Alarmowe światełko dla nauczycieli. O kondycji polskiego szkolnictwa na Zaolziu rozmawiamy z Moniką Pláškową | 01.04.2026
Jeszcze nie
jest bardzo źle, ale na horyzoncie już pokazują się czerwone światełka
ostrzegawcze, które mówią nam: pracujmy teraz i przekonujmy młodych do tego
zawodu, żebyśmy za kilka lat nie stanęli przed kryzysem braku nauczycieli –
mówi Monika Pláškowa, prezes Towarzystwa Nauczycieli Polskich w RC.
Ten tekst przeczytasz za 5 min.
Monika Pláškowa w czasie poniedziałkowej gali w Teatrze Cieszyńskim w Czeskim Cieszynie. Fot. Łukasz Klimaniec
Jaka jest
dziś kondycja polskiego nauczycielstwa w Republice Czeskiej?
– Słowo „kondycja”
jest tak szerokim słowem i zawierającym tak wiele aspektów, że trudno jednym
zdaniem podsumować, jaka jest nasza kondycja. Ale dopóki są szkoły, dopóki są
dzieci, dopóki są rodzice, którzy chcą posyłać swoje pociechy do placówek z
polskim językiem nauczania, to jest motywacja do tego, żeby w nich być,
dokształcać się i przekazywać wiedzę w miarę najlepszych możliwości i intencji
oraz w poczuciu polskiej tożsamości, przygotowując młode pokolenia do wyjścia w
świat.
Czy
brakuje nauczycieli w polskich szkołach na Zaolziu?
– Mówiąc
szczerze, od dawna drżę na samą myśl, co będzie, kiedy pokolenie nauczycieli,
które dochodzi teraz do wieku emerytalnego, zakończy swoją misję. Mamy 24
szkoły podstawowe i jedną średnią. Na każdym poziomie nauczania w naturalny
sposób kadry się starzeją. A wiemy, że narybek nauczycieli, ludzi, którzy
z pasją i chęcią przyszliby do tego zawodu, nie jest zbyt liczny. Mamy jeszcze
chwilę na to, żeby coś zrobić w tym kierunku. Zmotywować młodych ludzi, którzy
teraz wychodzą ze szkół średnich, są na progu swojej kariery zawodowej lub
decydują o jej wyborze. Przekonać ich, że praca w szkole jest satysfakcjonująca,
choć nie należy do lekkich, bo to zawód, który wymaga wielkiego zaangażowania. Jeszcze
nie jest bardzo źle, ale na horyzoncie już pokazują się czerwone światełka
ostrzegawcze, które mówią nam: pracujmy teraz i przekonujmy młodych do tego
zawodu, żebyśmy za kilka lat nie stanęli przed kryzysem braku nauczycieli.
Na
widowni czeskocieszyńskiego teatru zasiadło dwieście osób. To wszyscy
nauczyciele z polskich szkół?
– Oczywiście,
że nie, bo nie wszyscy są zrzeszeni w Towarzystwie Nauczycieli Polskich w RC. Nikogo
nie zmuszamy do tego, żeby stał się członkiem tej organizacji, ale z drugiej
strony myślę, że to ważne, żeby mieć poczucie wspólnoty i być w organizacji, w
której są ludzie tacy, jak my, którzy mają na co dzień podobne problemy
zawodowe. Jako TNP spotykamy się, ale nie mamy na to wiele czasu, bo ten zawód
jest niezwykle absorbujący. Nieprawdą jest przekonanie, że nauczyciel bierze
teczkę, laptop i o 13.00 wychodzi ze szkoły do domu. My pracujemy także wieczorami,
przez weekendy, podczas wakacji i przez ferie. Tylko że większość ludzi tego po
prostu nie wie i nie widzi. Praca nauczyciela to nie tylko bezpośrednia praca z
dzieckiem w klasie. Większą część tego zawodu zajmują przygotowania,
sprawdzania testów, sprawdzianów itd. A to zajmuje nieraz więcej czasu niż
praca z dzieckiem. Zawód nauczyciela jest trudny, wymagający, ale też niezwykle
wdzięczny. Nie ma czasu na nudę. W szkole żaden dzień się nie powtórzy, nie ma
dwóch podobnych poniedziałków, wtorków czy śród. Jeśli ktoś lubi pracę z
dziećmi, lubi przekazywać wiedzę i umie to robić, powinien iść do tego
zawodu. Chociażby z samego faktu, że na Zaolziu to zawód, który w
perspektywie czasu stoi przed kryzysem.
Dlaczego tak
trudno znaleźć nauczyciela do polskiej szkoły w RC?
– Oczywiste
jest, że nauczyciel, który będzie pracował w naszej szkole musi być po pierwsze
dwujęzyczny, musi orientować się w terminologii polskiej, jak i czeskiej,
ale też musi czuć specyfikę tego regionu. Co tu dużo mówić, dzieci i
młodzież w naszych szkołach różnią się od dzieci z czeskich szkół czy szkół po
polskiej stronie. Po prostu jesteśmy wyjątkowi.
Zatem nie
jest to takie proste, żeby przeprowadzić transfer nauczyciela, który uczy np. w
Cieszynie czy w Skoczowie i zatrudnić go na Zaolziu?
– Pamiętajmy
o specyfice naszych szkół. Jesteśmy placówkami osadzonymi w czeskim systemie
oświaty. Dokumentacja szkoły, jej administracja, wszystko prowadzone jest w
języku czeskim. Perełką i wielkim wyjątkiem jest osoba, która przychodzi z
Polski i perfekcyjnie zna język czeski w mowie i piśmie. A rzadkością, a
właściwie sytuacją, która się nie zdarza, jest nauczyciel z czeskojęzycznego
środowiska, który zna język polski i orientuje się w polskich sprawach. To
muszą być nasi ludzie, którzy przeszli całą drogę edukacyjną – skończyli
polskie przedszkole, szkołę podstawową z polskim językiem nauczania. Być
może poszli później do polskiego gimnazjum, ale niekoniecznie, bo polskość
można kultywować w inny sposób. Niemniej jednak szkoła daje te podstawy.
Niezwykle istotne jest spotkać w niej nauczyciela, który tak bardzo natchnie ucznia,
że ten człowiek już w podstawówce będzie wiedział, że w przyszłości chce uczyć.
Ja miałam taką polonistkę w szkole podstawowej, która we mnie zaszczepiła
miłość do języka polskiego, do polszczyzny, do literatury, do czytania, do
pisania. I właśnie o takich nauczycieli chodzi.