poniedziałek, 25 maja 2026
Imieniny: PL: Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny| CZ: Viola
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Kompleks Dioklecjana | 01.09.2025

Dioklecjan, cesarz Rzymu (244-284 n.e.), nie miał kompleksów; przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo. Jednocześnie pozostawił po sobie znany w świecie kompleks – tyle że kompleks pałacowy.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Pałac Dioklecjana w Splicie widziany od strony Adriatyku. Fot. Pixabay

To, co po nim pozostało (a pozostało całkiem sporo), jest turystyczną atrakcją Splitu, miejsca mało znaczącego na mapie rzymskiego Imperium, współcześnie – jednego z ważniejszych miast Chorwacji. A przecież dzisiaj Dioklecjan, pofantazjujmy trochę, przechadzając się po resztkach swojej rozległej pałacowej siedziby wpadłby może w prawdziwe kompleksy. Dlaczego? Z jakiego powodu? Otóż mógłby trafić do mieszczącego się w niej dzisiaj sklepu (reklamującego się jako centrum z pamiątkami). A jeśli tak, to znalazłby tam obszerną salę z gadżetami zapożyczonymi ze znanego serialu HBO „Gra o tron”. Nie musiałby zresztą specjalnie się w tym celu wysilać – poprowadzą do tej sali rozliczne strzałki. A o nim, cesarzu, który wszak zlecił zbudowanie okazałego pałacowego kompleksu i w nim dożył kresu swych dni: ani widu, ani słychu.

I
Oczywiście, to może przecież nic dziwnego, że porywający wielomilionową publiczność serial wygrywa w turystycznych zainteresowaniach z zamierzchłą historią. „Gra o tron” wygrywa z historią nie tylko w kompleksie Dioklecjana. Ot, niedaleko Splitu znajduje się twierdza Klis, która „gra” w serialu „Meereen” największe miasto Zatoki Niewolniczej Essos. W innym znanym chorwackim mieście, Dubrowniku, oblegane są przez turystów schody, po których (w „Grze o Tron”) zejść musi nago, wśród obrzucającego ją wyzwiskami (i nie tylko) wrogiego tłumu upokorzona Cersei Lannister. Czy to pamięć tej sceny powoduje, że w pobliskiej knajpce mule popijane chłodnym chardonnay smakują turystom jakoś bardziej?

II
Spacerując tego lata z Gabrysią po wąskich uliczkach/korytarzach pałacowego kompleksu, wreszcie trafiliśmy w jednym z licznych sklepików na jedyny ślad po Dioklecjanie, jaki udało nam się w Splicie znaleźć. Był nim mały, naprawdę mały (gdzieś 10 cm na 10 cm) obrazek z rysunkiem planu budowli i napisem „Split-Croatia/Diocletian palace”. No cóż, może nie powinienem się temu brakowi popularności Dioklecjana jakoś specjalnie dziwić. Bo chociaż w Pekinie ciągle można kupić pamiątki z podobizną przewodniczącego Mao-Tse tunga, człowieka odpowiedzialnego za unicestwienie największej liczby ludzkich istnień w dziejach, to przecież w Mexico City nie sposób zakupić popiersiaHernána Cortésa.

III
A Dioklecjan? Jeśli nawet nie czyta się podręczników historii, to z „Żywotów świętych” kojarzony jest chyba przede wszystkim z prześladowań chrześcijan. W dzisiaj nazwanym jego imieniem kompleksie pałacowym wiele jest punktów, w których nabyć można dewocjonalia rodem z religii, którą pragnął zetrzeć z rzymskiej (przynajmniej – rzymskiej) ziemi. Przy wejściu do pałacowego kompleksu od strony portu stoi postać w rzymskim stroju – kiedy wychodzi się po stronie przeciwnej, żegna nas znacznie większy pomnik biskupa Grzegorza z Ninu.

IV
Do Splitu, a konkretnie – właśnie – kompleksu Dioklecjana, który pierwszy raz zobaczyłem ponad ćwierć wieku temu (a więc w poprzednim tysiącleciu – dajmy i taki oddech historii), mam szczególny stosunek. Nie przypadkiem mój przyjaciel Robert „Milord” Kowalski zadedykował mi kiedyś wiersz (zamieszczony potem w jego tomiku „Rachunki podróżne”). Zatytułował go „Nie dziwię się Dioklecjanowi”: „Cesarz dobrze wiedział/ wzniósł dom/pałac poklasku władców/ agorę zachwytu gawiedzi/ co tam Rzym/ pogubionych dróg/ stąd odprawił cesarstwo/ tu nie wpuścił Chrystusa/ Split dziś staruszek dioklecjański mur/ nie pęka pod naporem/ pleców i myśli/cierpliwie liczy kolejne krople smoktowicy/ powoli znikające w ustach/ Marmurowym spojrzeniem chłodno przyjmuje zapis/ upadku kolejnego/ cesarstwa”.

V
Żyjemy w świecie krzywych luster, w których poszukiwanie prawdy i sensu przenikają się nawzajem. „Gra o tron” w wersji HBO zdaje się wielu (bardzo wielu) zwiedzającym kompleks pałacowy w Splicie bardziej interesująca niż historia Rzymu. Historia, ta prawdziwa, nie jest ciekawa? Poczytajmy, co pisał autor cyklu powieści, które dały podstawę serialowi wszechczasów – George R.R. Martin o innym cyklu powieści – Maurice’a Druona „Królowie przeklęci”: „W »Królach przeklętych« jest wszystko. Królowie z żelaza, zamordowane królowe, bitwy i zdrady, kłamstwa i żądze, oszustwa, rywalizacja rodów, klątwa templariuszy, podmieniane niemowlęta, wilczyce, grzech i miecze, wielka dynastia skazana na upadek... A wszystko to (no, prawie wszystko) zaczerpnięte żywcem z kart historii. I wierzcie mi: rody: Starków i Lannisterów nie mogą się nawet równać z Kapetyngami i Plantagenetami. Bez względu na to, czy jesteś historycznym geekiem czy miłośnikiem fantastyki, od książek Druona nie będziesz mógł się oderwać. To prawdziwa gra o tron”. Prawdziwa? To zależy dla kogo. Przekonywał antropolog z Sorbony Ludwik Stomma: „W »Królach przeklętych«Maurice Druon bardzo pięknie to (fragment historii Francji – K.Ł.) opisał. Jako powieściopisarzowi wolno mu, pomieszał jednak fakty, miejsca i postaci z radosną dezynwolturą. Postarajmy się być nieco bliżej prawdy”. Słynne pytanie Poncjusza Piłata – „Cóż jest prawdą?” ciągle zdaje się trawić tych, którzy się nad tak egzotycznym dzisiaj problemem skłonni są zastanawiać – i to bez sceptycyzmu i cynizmu rzymskiego namiestnika Judei.

VI
Wspomniałem na początku felietonu o latach panowania Dioklecjana. Otóż w roku 305 p.n.e. uznał, że czas na emeryturę. Zmarł po około dziesięciu latach emeryckiego życia. Dożywał swoich dni uprawiając warzywa. Czy filozof Pangloss, jeden z głównych bohaterów „Kandyda” Woltera, zalecając skupienie się na uprawianiu swojego ogródka, nawiązywał do sposobu spędzania cesarskiej emerytury przez Dioklecjana?

VII
W kultowym „Sokole maltańskim” (film z 1941 roku, reż. John Huston, w roli Sama Spade’a – Humphrey Bogart) to przecież nie Malta jest miejscem akcji, a San Francisco. Niemniej to właśnie w sklepach z pamiątkami „Perły Morza Śródziemnego” sprzedaje się niezliczone ilości figurek „sokoła maltańskiego”. W rzeczywistości to Dashiell Hammett – autor powieści, na podstawie której nakręcono film – wymyślił historyjkę, zgodnie z którą „w roku 1539 kawalerowie maltańscy ofiarowali królowi Hiszpanii, Karolowi V złoty posążek sokoła, ozdobiony drogimi kamieniami. Statek wiozący ten dar wpadł w ręce piratów i sokół maltański zaginął bez śladu...”.

VIII
No cóż...








Może Cię zainteresować.