Daniel Kadłubiec dla „Głosu”: Niedoceniony Pan Dyrektor | 15.05.2026
Dyr. Bogdana Kiszę
poznawałem przez wiele lat. Na Uniwersytecie Karola rozminęliśmy się wprawdzie
– ja kończyłem studia, On po niedługim czasie je zaczynał. Mieliśmy jednak
wspólny wydział, ale różne kierunki – On zgłębiał nauki historyczne. Byliśmy
jednak w kontakcie z racji problemów, którymi zamierzał się zająć w pracy
dyplomowej (dzisiaj magisterskiej). W czasie tych spotkań odkrywałem w Nim
rzeczy bardzo cenne – pracowitość, sumienność i zdecydowaną polskość.
Ten tekst przeczytasz za 4 min.
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. ARC
Nic dziwnego. Łazy, gdzie
przeżył młodość, były zawsze filarem polskości. Na dodatek było tu niezwykłe
Gimnazjum orłowskie z niezwykłym poziomem intelektualnym tudzież profesorami z
Wielkim Dyrektorem Piotrem Feliksem, którzy sformowali na dziesiątki lat polski
profil Zaolzia. Dziś można tylko o tym pomarzyć, jednak w Bogdanie refleksy z
tamtych czasów zostały.
Sposobami wyniesionymi z
tego środowiska starał się prowadzić gimnazjalne klasy łaziańskie, których był
zwierzchnikiem (1975-1984), zapraszając do nich m. in. wybitnych polonistów (m.
in. Prof. Miodka) i historyków. Zależało mu nie tylko na faktach, ale przede
wszystkim na ich konsekwencjach, na sensie historii z Polską w centrum.
Specjalnym uznaniem darzył J. Piłsudskiego w czasie, kiedy mógł za to zapłacić
utratą pracy. Dla niego prowadził jedną z wycieczek na Wawel. Gdy już wszyscy
stali koło grobu Marszałka, nagle zniknął, by wrócić z bukietem
biało-czerwonych kwiatów. I zrobił to bez komentarza, wiedział bowiem doskonale
o starej jak świat zasadzie wychowawczej, iż słowa uczą, ale przykłady
pociągają. I to wszystko odsłania kolejny rys Jego osobowości – ideowość. Z
niej wyrastało Jego pojmowanie życia zawodowego i społecznego. Był dyrektorem
naszego Gimnazjum nie komercyjnym i nie przypadkowym. Traktował dyrektorowanie
nie jako szczebel w karierze, ale jako misję, jako sens swego życia.

Dyr. Bogdan Kisza. Fot. ARC
Był humanistą,
historykiem, toteż patrzył na swoje Gimnazjum nie przez liczby, statystyki, ale
przez rolę, jaką powinno odgrywać zwłaszcza w społeczeństwie zaolziańskim.
Wiedział doskonale, że szkoła bez poparcia społecznego szybko traci siłę, stąd
mocno angażował się w życie społeczne. Ale o tym dalej. Tę ideę nosił w sobie,
gdy rozpoczynał starania wokół budowy samodzielnego gmachu, w którym Gimnazjum
żyje do dziś. Nie zapomnę jego uroczystego otwarcia 2 września 1994. Idea
Dyrektora stała się rzeczywistością.
Niebywała atmosfera, pełno gości, wspaniały program, miał być Pofesor
Jan Miodek, ale utknął w drodze, toteż jego rolę przejął piszący te słowa.
Dyrektor Kisza rozpromieniony, zadowolony, zbierał zasłużone gratulacje. Gdy
wracam myślami do tamtych wydarzeń i gdyby to ode mnie zależało, umieściłbym na
gmachu Jego życia tablicę głoszącą, że powstał on z energii Dyrektora Kiszy.
Brzmi wprawdzie romantycznie, ale prawdziwie.
W dziejach
czeskocieszyńskiego Polskiego Gimnazjum był dyrektorem najwyrazistszym nie
tylko z racji sposobu, jakim sprawował swój urząd, ale także – i tu wracam do
przerwanego wątku Jego wspaniałej, pełnej poświęcenia pracy społecznej i
pisarskiej. Był społecznikiem z krwi i kości. Podziwiałem Go, jak rozsądnie i
sprawie kierował pracami Zarządu Głównego PZKO, jak przewodził i jakie kwestie
przedkładał Sekcji Historii Regionu (dzisiaj już zamarłej, jakbyśmy już
historii nie potrzebowali), jakie zagadnienia poruszał w artykułach. Model
orłowskich profesorów, którzy byli nie tylko pedagogami, ale też prelegentami,
znaczącymi członkami polskich organizacji, badaczami i autorami podręczników, i
rozpraw naukowych, przeniósł do czasów nam współczesnych. Poruszone powyżej
wątki można by rozwijać i rozwijać, ale na nich poprzestaniemy.
Ostatnie z Nim pożegnanie
odbyło się w czeskocieszyńskim kościele Na Niwach w środę 13 bm. Jednak jego
finał wprawił mnie w osłupienie. Nikt z Gimnazjum, ani z żadnej innej strony
nie uważał za stosowne powiedzieć, jeżeli już nic więcej, to tylko „Dziękujemy,
Dyrektorze, za to wszystko, co dla nas zrobiłeś”. Podziękowanie jest
podstawowym wyrazem szacunku, wdzięczności. Uczyli nas tego w szkole. Ale to
już dawne czasy i dawne szkoły. I na koniec jeszcze ostatnia uwaga, choć, jak
widać, mało kto się nią przejmuje: Jak się do lasu woła, tak się z lasu odzywa.
Daniel Kadłubiec