Stonawa: o północy pochowano basy, wkrótce zakończy się karnawał | 15.02.2026
Bale
ostatkowe połączone z ceremonią pochowania basów zdominowały sobotni kalendarz
zaolziańskich imprez. Przez całą noc w wielu Domach PZKO hucznie żegnano
karnawał. Kolejny weekend przypada już bowiem na okres Wielkiego Postu, kiedy,
zgodnie z tradycją, muzyka i tany nie mają racji bytu.
Ten tekst przeczytasz za 2 min. 15 s
Obrządek pochowania basów. Fot. BEATA SCHÖNWALD
Instrumenty
ucichły w niedzielę nad ranem również w Domu PZKO w Stonawie, dokąd popularny
bal ostatkowy wrócił po sześciu latach przerwy. – Stonawskie Ostatki były
organizowane tu przez dziesiątki lat. W swojej tradycyjnej formie po raz
ostatni miały miejsce w 2020 roku. Potem była przerwa covidowa, a w kolejnych
latach odbywały się w zamkniętym kameralnym gronie miejscowych działaczy PZKO i
ich znajomych. W tym roku postanowiliśmy powrócić do starej, sprawdzonej
formuły i nawiązać na zabawy ostatkowe takie, jakie organizował kiedyś Bohdan
Prymus – zdradziła „Głosowi” Lucka Durczok odpowiedzialna za organizację
tegorocznych Stonawskich Ostatków.
Już przed
godz. 19.00 sala Domu PZKO w Stonawie zapełniała się balowiczami. Gości witano lampką
szampana. Imprezę otworzył prezes miejscowego koła PZKO Wojciech Feber, po czym
przekazał jej stery głównej organizatorce. Jak tylko zabrzmiały pierwsze takty
poloneza, uczestnicy wyszli na parkiet. Chwilę później DJ Jan Ondraszek
zaprosił do walca, a potem proponował kolejne kawałki. Nie tańczyli jednak tego
wieczoru tylko balowicze. Do Stonawy przyjechał ze swoim programem karnawałowym
również ZPiT „Suszanie”. Było co podziwiać.
GALERIA Stonawskie Ostatki
Ponieważ
chodziło o imprezę ostatkową, dla każdego uczestnika był pączek. Ale były też ciastka
balowe, kwiaty, kotyliony, a po północy loteria, w której nagrodą główną był
wypiekacz do chleba ufundowany przez miejscową gminę. – Aby dać wszystkim równe
szanse na wygraną, w tym roku postanowiliśmy nie sprzedawać losów. Losujemy bilety
wstępu. Każdy ma swój numer – wyjaśniła Lucka Durczok.
Jednak tym najważniejszym
akcentem Stonawskich Ostatków był obrządek pochowania basów. Rozpoczął się
dokładnie o północy. Na czele orszaku żałobnego szedł ksiądz, na jego końcu
płaczki. Głośnym lamentem żegnano się z basami. Ich pochowanie miało jednak
tylko symboliczny wymiar, jako że zabawa trwała do białego rana. Białego w
sensie dosłownym, bo kiedy ostatni balowicze opuszczali Dom PZKO, białego puchu
mieli do łydek.