Grenlandczycy chcą mieć znów święty spokój | 23.01.2026
Kartki z
przekreślonym mikrofonem i informacją, aby nie niepokoić mieszkańców pytaniami,
porozwieszane są na drzwiach domów w stolicy Grenlandii, Nuuk. To skutek
najazdu dziennikarzy i skupienia się uwagi świata na wyspie, na co
zamieszkujący ją niewielki naród nie był przygotowany.
Ten tekst przeczytasz za 2 min. 45 s
Nuuk, to podobnie jak cała Grenlandia, to oaza spokoju. Mieszkańcy marzą o ciszy. Fot. Pixabay
Na
zaśnieżonym deptaku w centrum niespełna 20-tysięcznego miasteczka widać więcej
kamer niż mieszkańców. Narzekają głównie reporterzy telewizyjni, którzy w
15-stopniowym mrozie szukają bohaterów do sondy ulicznej. Mają na to pięć
godzin, potem zajdzie słońce. Gdy jest śnieżyca, czasu jest jeszcze mniej. –
Same odmowy – mówią Włosi. Na to samo skarżą się dziennikarze z Korei
Południowej. Niewesoło jest grupie francuskich dziennikarzy, którzy zrobili
sobie przerwę w ośrodku kultury Katuaq, aby się ogrzać i posilić. W pewnym
momencie zaczepiają ich dwaj młodzi Grenlandczycy. – Co sądzicie o Trumpie? –
pytają reporterów i wybuchają śmiechem.
Od początku
stycznia, gdy prezydent USA Donald Trump ponowił groźby przejęcia Grenlandii,
nie sposób uzyskać komentarza również od władz Nuuk ani umówić się na wywiad z
grenlandzkim rządem. Ratusz tłumaczy, że sprawy międzynarodowe nie leżą w jego
kompetencjach, a asystentka premiera Grenlandii wymawia się brakiem czasu z
powodu obecnej nadzwyczajnej sytuacji.
Pracownicy
Uniwersytetu Grenlandzkiego przyznają, że nie są w stanie nawet odpowiadać na e-maile,
jakie otrzymują z całego świata. „Obecnie zapotrzebowanie na naszych ekspertów
jest ogromne, jako mała uczelnia koncentrujemy się głównie na edukacji i
badaniach” – wyjaśniają w oświadczeniu prasowym.
Najazd
dziennikarzy z całego świata odnotowała lokalna gazeta „Sermitsiaq”, pisząc o
zapełnionej recepcji jedynego dużego hotelu w mieście, nazwanego ku czci
założyciela miasta Hansa Egede. Tygodnik ocenił, że tegoroczne zainteresowanie
mediów jest dużo większe niż na początku 2025 r., gdy Trump zaczął mówić o
przejęciu Grenlandii. Autorka artykułu Oline Inuusuttog Olsen potwierdza, że
również do jej redakcji z prośbami o pomoc zwracają się zagraniczne media. –
Jest to bardzo rozpraszające. Gdybym odpowiadała na pytania, nie miałabym czasu
na nic innego – mówi.
Wielu
Grenlandczyków pytanych przez Polską Agencję Prasową o powody niechęci do
rozmów odpowiada, że cała sytuacja znacznie ich przerosła. Zwracają uwagę, że
są małym narodem – na Grenlandii mieszka nieco ponad 56 tys. osób.– Mamy powoli dosyć całego
zamieszania, to oczywiste, że Grenlandia nie jest na sprzedaż – mówi jedna z
kobiet. Od niektórych rozmówców można zarazem usłyszeć słowa wdzięczności
za przekazywanie informacji o postawie wyspy.
Niektórym
mieszkańcom języki rozwiązują się w barach podczas długich wieczorów. Wtedy
jednak chcą mówić o dumie, pokojowym nastawieniu do świata i swoich
szlachetnych sercach, nie o polityce i Trumpie.