Mosty k. Jabłonkowa: dyktando naszpikowane nowinkami | 20.02.2026
Ta
tradycja w Mostach koło Jabłonkowa trwa od blisko 20 lat. W czwartek ponownie
stało się jej zadość, kiedy przedstawiciele wszystkich pokoleń usiedli do
pisania dyktanda. – 21 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Języka
Ojczystego. Zawsze koło tej daty chcemy w formie zabawy przypomnieć sobie
zasady ortografii – zaznaczyła organizatorka mosteckich dyktand, bibliotekarka
Jadwiga Onderek.
Ten tekst przeczytasz za 3 min. 30 s
Polskie dyktando prowadziła autorka tekstu, Monika Katarzyna Bojarska-Słowiaczek. Fot. Beata Schönwald
Biblioteka
w Mostach koło Jabłonkowa organizuje dyktanda dla wszystkich, którzy chcą
sprawdzić, jak sobie radzą z poprawną pisownią. Chociaż przypomina to praktykę
szkolną, kiedy nauczyciel dyktuje, a każdy uczeń samodzielnie pisze, to tutaj
nikt nie robi tego pod przymusem. Nie ma też obawy z kompromitacji, bo po
zakończeniu pisania każdy sam poprawia swoją pracę na podstawie wyświetlonego
tekstu na dużym ekranie.
W
czwartkowe popołudnie w mosteckiej bibliotece odbyło się najpierw czeskie, a
potem polskie dyktando. To pierwsze prowadził Michal Foff, drugie – Monika
Katarzyna Bojarska-Słowiaczek.
GALERIE dyktando
Jana
Kufowa mieszka w Mostach od ponad 50 lat. Przyprowadziła się tutaj z Czech za
mężem Polakiem. Po czeskim dyktandzie, które oceniła jako średnio trudne z
uwagi na zdania wielokrotnie złożone, postanowiła zostać również na polskim. –
Czytam polskie i słowackie książki tak samo jak czeskie. Nie sprawia mi to
różnicy. Trochę gorzej jest z pisaniem po polsku. Jestem ciekawa, jak sobie z
tym dzisiaj poradzę – zdradziła „Głosowi”, dodając, że w dyktandach uczestniczą
często również jej córki, które w odróżnieniu od niej język polski mają w małym
palcu.
Zdecydowaną
większość na czwartkowym polskim dyktandzie tworzyli mieszkańcy Mostów – najczęściej
panie, przedstawicielki kilku pokoleń danej rodziny, bywalczynie biblioteki.
Jarosław Jurkowski wyróżniał się na ich tle pod wieloma względami. W Mostach
koło Jabłonkowa i w ogóle na Zaolziu bawił pierwszy raz, a żeby móc wziąć
udział w dyktandzie, na samą podróż musiał przeznaczyć około 2,5 godziny.
–
Przyjechałem z okolic Kędzierzyna-Koźla. To stosunkowo blisko, bo w moim
województwie dyktanda już się praktycznie nie odbywają. Dowiedziałem się o nim
w internecie i będzie to moje pierwsze dyktando pisane za granicą – powiedział
„Głosowi” pasjonat tej ortograficznej rozrywki. Na pierwsze swoje dyktando
pojechał w 2018 roku do miejscowości, w której dawniej spędzał wakacje u
rodziny. Odtąd zdążył zaliczyć ich kilkadziesiąt w całej Polsce.
Monika
Katarzyna Bojarska-Słowiaczek, na co dzień nauczycielka języka polskiego w
wędryńskiej podstawówce, była autorką czwartkowego, polskiego dyktanda. – Tworząc go, kierowałam się zmianami
wprowadzonymi od 1 stycznia 2026 roku przez Radę Języka Polskiego. Jest ich
jedenaście i wszystkie postanowiłam uwzględnić w tym dyktandzie. Uważam, że
taka lekka terapia szokowa na zasadzie „ojejku, kiedyś to pisaliśmy inaczej!”,
to dobry sposób na zapoznanie się z nimi, a także ich zapamiętanie –
stwierdziła.
Tytuł
dyktanda brzmiał „Niezwykła wycieczka”. Autorka zaprowadziła w nim uczestników
tej ortograficznej zabawy do Krakowa, gdzie zgodnie z reformą polskiej pisowni,
już tylko ulice należy pisać małą literą, a wszelkie aleje, mosty, parki, kopce
i cmentarze wielką. Oczywiście, nie zabrakło w nim również przykładów na
pisanie „nie” z przymiotnikiem w stopniu wyższym i najwyższym, nazw mieszkańców
miast czy cząstek „pół” i „niby” z rzeczownikiem. Po postawieniu ostatniej
kropki przez piszących Bojarska-Słowiaczek omówiła zastosowane w dyktandzie poszczególne
nowości polskiej ortografii, wyjaśniając, czym kierowali się ich twórcy oraz
jakie zmiany kulturowo-społeczne one odzwierciedlają.