Kamera! Akcja! To szkolna telewizja w PSP w Karwinie | 30.01.2026
Uczniowie ze Szkoły Podstawowej z Polskim Językiem Nauczania w
Karwinie-Frysztacie tworzą własną telewizję „Kamera! Akcja!”. Samodzielnie
kręcą filmiki, sami je montują, przeprowadzają wywiady, spotykają się na
zajęciach kółka telewizyjnego, uczą się dobrze korzystać z nowoczesnych
technologii i dobrze się przy tym bawią.
Ten tekst przeczytasz za 1 min. 60 s
Ekipa telewizyjna w komplecie. Fot. Łukasz Klimaniec
Co byś zrobił, gdybyś był nauczycielem przez jeden dzień? Gdybyś mógł
zmienić jedną rzecz w szkole – co by to było? – to niektóre pytania, z jakimi
młodzi dziennikarze z karwińskiej podstawówki zwrócili się do swoich kolegów w
ramach jednego z odcinków tworzonej przez siebie telewizji. Taka działa w
szkole w ramach kółka zainteresowań, które po raz pierwszy zostało uruchomione
w tym roku.
– Dwa lata temu prowadziłam kółko języka angielskiego, w trakcie
którego uczniowie wymyślili, żeby nakręcić film po angielsku. Tak powstał ich
filmik „Lost”, a u mnie pojawił się pomysł stworzenia kółka telewizyjnego –
wyjaśnia Renata Słowik, zastępczyni dyrektora polskiej szkoły w Karwinie. – Rozmyślałam,
co by zrobić, żeby zaangażować uczniów do czegoś nowego. Widziałam, że oni mają
do tego smykałkę i potrafią pracować z filmikami – dodaje.
Początkowo miała na szkolną telewizję inny pomysł, ale wyobrażenia i
oczekiwania uczniów nieco od niego odbiegały. W efekcie postanowiła zostawić
młodym twórcom sprawy związane z kręceniem filmików, graniem w nich i montażem.
I tak powstały trzy filmowe grupy, które działają niezależnie od siebie.
Kółko
telewizyjne tworzą uczniowie z klas 6-8. Każda zajmuje się czymś innym.
Uczniowie z klasy szóstej na przykład przeprowadzają ze szkolnymi koleżankami i
kolegami wywiady dotyczące spraw szkolnych. Siódmoklasiści zaprosili byłą
dyrektorkę szkoły Janinę Fierlę i nakręcili z nią filmik o tajemnicy szkolnej
piwnicy. A ósmoklasiści zdecydowali, że nakręcą kontynuację filmiku „Lost”,
który tworzyli przed dwoma laty. – Będę niezmiernie szczęśliwa, jeśli nam się uda do końca maja nakręcić
ten film, bo w chwili obecnej mamy dopiero kilka minut – uśmiecha się Renata Słowik.
Cały artykuł w piątkowym, papierowym wydaniu gazety.