Ciszę popołudnia przecina warkot silnika. Po chwili góry zaczynają tonąć w kurzu. Na horyzoncie pojawia się bus. Jesteśmy na przełęczy: 2700 metrów nad poziomem morza. Kierowca wyciąga z kieszeni pomiętą kartkę papieru i sprawdza, czy jesteśmy na liście pasażerów. Nie jesteśmy. Umówiliśmy się na słowo, że dotrzemy na ostatni kurs tego dnia, o 18.00, wchodząc kilka godzin wcześniej na najwyższy szczyt Hiszpanii kontynentalnej, Pico de Mulhacén (3479 m n.p.m.). – Rzeczywiście, pamiętam was – uśmiecha się po chwili.
Czytaj więcej »»