Bystrzyca: bogactwo mamy u siebie! | 21.06.2026
Park PZKO w Bystrzycy rozbrzmiewał w sobotę muzyką, pieśniami i tańcami ludowymi za sprawą Międzynarodowego Świętojańskiego Festiwalu Folklorystycznego. Młodzi artyści z Zaolzia, goście z Polski i Czech ukazali różnorodność tradycji prezentując się na scenie w różnych programach.
Ten tekst przeczytasz za 4 min. 15 s
Finałem festiwalu był pochód nad Głuchówkę, w której dziewczęta puszczały wianki. Fot. Łukasz Klimaniec
Moi tatowie, starzicy i prastarzicy mówili: cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie – przyznał Roman Wróbel, wójt Bystrzycy rozpoczynając jedno z największych wydarzeń folklorystycznych w gminie. – Jest teraz taka moda, że ludzie jeżdżą w świat zwiedzać i sprawdzać bogactwa oraz zwyczaje innych krajów. A przy tym nie wszyscy wiemy, co jest u nas. A jest tego w bród! Zarówno tradycji i zwyczajów, jak i innych przejawów naszego dziedzictwa – podkreślał.
To bogactwo tradycji, zwyczajów i rodzimego folkloru skupia w sobie właśnie Międzynarodowy Świętojański Festiwal Folklorystyczny. W tym roku wzięły w nim udział zespoły Trowniczek, Łączka, Bystrzyca, Zespół Pieśni i Tańca „Olza”, Zespół Taneczny „Oldrzychowice”, Uczelniany Zespół Góralski „Młode Podhale z Nowego Targu, DFS (Dětský folklorní soubor) „Ondrášek” z Brna oraz kapele „Bezmiana” i „Nowina”. Prym wiedli młodzi – dzieci i młodzież nie tylko zachwycały taneczną choreografią, ale też umiejętnościami konferansjerskimi – im bowiem zostało powierzone prowadzenie festiwalu.
Krakowiak w wykonaniu młodych artystów. Fot. Łukasz Klimaniec
Renata Podermanska, szefowa MK PZKO w Bystrzycy, po raz pierwszy na festiwalu pojawiła się w roli widza. Wcześniej przez 20 lat była zawsze zaangażowana w jego organizację. Korzystając z urlopu macierzyńskiego mogła cieszyć się tym, co przygotowali Ewa Nemec i Jan Di-Giusto.
– Ewa od 20 lat zajmuje się reżyserią festiwalu i zaprosiła zespoły, które prezentują się na scenie. A z ramienia PZKO jest Jan Di-Giusto, który już drugi rok pełni rolę gospodarza imprezy – przyznała prezes bystrzyckiego koła PZKO. – Organizacja jest po ich stronie, a także Klubu Młodych oraz Klubu Średniaka. Pomyśleliśmy o łączeniu generacji, dlatego młodsza młodzież została konferansjerami. Wyszliśmy młodym naprzeciw, dajemy im przestrzeń do rozwoju, żeby zapewnić sobie kontynuację. Dajemy im wolną rękę. Oni wiedzą, że jesteśmy gdzieś z boku, ale mogą się realizować. To motywuje i trzyma młodzież tutaj. Nie mówiąc o kolektywie, bo gospodarzem festiwalu jest Zespół Regionalny „Bystrzyca”. Bez tego zespołu nie dalibyśmy rady zorganizować tej imprezy. Wczoraj przygotowywali scenę, dziś krzątali się od rana, nie mówiąc o stronie artystycznej, bo przecież występują na scenie – powiedziała Renata Podermanska.
Oglądając występy młodych folklorystów można było odnieść wrażenie, że zespołów jest więcej, niż faktycznie zaproszono. A to dlatego, że np. „Bystrzyca” i „Łączka” zaprezentowały różne programy (Kujawiak, Oberek, tańce gorolskie, Czeska polka, Krakowiak).
Ewa Nemec, reżyserka spektaklu i kierowniczka szkolnych bystrzyckich zespołów przyznała, że brak prezes koła przy organizacji festiwalu nie przysporzył jej więcej pracy.
ZPiT „Olza” wykonał tradycyjne tańce regionu. Fot. Łukasz Klimaniec
– Kiedyś organizowaliśmy festiwal z gminą, teraz robimy go z PZKO. Dla mnie niewiele się różni, bo zawsze byłam odpowiedzialna za reżyserię i scenografię. Nie odczuwam, żeby tego było w tym roku więcej – stwierdziła. Zaznaczyła, że program każdego roku jest inny i nigdy się powtarza. – W tym roku jest więcej naszych zespołów, które co chwilę pojawiają się na scenie, zmieniają stroje i tańce. Dzięki temu jest duża różnorodność – oceniła.
Wydarzeniu towarzyszyły warsztaty oraz stoiska, na których można było zrobić ozdoby i wianki. Dużym zainteresowaniem cieszyło się stoisko Piotra Kukuczki z Koniakowa, który prezentował wykonane przez siebie rogi i trombity oraz piszczałki. Można było spróbować swoich sił i zadąć w róg lub w trombitę, jak również dowiedzieć się więcej na temat powstania tych instrumentów.
Finałem festiwalu był uroczysty pochód z pochodniami nad rzekę Głuchówkę, w której dziewczęta puszczały wianki, kawalerowie starali się je wyłowić.
ZOBACZCIE ZDJĘCIA Z TEGO WYDARZENIA
GALERIE Świętojański Festiwal w Bystrzycy