Nowy odcinek cyklu Chorwacja między wierszami: Ložišća na wyspie Brač | 03.07.2026
Za każdym razem, gdy jestem w Bobovišću, zatrzymuję się w
miejscu, gdzie kończy się zatoka. Spaceruję po kamiennym nabrzeżu, patrzę przed
siebie - im dalej ku morzu, tym szersza staje się perspektywa. Wzniesienia i
formacje skalne po prawej i lewej stronie dają wrażenie spiętrzonej fali. Teraz
rozumiem, dlaczego Vladimir Nazor w jednej ze swych wizji literackich stworzył tutaj
biblijny obraz Morza Czerwonego.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
To my jesteśmy gośćmi w jej cieniu. Fot. Marek Słowiaczek
I ja sam sada
išao svako jutro iz Luke lomeći noge uz Malu pa uz Velu Glavu, da stignem na
gornji, ravniji, ali i mnogo duži put, što je vodio do prvih kuća, pa zatim
prema samom dnu sela, gdje je pokraj crkve stajala i škola. (…)
Prijelaz
preko Crvenog mora, w: Priče s ostrva, iz grada i sa planine, Vladimir Nazor
(I tak każdego ranka wyruszałem z zatoki, nadwyrężając
mięśnie nóg podczas wspinaczki na Malą Glavę, a następnie na Velą Glavę, by
dotrzeć do wyżej położonej, bardziej płaskiej – choć znacznie dłuższej – drogi,
prowadzącej do pierwszych domów, a stamtąd w dół, na sam koniec wsi, gdzie obok
kościoła znajdowała się szkoła).
Poniedziałek
Pogoda
bezwietrzna. Flauta. W porcie lekki, ale wyraźny rozkołys. Ktoś zarządził
pobudkę. Wracam więc w pośpiechu na jacht, by przekazać załodze plan dnia. Dziś zwiedzimy
miasteczko Ložišća, które znajduje się niedaleko stąd.
Kilka minut przed godziną dziewiątą wszyscy wychodzą na ląd.
Zabezpieczam zejściówkę suwklapą. Zamykam na klucz. Słońce coraz wyżej. Przed
nami kilkadziesiąt minut spaceru po prostej asfaltowej drodze. Jeszcze sto lat
temu trzeba było pieszo pokonać całą dolinę. Nie było drogi, a jedynie
wydeptane ścieżki w skalistym podłożu, które raniły stopy niczym cierń. Mijamy
dosłownie drugi zakręt, gdy pojawia się tablica wjazdowa. Czarny napis na
żółtym tle – Ložišća. Nazwa wywodzi się od słowa „Loza”, czyli winorośl, która
stanowi nieodłączny element lokalnej kultury.
Konstrukcja, której budowę ufundował sam cesarz Franciszek Józef I. Fot. Marek Słowiaczek
»Loza« jest również symbolem trwałości, rodziny i tradycji
przekazywanej z pokolenia na pokolenie
Idę pierwszy. Mam wrażenie, że pomimo upału moje tętno lekko
zwalnia… stare kamienne domy wyraźnie określają tempo tutejszego życia.
Wszystko jest „polako” (powoli). Rzeźba terenu jest specyficzna. Po prawej
stronie głęboka wyrwa, a na stromym zboczu kilka zabudowań. Trzymają się mocno...
od zawsze na krawędzi. Po lewej domy na zakładkę. Idą wyżej, aż po horyzont. I
właśnie tu uderza mnie ogrom strzelistej dzwonnicy z białego marmuru. Wieża
sprawia wrażenie przybysza. Jakby przypłynęła z Wenecji i przez pomyłkę została
ustawiona pośród ascetycznych kamiennych domów Ložišća. To nie jest zwykła
wieża. To kamienna rzeźba - prawdziwe
dzieło sztuki.
Dziś to nie wieża jest gościem. To my jesteśmy gośćmi w jej
cieniu
Mógłbym tak spacerować godzinami, zaglądać do starych,
często opuszczonych domów. Szukać literackich śladów powieści Nazora, ale przed
zachodem słońca trzeba dotrzeć jeszcze do kamiennego mostu. Konstrukcja, której
budowę ufundował sam cesarz Franciszek Józef I. Najciekawsze jest jednak to, że
most nie leży w dolinie, lecz na górze, nad wąwozem Veli Dolac. Żeby go
zobaczyć, trzeba wyjść wyżej – taki lokalny paradoks architektoniczny. Mijam
ostatnie zabudowania. Ścieżka powoli zamienia się w żwirowy chodnik. Oczom
ukazują się sady oliwne. Mam wrażenie, że korony starych drzew zaprowadzą mnie
na sam koniec świata. Wokół wysuszona trawa. Cykady szukają ochłody w swej
naturalnej symfonii lata. Mogłoby się wydawać, że za wzniesieniem nie ma już
czego szukać, a jednak… jest! Kamienny most Franciszka wyłania się niemal spod
ziemi. Dziś to raczej atrakcja turystyczna, lecz pod koniec dziewiętnastego wieku ruch w
tym miejscu odbywał się niemal codziennie. Most powstał po katastrofalnej w
skutkach powodzi, która nawiedziła wyspę w 1896 roku.
Schodząc ze wzniesienia oczom ukazuje się spektakularny
widok. Domy ułożone na zboczach niczym białe kostki domino. Rozgrzane powietrze
dotyka złocistych odblasków płaskiego jak lustro morza. Ložišća nie leży bezpośrednio nad morzem. I pewnie
dlatego dzieją się tutaj rzeczy niespotykane nigdzie indziej – właśnie mija
mnie młody kamieniarz Metzenik. Widzę jego zmęczone dłonie. Tu i ówdzie widać czerwone
ślady krwi pozostawione przez dłuto. Biały kurz we włosach i odciśnięte kolana
od twardej posadzki na placu pod kościołem. To on buduje nową dzwonnicę. Realizacja
projektu rzeźbiarza Ivana Rendića, ojca współczesnej chorwackiej rzeźby, wymaga
wielkiego talentu. Mieszkańcy są raczej sceptyczni co do umiejętności artysty z
ludu, ale Metzenik jest ambitny i nie zamierza się poddać.
Mijają mnie wozy z miejscowym kamieniem. Zmierzają w
kierunku przełęczy, nad którą już niebawem pojawi się kamienny most zdolny
oprzeć się sile górskiej rzeki. Droga z Ložišća do Sutivanu znów będzie przejezdna.
Można tak spacerować godzinami, zaglądać do starych, często opuszczonych domów. Fot. Marek Słowiaczek
W Ložišću teraźniejszość nie wypiera przeszłości. Idą obok
siebie tą samą kamienną drogą
Bohaterowie powieści Vladimira Nazora nadal są tutaj obecni.
Siedzą na ławeczkach pod kościołem, na kamiennych schodach dzwonnicy. Codziennie
rano dzieci przychodzą do szkoły. W kamieniołomie praca nigdy się nie kończy. Pasterze
przechodzą po kamiennym moście, wiedząc, że po drugiej stronie znajdą bujną
roślinność dla swojego bydła, a smukła wieża niczym latarnia morska daje poczucie
bezpieczeństwa.
Rodih se u gradiću na žalu morskoga kanala. Pred njime more
s jedrenjačama i parobrodima koji prolaze a da — ponajviše — i ne ulaze u
pristanište; s one strane vode daleko ljubičasto kopno s dugom gorskom kosom; za
gradićem krševit kraj, našaran zelenilom vinogradâ i maslinikâ (…)
Anđeo u
zvoniku, w: Priče s ostrva, iz grada i sa planine, Vladimir Nazor
Urodziłem się w małym miasteczku nad brzegiem morskiego
kanału. Przed nim rozciąga się morze, po którym przepływają statki żaglowe i parowce
– zazwyczaj nawet nie zawijając do portu; po drugiej stronie wody widać
odległy, fioletowy ląd z długim zboczem górskim; za miasteczkiem zaś
rozpościera się surowy krajobraz, urozmaicony zielenią winnic i gajów oliwnych (…)
@markaslowa