziałek, 22 lipca 2024
Imieniny: PL: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca| CZ: Magdaléna
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Praktyczne półpancerze | 24.06.2024

Przypominam sobie niebywałą popularność książki Roberta B. Cialdiniego „Zasady wywierania wpływu na ludzi”. Jedną z sześciu reguł, które zachwala w niej Cialdini, jest „reguła niedostępności” – czyli, kupuj, bo to okazja (ba, okazja, ostatnia okazja!), bo wykupią to inni, a dla ciebie nie starczy… No cóż, regułę tę wspaniale ilustruje opowiadanie Sławomira Mrożka „Półpancerze praktyczne”.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Nie od dziś wiadomo, że tłum rządzi się swoimi prawami. Fot. Pixabay
I
Co ciekawe, opowiadanie napisane zostało na początku lat 50. ubiegłego wieku, czyli w czasach szalejącego stalinizmu. Oczywiście, powie ktoś, w czasach słusznie minionego ustroju charakteryzującego się permanentną „gospodarką niedoboru” (zob. Janos Kornai), kiedy trudno było zdobyć (tak właśnie – zdobyć, nie – kupić) niemal wszystko, „reguła niedostępności” wydaje się w jakiś sposób naturalna, niemniej... Niemniej towarem, o którym opowiada Mrożek, są... półpancerze. Tak, tak, to półpancerze (model z XVI wieku, używany wówczas przez lancknechtów) trafiły do Domu Towarowego. I musiały być sprzedane. Nie było łatwo. Najbardziej przemyślne slogany reklamowe („Półpancerz w każdym domu”, „Jeśliś harcerz – kup półpancerz” czy skierowany najwyraźniej do szachistów „Nie pomoże koń ni wieże – jeśli nie masz półpancerza”) nie odnosiły skutku. Półpancerzy nie kupował nikt, nawet gdy obiecywano w charakterze bonusu dodać do półpancerza czapkę krakowską z pawim piórem czy piórnik z napisem „Pamiątka z Zakopanego” .

II
Sposobem na sprzedaż jakżeż praktycznych półpancerzy okazał się pomysł zainscenizowania scenki, w której podstawiony osobnik, dramatyzując, bezskutecznie usiłuje zakupić większą ich liczbę. Mianowicie – aż dwadzieścia sztuk. I spotyka się z głośną odmową. Półpancerzy musi przecież wystarczyć także dla innych klientów – „sprzedajemy tylko po dwie sztuki”, słyszy w odpowiedzi na swoje prośby. I nie pomaga branie na litość, powoływanie się na cokolwiek. Po chwili zainteresowany wyreżyserowaną sytuacją tłum kupujących rzuca się w stronę lady – zaczynają sprzedawać się pierwsze partie półpancerzy. Ba, niektórzy z klientów, ci szczęśliwcy, którym udało się półpancerz nabyć, wychodzili z Domu Towarowego odziani w stal. Inni, zawiedzeni, musieli się obejść smakiem – no dobra, wychodząc w marynarkach, najedli się tylko wstydu.

III
Jest połowa lat 80. XX wieku. W Polsce nadal panuje „gospodarka niedoboru”, niektóre produkty kupić można tylko na kartki. Kartki były na cukier, na mięso, na papierosy... Jeśli sobie dobrze przypominam, miały też być na książki, ale wreszcie do tego nie doszło... W katowickiej, nieistniejącej już, piętrowej księgarni przy ulicy 3 maja stała wielgachna kolejka. Rzucili jakąś powieść Alistaira MacLeana czy Fredericka Forsytha, bodaj „Dzień Szakala” tego ostatniego, ale pewności nie mam. W każdym razie stojący w kolejce klienci (i klientki) niemal automatycznie kupowali literacką sensację. Może dlatego, że byli wielbicielami anglosaskich powieści sensacyjnych, a może dlatego, że chcieli odsprzedać potem poszukiwany na rynku bestseller w antykwariacie i na tej transakcji zarobić. Tak, tak, były czasy, że książki (także nowe) w antykwariatach osiągały niebotyczne ceny. Kiedy ja wreszcie trafiłem przed ladę, kupiłem powieść Forsytha (powiedzmy, że był to Forsyth...), ale dodatkowo kupiłem „Dar Humboldta” Saula Bellowa. I co? Klient kupujący po mnie... także, po krótkim, bardzo krótkim zastanowieniu, kupił Forsytha i... powieść Bellowa. Przystanąłem i zauważyłem, że kolejni robili to samo, kupowali i Forsytha, i Bellowa. Choć – zaryzykuję stwierdzenie, że o twórczości tego drugiego większość nie miała żadnej wiedzy. Przedmiotem pożądania stała się powieść Bellowa pewnie dlatego, że kupowali ją inni. Stało się zatem tak, jak w przypadku praktycznych półpancerzy.

IV
Te dwie historyjki – jedna literacka, druga – wspomnieniowa wyglądają dzisiaj, w dobie wszechobecnej reklamy i influencerów/influencerek, na amatorszczyznę. Dzisiaj skala i intensywność wpływania na ludzi jest niepomiernie większa. Ale przecież opiera się na zjawiskach starych jak świat – konformizm, psychologia tłumu, owczy pęd, to tylko niektóre z nich. Wszystkie one mają jedną cechę – działają, choć ci, którzy się im podporządkowują nie wiedzą, że jest tak właśnie. Albo – nie chcą wiedzieć. Wreszcie – któż chciałby uchodzić za konformistę, ofiarę psychologii tłumu czy kogoś ulegającego owczemu pędowi? To trochę tak jak z hejtem – hejtują zawsze „oni”, zaś „my” może używamy mocnych słów, ale w dobrej sprawie. Można więc sformułować dwa diametralnie różne (acz, rzecz jasna – powierzchowne) wnioski. W Polsce jest mnóstwo hejterów – są na to rozliczne dowody. I – wniosek drugi – w Polsce w ogóle nie ma hejterów – bo chyba (jeśli się nie mylę) nikt się za hejtera nie uważa.

V
Żyjemy w czasie jednego z większych kryzysów Europy, u bram zmiany cywilizacyjne, których konsekwencji nie sposób przewidzieć. Tak, tak, nie sposób przewidzieć – optymizm i pesymizm to tylko dwie, skrajnie różne postawy wobec świata, a nie odpowiedzialnie stawiane diagnozy. Podobnej skali kryzys – i związany z nim stan społecznej, ale także osobniczej dezorientacji opisuje w czytanym przeze mnie jeszcze na studiach dziele znakomity psycholog Erich Fromm. Jego tytuł daje do myślenia – „Ucieczka od wolności”. Zachwiana, utracona pozycja społeczna, strach przed jej utratą, poczucie braku bezpieczeństwa, samotność, lęk przed wolnością, kiedy łamią się bariery społeczne i etyczne, tęsknota za hierarchią, autorytetem. Ktoś powie, że to zjawiska, które dostrzec można w każdym czasie. I zgoda na to, z tym, że bywają momenty, iż widoczne są bardziej, bo też ich nasilenie jest większe.

VI
To tylko moje domniemanie? Cóż nie będę się sprzeczał – może być. Ale, jak sądzę, jestem w stanie podać jeden wskaźnik, który nawet jeśli nie przekona każdego, wart jest rozważenia. Oto czytam na portalu Prawo.pl, że niezwykłą popularnością cieszą się studia psychologiczne. Cóż dziwnego, zawsze się cieszyły... Niemniej – na 140 kierunków studiów psychologicznych aż ponad 90 ma negatywną ocenę Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA). Dowodzi to tego, że jest na psychologów dzisiaj jakieś niezwykłe zapotrzebowanie. Powinno to dawać do myślenia?



Może Cię zainteresować.