Czarna Julka milczy o Karwinie | 04.03.2019
Trudne pytania i wzbudzające kontrowersje stwierdzenia. To pierwsze refleksje, jakie rodzą się po wysłuchaniu sztuki Bogusława Słupczyńskiego „Milcząc o Karwinie. Pochyły świat”. W niedzielny wieczór w świetlicy Krytyki Politycznej w Cieszynie odbyło się prapremierowe publiczne odczytanie trzyaktowego utworu.Ten tekst przeczytasz za 2 min. 60 s
Niedzielne odczytanie „Milcząc o Karwinie…”. Fot. jot

Jest połowa lat 80. ub. wieku. Dzieci Czarnej Julki, bohaterki powieści Gustawa Morcinka, spotykają się na 90. urodzinach matki. Jeden syn jest dyrektorem kopalni i działaczem partyjnym, drugi szefem któregoś z kół PZKO, a mąż córki, sprzątaczki, to nauczyciel, który potajemnie czyta dzieciom w szkole wiersze Jasiczka. Widać, że rodzeństwo rzadko się widuje, gdyż urodzinowe spotkanie zamienia się w burzliwą dyskusję. Bohaterowie rozprawiają o pamięci, o tożsamości, o zmianach jakie przyniosła rabunkowa gospodarka węglowa wraz z tym najważniejszym – zagładą ich miasta i zniszczeniu polskości na Zaolziu. „Węgiel był cenniejszy niż ludzkie życie. Zawsze tak było, za Larischa też. Chcieli wydrzeć nam złoto spod rzyci i wydarli. Zostawili nam jakieś erzace – świetlice, żebyśmy przychodzili poklepywać się wzajemnie po plecach. W końcu zaczęliśmy tracić pamięć… bo źródłem pamięci jest miejsce”.
Ale padają i mocniejsze słowa, dotyczące zaolziańskiej kondycji. „Andrzej, no powiedz, Polska to Polska, a my to my, prawda?”, retorycznie pyta dyrektor Stefan młodszego brata. „Raz są Polakami, a raz Czechami”, mówi o swych rodzicach i stryjach córka Stefana, Hanka. A Dasza, żona pezetkaowca Andrzeja, która – co wynika z kontekstu – Zaolzianką nie jest, wypowiada się jeszcze dosadniej: „Teraz mi mówisz, że nic nie rozumiem, nie jestem stąd. 20 lat wspólnego życia na tym zad... w tym mitomaństwie, w tej hipokryzji (…). 20 lat bycia obcym wśród swoich. To ja obca ci powiem: sprzedaliście Polskę za judaszowe srebrniki. Nic nie wiecie o Polsce. O własnej matce też nic nie wiecie”.
A matka, Czarna Julka, cały czas milczy. Siedzi na inwalidzkim wózku przywieziona przez Marka, Cygana, swego adoptowanego wnuka i milczy o Karwinie, milczy o polskości. A ten obcy, odzywa się do niej pod koniec utworu: „Napiszę książkę! O nich napiszę! Jacy są dziwni i nerwowi. Książka będzie się nazywać »Cygana przygody na Zaolziu«. To będzie komedia do pokazywania w teatrach”.
Ale nie prędko. Słupczyński, który zdaje się być owym obcym, przysposobionym wnukiem Czarnej Julki, powiedział w rozmowie z „Głosem”, że po usłyszeniu swojej sztuki, odczytanej przez aktorów, chce jeszcze dokonać pewnych korekt dotyczących bohaterów.
– A usłyszałem i to – dodał autor – że przed tymi bohaterami nie ma przyszłości. Tego sobie w ogóle nie uświadamiałem. Po tym czytaniu dzisiaj, dokładnie wiem, że tej przyszłości rzeczywiście nie ma. Bo jej nie ma już z czego budować. To wszystko się właśnie zapadło pod ziemię. Będzie coś innego, ale to na pewno nie jest kontynuacja. To już będzie jakiś inny wymiar.
Smutna to konstatacja, ale przerywająca milczenie i być może przywracająca pamięć.