piątek, 15 maja 2026
Imieniny: PL: Dionizego, Nadziei, Zofii| CZ: Žofie
Glos Live
/
Nahoru

»Grande fratello« w czasach zarazy | 22.03.2020

Anna Traczewska pochodzi z Warszawy. Od 20 lat mieszka w regionie Marche we Włoszech, gdzie znalazła miłość swojego życia. Na co dzień jest dyrektorką polonijnej szkoły Anders. Od poniedziałku 9 marca jest, jak wszyscy Włosi, na przymusowej kwarantannie.

Ten tekst przeczytasz za 7 min. 60 s
Anna Traczewska od 20 lat mieszka we Włoszech. Fot. ARC

Przed chwilą (rozmowa została przeprowadzona w środę wieczorem) Obrona Cywilna podała, że ostatniej doby we Włoszech z powodu koronawirusa zmarło 475 osób, dzięki czemu łączna liczba zgonów zbliżyła się do 3000. Liczba nowych zakażeń to 4000. Te liczby porażają...

– Nie da się przejść obojętnie wobec tego, co się dzieje, ale z drugiej strony trochę się takiego scenariusza spodziewaliśmy. Według jednych źródeł szczyt zachorowań miał nastąpić właśnie 18 marca (inni mówią o 24 marca). Czyli po prostu mamy obecnie dni szczytu. Wszyscy mamy nadzieję, że teraz z każdym dniem będzie lepiej.

Od kilkunastu dni w całych Włoszech obowiązuje kwarantanna. Jak to wygląda w praktyce?

– Wszedł w życie dekret, w którym zostało jasno powiedziane: każdy, kto wychodzi z domu musi mieć ze sobą autocertyfikat. Trzeba wypełnić kilka rubryk, imię i nazwisko, adres zameldowania oraz napisać, w jakim celu opuszczamy dom/mieszkanie. Można wyjść tylko do pracy, lekarza czy po niezbędne zakupy. Papiery trzeba wypisywać przy każdym wyjściu. Jeżeli nie będziemy mieli tego autocertyfikatu ze sobą, a trafi nam się kontrola, to otrzymujemy od 200 do 206 euro grzywny; może też zostać zasądzona kara od miesiąca do trzech pozbawienia wolności. To jest prawo karne, tymczasem niektórzy ludzie normalnie wychodzą i nic sobie nie robią z zakazów. Jeden zatrzymamy mężczyzna powiedział, że idzie do narzeczonej. Drugi zatrzymany w ostatnich dniach powiedział, że musi iść... świnię ubić. Takich opowieści jest dużo więcej.

Weszłaś na bardzo grząski grunt. Cały świat mówi, że sytuacja we Włoszech jest tak krytyczna, bo między innymi mieszkańcy są lekkomyślni. Czy tak rzeczywiście jest?

– Trudno mi odpowiadać za wszystkich. Ostatnio byłam w mieście w ubiegłą środę. Nie spotkałam żywej duszy. W piekarni byłam sama, kiedy wychodziłam, czekała jedna pani. To był mały sklep, dlatego obowiązują takie obostrzenia – w środku jednocześnie może przebywać tylko jedna osoba. Ale z drugiej strony, wczoraj widziałam z okna, jak babcie i dziadkowie stali razem i patrzyli, jak ich wnuki jeżdżą na rowerze. Co z tego, że zachowywali od siebie odległość metra, skoro jest zakaz wychodzenia z domu.

W każdym sklepie może przebywać tylko jedna osoba jednocześnie?

– Nie, to dotyczy tylko tych najmniejszych punktów sprzedaży. Na przykład w mini-markecie może przebywać jednocześnie 10 osób, ale i tak muszą przestrzegać metrowej odległości.

Ludzie chodzą masowo w maseczkach?

– Różnie z tym bywa. Ja na przykład czytałam ostatnio, że maseczki mają nosić tylko te osoby, które mają wirusa, i tej wersji się trzymam. Poza tym ja naprawdę bardzo rzadko wychodzę z domu.

Kwarantanna rozpoczęła się 9 marca. Jak sobie radzicie w domu? Wytrzymujecie jeszcze ze sobą?

– My to nazywamy „grande fratello”. To taki big brother w czasach zarazy. Nie mamy wprawdzie kamer w domu, ale trzeba na co dzień „znosić” drugiego człowieka, czy się chce, czy nie chce. Ja jestem szczęściarą, bo my się świetnie ze sobą bawimy (Ania ma męża Włocha oraz dwójkę dzieci – przyp. red.). Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Ale nie wszędzie jest tak różowo.

Jako anegdotę powiem, że my się bijemy o to, kto wyjdzie ze śmieciami, żeby łyknąć trochę świeżegoapowietrza i zobaczyć kogoś na ulicy. Wcześniej, jak trzeba było je wynieść, to wszyscy się chowali po pokojach, a dziś jest dokładnie na odwrót.

Macie śmietnik daleko od domu?

– Jakieś 200 metrów.

Te 200 metrów jest teraz na wagę życia...

– Można tak powiedzieć. Ostatnio pojawił się taki rysunek. Przedstawia psa z zawieszoną na szyi kartką: wyjście na spacer 10 euro, dookoła bloku 20 euro, pójście do sklepu 100 euro. Psy mają już dość spacerów. A teraz, w czasach kwarantanny, wyjście z czworonogiem jest idealnym pretekstem, żeby choć na chwilę opuścić mury. Trudno się jednak dziwić temu wszystkiemu – nikt nie chce, żeby mu ograniczano wolność.

Humor Włochów nie opuszcza?

– Pierwszego dnia kwarantanny ludzie wychodzili na balkony, otwierali okna i śpiewali hymn włoski, kolejnego dnia o wyznaczonej godzinie wszyscy bili brawo dla lekarzy i pielęgniarek, były też światełka pamięci. Coś się po prostu musiało dziać, żeby ludzie nie zwariowali. W każdym domu non stop leci telewizja, wszyscy są bardzo aktywni w mediach społecznościowych. Bez internetu byśmy zginęli. Globalna sieć, tak wcześniej krytykowana, podtrzymuje nas przy życiu. Najgorsza jest kwestia ochrony zdrowia. Na północy szpitale są bardzo obciążone, odziały intensywnej terapii nie nadążają z niesieniem pomocy. Brakuje personelu oraz maszyn. Z południa kraju wysłano lekarzy, w tym także wojskowych, żeby pomogli na północy. Ludzie są przerażeni nie dlatego, że mogą umrzeć, ale dlatego, że nie starczy dla nich odpowiedniego sprzętu.

Boisz się?

– Ja się osobiście nie boję. Statystyki mówią, że największe problemy mają osoby od 70. roku życia wzwyż. Zdarzają się oczywiście przypadki wśród 30- i 40-latków. Są to jednak osoby, które na przykład funkcjonują bez jednej nerki, chorują na nowotwory, mają osłabiony układ immunologiczny. Muszę w tym miejscu powiedzieć o bardzo ważnej sprawie. Włosi to jeden z najstarszych narodów na świecie; osób po sześćdziesiątce jest bardzo dużo, stąd też ta śmiertelność jest większa niż gdzie indziej. Pierwsze co zamknięto we Włoszech, to domy opieki społecznej. Nie przedszkola, szkoły czy uczelnie, ale największe skupiska starszych osób. Właśnie wczoraj się dowiedziałam, że jeden z domów opieki w mojej prowincji liczył 40 gości i wszyscy są zarażeni, a dwie osoby zmarły. Te osoby mają w oczach wypisany wyrok.

Włochy zawsze były na oczach całego świata z uwagi na piękno, podejście do życia, czerpanie radości z wszystkiego. Dziś z zupełnie innego powodu. Macie tego świadomość?

– Na pewno tak. Jesteśmy chyba jedynym krajem, który natychmiast zaczął robić testy na koronawirusa, i to na masową skalę. We Francji czy Niemczech pewnie chorych jest znacznie więcej, ale o tym się nie wie. Chciałabym zobaczyć inne państwo na świecie, które zmierzyłoby się z tak gigantycznym wyzwaniem medycznym. Jestem ciekawa, jak ono by się zachowało. Proszę spojrzeć na Anglię, która przez długi czas upierała się, że niczego nie będzie zamykać; jeszcze do niedawna były organizowane wielkie koncerty, dzięki którym wirus mógł się swobodnie rozprzestrzeniać. Dlatego nie ma się co dziwić, że się na nas patrzy – jesteśmy pierwszym krajem w Europie, który zaczął się mierzyć z wirusem, pierwszym, który wprowadził zbiorową kwarantannę. Powinniśmy być wzorem do naśladowania, a na naszych błędach inni mogą się uczyć. Nie mam Włochom nic do zarzucenia, poza tym, że niektóre osoby nie przestrzegają nakazu kwarantanny.

Pytałem już o to panie psycholog, jak będzie wyglądał w Polsce powrót po społecznej kwarantannie. A we Włoszech chyba będzie masowa radość i wyjście na ulice...

– To jest bardzo dobre pytanie. Ja się też spodziewam masowego „hurra”. Wiele imprez zostało odwołanych, dlatego ludzie będą chcieli nadrobić zaległości. Włosi są rozrywkowym narodem, dlatego ciężko jest ich utrzymać w domu. Jaka jest różnica między Niemcami i Włochami? Tam po 20.00 nie zobaczysz żywego ducha na ulicach, a u nas dopiero zaczyna się życie. Zresztą podobnie jest rano. Włoch musi rano iść do baru na śniadanie, rytuałem jest cappuccino i cornetto... Teraz tego im brakuje.



Może Cię zainteresować.