środa, 19 czerwca 2024
Imieniny: PL: Gerwazego, Protazego, Sylwii| CZ: Leoš
Glos Live
/
Nahoru

Kokotek: We władzę wpisana jest hipokryzja. W sobotę premiera! | 09.03.2023

Już w najbliższą sobotę Scena Polska wystawi premierę komedii szekspirowskiej „Miarka za miarkę”. Na deskach Teatru Cieszyńskiego zobaczymy całą obsadę aktorską Sceny Polskiej i artystów gościnnych, zaś za reżyserię przedstawienia odpowiada Bogdan Kokotek. Ten na kilka dni przed premierą opowiadał nam o pracy nad dziełem stratfordczyka. 


Ten tekst przeczytasz za 5 min. 30 s
Fot. mat. pras.

„Miarka za miarkę” jest zaklasyfikowana jako komedia, ale z racji poważnych tematów częściej nazywana jest komedią problemową. W co konkretnie jest wycelowane ostrze szekspirowskiej satyry?

– Ja nazywam „Miarkę za miarkę” tak zwaną ciemną komedią. Autor krytykuje wiele niezmiennie aktualnych wad w społeczeństwie, przede wszystkim obnażając hipokryzję władzy. Ponadto Szekspir wskazuje za Biblią, że często widzimy drzazgę w oku bliźniego, a nie dostrzegamy belki we własnym oku. Autor namawia nas do tego, byśmy mierzyli innych ludzi własną miarą i dopiero kiedy sami jesteśmy bez winy, możemy krytykować bliźnich. Szekspir mówi: rzucaj kamieniem dopiero wtedy, kiedy masz pewność, że sam jesteś zupełnie niewinny. 


Ten dramat jest szczególny, bo i ważny jest moment jego napisania. W 1603 roku w Anglii, po 45 latach zakończyły się rządy Elżbiety I, co oznacza kres tzw. renesansu elżbietańskiego. Do władzy dochodzą purytanie, zaostrzają się wewnątrzpaństwowe konflikty, a rzeczywistość zaczyna być coraz bardziej upiorna. Sam autor nie nawiązuje wprost do tych wydarzeń, osadzając akcję w Księstwie Wiedeńskim, w zupełnie innej epoce. A gdzie i kiedy rozgrywa się twoja adaptacja?

– W tym miejscu i czasie, w którym jest grana i dotyczy tych widzów, którzy w danej chwili na nią patrzą. Słusznie zauważasz, że Szekspir demaskował własną epokę, ale zrobił to w sposób tak uniwersalny, że można ten tekst przymierzyć do każdego miejsca na świecie i każdej epoki. Tam gdzie jest człowiek, tam istnieje władza, a tam, gdzie istnieje władza, będą prędzej czy później pojawiały się nadużycia i hipokryzja. Platon wymarzył sobie ustroje, w których nie dochodzi do przekroczeń, ale do dzisiaj nie udało się nikomu w stu procentach zrealizować tej idei. Dopóki nie uda nam się dosięgnąć platońskiej utopii, dopóty „Miarka za miarkę” będzie wciąż aktualna. 


Odpowiadasz nie tylko za reżyserię, ale i za adaptację sceniczną dramatu. Co stanowi największe wyzwanie przy przenoszeniu dzieł Szekspira na współczesną scenę teatralną?

– W samym tekście szekspirowskim dokonałem niezbędnych skrótów reżyserskich, ale pozostajemy absolutnie wierni treści dramatu. Wyzwaniem jest rzecz jasna mierzenie się z językiem – wczytanie się w sens, w korzenie tego tekstu. Nie bazujemy jedynie na poziomie słów, ale razem z aktorami podejmujemy próbę dotarcia do tego, co jest pod spodem. A jest tam tyle prawdziwych emocji, tylu prawdziwych ludzi. Nie warto wymyślać czegoś innego. Czasami interpretuje się Szekspira, dopisując współczesne historie, ale uważam, że jest to niepotrzebne. Szekspir jest bardzo pojemny. Jeśli wniknie się w to, co jego postaci myślą i czują, to zawsze jest absolutnie współczesne. 





W bieżącym roku artystycznym drugi raz wystawiasz „Miarkę za miarkę”. W październiku 2022 roku miała miejsce premiera tej sztuki w twojej reżyserii w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku. 

– W obu teatrach pracowałem z zupełnie innymi aktorami, którzy mają inną wrażliwość – każda z tych inscenizacji stanowiła dla mnie wyzwanie reżyserskie. Z kolei koncepcja wizualno-dźwiękowa jest tożsama.


W Płocku nie zagrałeś na scenie, a w Czeskim Cieszynie wcielisz się w najważniejszą rolę pierwszoplanową, czyli w Księcia.

– To jest ciekawa rola, w którą wpisane jest zawiadywanie przebiegiem akcji sztuki. Jeśli pamiętacie państwo przedstawienie „Nasze miasto”, które Scena Polska zagrała w minionym sezonie, tutaj będzie podobny zabieg. Książę w „Miarce za miarkę” podobnie jak Reżyser w „Naszym mieście” jest spiritus movens zdarzeń – napędza je, aranżuje, analizuje je czy podgląda z ukrycia. Jako reżyser wziąłem więc na siebie wyzwanie aktorskie. Gram i reżyseruję jako twórca, a zarazem gram i reżyseruję jako postać. 


Kiedy zapytałam Cię o miejsce i czas twojej inscenizacji, powiedziałeś: „tu i teraz”. Czy elementy plastyczne spektaklu będą podążały za tą koncepcją?

– Oprawa graficzna może wskazywać, że akcja dzieje się tu i teraz dzięki swojemu uniwersalizmowi. Scenografia jest umowna – nie ma tu detali dookreślających czas i miejsce. Z kolei kostiumy są zarówno historyczne, jak i zupełnie nowoczesne. Widz ma potraktować ten umowny Wiedeń jako Cieszyn, współczesną Republikę Czeską albo Polskę. To może być aluzja do dużej ojczyzny albo małej ojczyzny czy też miejsca pracy, a nawet w skali najmniejszej – relacji panujących w rodzinie, domu czy związku. Jako Książę mówię w spektaklu: „Kiedyś wziął w rękę miecz i władzę/świętym i prawym być ci radzę”. Tych, którzy wzięli w rękę miecz i władzę, mamy na każdym stopniu – to może być prezydent, premier, ale to może być też dyrektor naszego zakładu pracy czy głowa rodziny w domu, która wytyka członkom familii jakieś błędy, a sam jest jeszcze gorszy. Jest naprawdę wiele poziomów, na których możemy czytać tę sztukę. Każda droga interpretacyjna jest właściwa i każda nas współcześnie dotyka. Wszyscy funkcjonujemy w jakiejś hierarchii społecznej i każdego z nas na jakimś poziomie może dotknąć hipokryzja władzy.





Może Cię zainteresować.