czwartek, 23 lipca 2026
Imieniny: PL: Sławy, Sławosza, Żelisławy| CZ: Libor
Glos Live
/
Nahoru

Niezwykła opowieść: Partyzanci w domu Duławów | 14.06.2026

Historia legendarnego oddziału Armii Krajowej „Strzały” i sprawa Żywocic wciąż porusza mieszkańców Śląska Cieszyńskiego. W czwartkowe popołudnie sala Książnicy Cieszyńskiej w Cieszynie wypełniła się po brzegi podczas spotkania zatytułowanego „Partyzanci z oddziału »Strzały«. przed i po akcji w Żywocicach we wspomnieniach naocznego świadka”. Gościem wydarzenia była Aurelia Szkutowa z domu Duława z Trzycieża.

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 45 s
Od lewej: Stanisław Krótki, Aurelia Szkutowa i Otylia Toboła. Fot. Beata Schönwald

Rozmowę z nią prowadziła Otylia Toboła. W drugiej części spotkania o wspomnieniach swojego ojca Augustyna Krótkiego, zastępcy komendanta oddziału Józefa Kamińskiego, opowiadał jego syn, urodzony już po wojnie Stanisław Krótki. Znana dziennikarka zaolziańska przybliżyła najpierw sytuację, jaka panowała na Zaolziu od momentu wybuchu II wojny światowej do czasu, kiedy utworzony został oddział AK Józefa Kamińskiego „Strzały”. – Zaolzie tak samo jak Śląski Cieszyński został zajęty przez Niemców od razu w pierwszym dniu wojny i od razu, jak na wszystkich okupowanych terenach Polski, miały tu miejsce pierwsze akcje eksterminacyjne narodu polskiego. Czasem w związku z Żywocicami pojawia się teza, że gdyby nie było ruchu oporu, nie byłoby ofiar. Jednak tych ofiar, które nie zginęły z tytułu odwetu, było o wiele więcej – zaznaczyła. Wspomniała również, że od wiosny 1941 roku do wiosny 1943 roku trwał okres najbardziej wzmożonej działalności konspiracyjnej na Zaolziu, a później na tej bazie zostały stworzone struktury wojska podziemnego.

15 marca 1943 roku rozpoczyna się również historii Aurelii Szkutowej. Tego dnia jej ojciec Karol Duława jechał z workiem zboża do młyna. Po drodze zatrzymał go niejaki Jaś – później okazało się, że nazywał się Jan Pyka – z prośbą o udzielenie schronienia na 2-3 dni pewnemu mężczyźnie z Karwiny. Odtąd dom Duławów stał się partyzancką kwaterą, w której przebywało po 4-5 mężczyzn. Pierwszym z nich był Alojzy Krótki, a następnie dołączyli do niego jego bracia Augustyn i Antonin, Erwin Szebesta, Karol Buława, Franciszek Ściskała i Jan Gawlas.

Aurelia Szkutowa z domu Duława miały wtedy 10 lat. – Chciałam opowiedzieć to, co zapamiętałam, co widziałam i co słyszałam. Było tak – rozpoczęła swoją opowieść w Książnicy. – Wracaliśmy ze szkoły do domu z moim bratem Ernestem, a tam siedział obcy mężczyzna. Wtedy mama powiedziała: „Wiesz Relka, to jest twój wujek”.  A był to Alojzy Krótki (brat Augustyna i wujek Stanisława Krótkich – przyp. B.S.), ale nie śmiesz nikomu o tym powiedzieć”. Przed nami z Ernestem starano się wszystko trzymać w tajemnicy, byśmy się nie wygadali – wspominała. Aurelia była bowiem najmłodszą z pięciorga dzieci Duławów. Między nią i najstarszym bratem była różnica 17 lat. Rodzina najpierw nie miała podpisanej Volkslisty. Starsi bracia wraz z ojcem zostali więc zesłani na roboty przymusowe do Niemiec, 16-letnia siostra Monika pracowała u pobliskiego gospodarza. – Tato musiał ciężko pracować i prosił mamę, żeby wzięła volkslistę, bo on tego nie przeżyje. Miał ciężką astmę i problemy żołądkowe. Byliśmy więc wtedy jako „Niemcy” – dodała Aurelia Szkutowa. 

W czasie spotkania Otylia Toboła ze swoją rozmówczynią wspominały też inne rodziny z okolicy, które ukrywały partyzantów, jak Frankowie, Miarkowie, Mitrengowie i Biłkowie, a także przeniesionego z Karwiny do Trzycieża wikarego Jana Cieślara, który przed Wielkanocą spowiadał partyzantów w domu Duławów. 

Najbardziej znaną i tragiczną w skutkach akcją oddziału AK „Strzały” była ta z 4 na 5 sierpnia 1944 roku w Żywocicach, kiedy w gospodzie Izydora Mokrosza zostali zastrzeleni gestapowcy Karl Weiss i Fridrich Gawlas – na których notabene przez Polskie Państwo Podziemne był wydany wyrok skazujący – oraz śmiertelnie zraniony ich kierowca. Zginęli też sam Mokrosz i partyzant Antoni Krótki. Dzień później Niemcy zamordowali w odwecie 36 mieszkańców Żywocic i okolicy, a wielu innych zostało uwięzionych i wywiezionych do obozu.

Do aresztu trafili w połowie września również Duławowie. – W pewnym momencie z naszego domu zniknęli partyzanci. Z rozmowy mamy z Moniką wiedziałam, że zamknęli już jakąś rodzinę z Karwiny i po nas też przyjdą. Oczekiwaliśmy, że to nastąpi lada dzień. I pewnego dnia to się stało – opowiadała pani Aurelia. Razem z pozostałymi rodzinami ukrywającymi partyzantów jechali do Cieszyna pociągiem, potem ulicami miasta prowadzili ich do siedziby Gestapo. Ona z bratem i innymi dziećmi, które nie miały jeszcze 16 lat, zostali jeszcze tego samego dnia zwolnieni. Dorośli musieli zostać. Mama z Moniką zostały zwolnione krótko przed końcem wojny.

W drugiej części spotkania głos zabrał również Stanisław Krótki. – Jeżeli chodzi o wspomnienia o moim ojcu, to mam zawsze takie mieszane uczucia, ponieważ ojciec był pod tym względem bardzo skryty i nie opowiadał o swojej działalności partyzanckiej w okresie naszego dzieciństwa, ani w późniejszym. Wiele spraw o nim i naszej rodzinie dowiedziałem się z książki Otylii Toboły „Lutyńskie tango”. To musiały być dla niego straszne przeżycia, bo zginęło dwóch jego braci. To są rzeczy, które dzisiaj trudno pojąć – podkreślał.

Ponadto za bezpodstawną i w związku z tym niezwykle krzywdzącą uznał pojawiającą się obecnie również w Cieszynie narrację, jakoby oddziały partyzanckie AK wymuszały na ludności cywilnej jedzenie, zachowując się przy tym jak oddziały bandyckie. – Dlatego jestem tu dzisiaj, a dokumenty, które zgromadziłem po ojcu, przekazałem Książnicy Cieszyńskiej – dodał. .

Pod koniec spotkania wywiązała się żywa dyskusja. Poruszono m.in. kwestię adekwatności stosowania wobec Żywocic określenia Śląskie Lidice oraz tworzenia nowych narracji historii II wojny światowej. Uczestnicy pytali też o szczegóły ukrywania partyzantów.



Może Cię zainteresować.