Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Kompleks Dioklecjana | 01.09.2025
Dioklecjan, cesarz Rzymu (244-284 n.e.), nie miał kompleksów;
przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo. Jednocześnie pozostawił po sobie znany
w świecie kompleks – tyle że kompleks pałacowy.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Pałac Dioklecjana w Splicie widziany od strony Adriatyku. Fot. Pixabay
To, co po nim pozostało (a pozostało całkiem sporo), jest
turystyczną atrakcją Splitu, miejsca mało znaczącego na mapie rzymskiego Imperium,
współcześnie – jednego z ważniejszych miast Chorwacji. A przecież dzisiaj Dioklecjan,
pofantazjujmy trochę, przechadzając się po resztkach swojej rozległej pałacowej
siedziby wpadłby może w prawdziwe kompleksy. Dlaczego? Z jakiego powodu? Otóż
mógłby trafić do mieszczącego się w niej dzisiaj sklepu (reklamującego się jako
centrum z pamiątkami). A jeśli tak, to znalazłby tam obszerną salę z gadżetami
zapożyczonymi ze znanego serialu HBO „Gra o tron”. Nie musiałby zresztą
specjalnie się w tym celu wysilać – poprowadzą do tej sali rozliczne strzałki. A
o nim, cesarzu, który wszak zlecił zbudowanie okazałego pałacowego kompleksu i
w nim dożył kresu swych dni: ani widu, ani słychu.
I
Oczywiście, to może przecież nic dziwnego, że porywający
wielomilionową publiczność serial wygrywa w turystycznych zainteresowaniach z
zamierzchłą historią. „Gra o tron” wygrywa z historią nie tylko w kompleksie
Dioklecjana. Ot, niedaleko Splitu znajduje się twierdza Klis, która „gra” w
serialu „Meereen” największe miasto Zatoki Niewolniczej Essos. W innym znanym
chorwackim mieście, Dubrowniku, oblegane są przez turystów schody, po których (w
„Grze o Tron”) zejść musi nago, wśród obrzucającego ją wyzwiskami (i nie tylko)
wrogiego tłumu upokorzona Cersei Lannister. Czy to pamięć tej sceny powoduje,
że w pobliskiej knajpce mule popijane chłodnym chardonnay smakują turystom
jakoś bardziej?
II
Spacerując tego lata z Gabrysią po wąskich uliczkach/korytarzach
pałacowego kompleksu, wreszcie trafiliśmy w jednym z licznych sklepików na jedyny
ślad po Dioklecjanie, jaki udało nam się w Splicie znaleźć. Był nim mały,
naprawdę mały (gdzieś 10 cm na 10 cm) obrazek z rysunkiem planu budowli i napisem
„Split-Croatia/Diocletian palace”. No cóż, może nie powinienem się temu brakowi
popularności Dioklecjana jakoś specjalnie dziwić. Bo chociaż w Pekinie ciągle można
kupić pamiątki z podobizną przewodniczącego Mao-Tse tunga, człowieka
odpowiedzialnego za unicestwienie największej liczby ludzkich istnień w
dziejach, to przecież w Mexico City nie sposób zakupić popiersiaHernána Cortésa.
III
A Dioklecjan? Jeśli nawet nie czyta się podręczników
historii, to z „Żywotów świętych” kojarzony jest chyba przede wszystkim z prześladowań
chrześcijan. W dzisiaj nazwanym jego imieniem kompleksie pałacowym wiele jest
punktów, w których nabyć można dewocjonalia rodem z religii, którą pragnął
zetrzeć z rzymskiej (przynajmniej – rzymskiej) ziemi. Przy wejściu do
pałacowego kompleksu od strony portu stoi postać w rzymskim stroju – kiedy
wychodzi się po stronie przeciwnej, żegna nas znacznie większy pomnik biskupa
Grzegorza z Ninu.
IV
Do Splitu, a konkretnie – właśnie – kompleksu Dioklecjana,
który pierwszy raz zobaczyłem ponad ćwierć wieku temu (a więc w poprzednim
tysiącleciu – dajmy i taki oddech historii), mam szczególny stosunek. Nie
przypadkiem mój przyjaciel Robert „Milord” Kowalski zadedykował mi kiedyś
wiersz (zamieszczony potem w jego tomiku „Rachunki podróżne”). Zatytułował go „Nie
dziwię się Dioklecjanowi”: „Cesarz dobrze wiedział/ wzniósł dom/pałac poklasku
władców/ agorę zachwytu gawiedzi/ co tam Rzym/ pogubionych dróg/ stąd odprawił
cesarstwo/ tu nie wpuścił Chrystusa/ Split dziś staruszek dioklecjański mur/
nie pęka pod naporem/ pleców i myśli/cierpliwie liczy kolejne krople
smoktowicy/ powoli znikające w ustach/ Marmurowym spojrzeniem chłodno przyjmuje
zapis/ upadku kolejnego/ cesarstwa”.
V
Żyjemy
w świecie krzywych luster, w których poszukiwanie prawdy i sensu przenikają się
nawzajem. „Gra o tron” w wersji HBO zdaje się wielu (bardzo wielu) zwiedzającym
kompleks pałacowy w Splicie bardziej interesująca niż historia Rzymu. Historia,
ta prawdziwa, nie jest ciekawa? Poczytajmy, co pisał autor cyklu powieści,
które dały podstawę serialowi wszechczasów – George R.R. Martin o innym cyklu
powieści – Maurice’a Druona „Królowie przeklęci”: „W »Królach przeklętych« jest
wszystko. Królowie z żelaza, zamordowane królowe, bitwy i zdrady, kłamstwa i
żądze, oszustwa, rywalizacja rodów, klątwa templariuszy, podmieniane
niemowlęta, wilczyce, grzech i miecze, wielka dynastia skazana na upadek... A
wszystko to (no, prawie wszystko) zaczerpnięte żywcem z kart historii. I
wierzcie mi: rody: Starków i Lannisterów nie mogą się nawet równać z Kapetyngami
i Plantagenetami. Bez względu na to, czy jesteś historycznym geekiem czy
miłośnikiem fantastyki, od książek Druona nie będziesz mógł się oderwać. To
prawdziwa gra o tron”. Prawdziwa? To zależy dla kogo. Przekonywał antropolog
z Sorbony Ludwik Stomma: „W »Królach przeklętych«Maurice Druon bardzo pięknie
to (fragment historii Francji – K.Ł.) opisał. Jako powieściopisarzowi wolno mu,
pomieszał jednak fakty, miejsca i postaci z radosną dezynwolturą. Postarajmy
się być nieco bliżej prawdy”. Słynne
pytanie Poncjusza Piłata – „Cóż jest prawdą?” ciągle zdaje się trawić tych,
którzy się nad tak egzotycznym dzisiaj problemem skłonni są zastanawiać – i to
bez sceptycyzmu i cynizmu rzymskiego namiestnika Judei.
VI
Wspomniałem na początku felietonu o latach panowania
Dioklecjana. Otóż w roku 305 p.n.e. uznał, że czas na emeryturę. Zmarł po około
dziesięciu latach emeryckiego życia. Dożywał swoich dni uprawiając warzywa. Czy
filozof Pangloss, jeden z głównych bohaterów „Kandyda” Woltera, zalecając
skupienie się na uprawianiu swojego ogródka, nawiązywał do sposobu spędzania
cesarskiej emerytury przez Dioklecjana?
VII
W kultowym „Sokole maltańskim” (film z 1941 roku, reż. John
Huston, w roli Sama Spade’a – Humphrey Bogart) to przecież nie Malta jest
miejscem akcji, a San Francisco. Niemniej to właśnie w sklepach z pamiątkami
„Perły Morza Śródziemnego” sprzedaje się niezliczone ilości figurek „sokoła
maltańskiego”. W rzeczywistości to Dashiell Hammett – autor powieści, na
podstawie której nakręcono film – wymyślił historyjkę, zgodnie z którą „w roku
1539 kawalerowie maltańscy ofiarowali królowi Hiszpanii, Karolowi V złoty
posążek sokoła, ozdobiony drogimi kamieniami. Statek wiozący ten dar wpadł w
ręce piratów i sokół maltański zaginął bez śladu...”.
VIII
No cóż...