Na
dworze trzaskał mróz (termometr wskazywał w Mostach ok. -12 stopni), lecz w
Kasowym było gorąco. Wszystkie ławy przy stołach i rzędy krzeseł ustawionych na
czas przeglądu były zajęte.
Wydarzenie
zainaugurował Piotr Cienciala, prezes stowarzyszenia Kopce, nowego organizatora
Balu Gorolskiego. Gromkie brawa i okrzyki uznania rozległy się w sali, gdy
podziękował za organizację kilkudziesięciu edycji Alojzemu Martynkowi i
Andrzejowi Niedobie oraz ich żonom.
Przegląd
rozpoczął się po godz. 17.00, a jego program był na tyle bogaty, że trwał ponad
trzy godziny. Konferansjerem był znany „łowczorz” z Nydku Michał Milerski.
Prezentację uczestniczących kapel i zespołów rozpoczął od łowiynzioka, którego
sam zatańczył z żoną i dziećmi do własnej przyśpiewki.
GALERIE Bal Gorolski
Na
scenie i parkiecie zaprezentowali swoją rodzimą kulturę wykonawcy z
Republiki Czeskiej, Polski i Słowacji.
Wystąpiły zaolziańskie kapele „Lipka” i „Czerchla”, Reprezentacyjny Zespół
Pieśni i Tańca PZKO „Olza”, Skład Niearchaiczny z Żywiecczyzny, Zespół
Regionalny „Istebna”, akademicki zespół folklorystyczny „Technik” ze
Słowackiego Uniwersytetu Technicznego w Bratysławie, „Nótaband” z Brna.
Bardzo oczekiwana była „Ostrá Detva” – wspólny projekt czeskich i słowackich
muzyków pod kierownictwem Martina Kajzara i legendarnego Ondreja Moloty. W
Mostach „ochrzczono” ich płytę nagraną w studiu Czeskiego Radia w Ostrawie. Podjął
się tego Andrzej Niedoba. Były organizator Balu Gorolskiego wspomniał przy
okazji muzyczne osobistości biorące udział w poprzednich edycjach wydarzenia.
Bal rozpoczął się od chodzonego – cieszyńskiego
odpowiednika poloneza inaugurującego polskie bale. Do chodzonego przygrywały
kapele „Lipka” i „Czerchla”, a sala błyskawicznie zapełniła się tańczącymi.
Przez całą zmieniały się kapele, które dały się poznać już podczas przeglądu.
Tegoroczna
edycja Balu Gorolskiego, podobnie jak poprzednie, cieszyła się ogromnym
zainteresowaniem. Bilety szybko się rozeszły. Obowiązywały stroje ludowe, tylko
na przegląd można było przyjść „po cywilnemu”. Przeważały stroje cieszyńskie i
gorolskie, lecz pojawiały się także inne. Dobrze widoczna była grupa krakowska.
Spod Wawelu przyjechało kilkunastu byłych tancerzy Zespołu Pieśni i Tańca „Nowa
Huta”. Niektóre osoby po raz pierwszy, inne już w poprzednich latach balowały w
Mostach.
Na Balu Gorolskim bawili się także Krakowianie. Fot. Danuta Chlup
Radek
Gomółka przyszedł w mundurze górniczym. Mieszka wprawdzie w Bystrzycy i żonę ma
„gorolkę”, lecz pochodzi z Błędowic i pracował na kopalni.
–
Mundur mam jeszcze po ojcu, który także był górnikiem. Czuję się związany z
„Dołami” – przyznał emerytowany górnik.
Zainteresowanie
budziła młoda para ubrana po bawarsku. Jak się jednak okazało, „Niemcy” mówili
cieszyńską gwarą i w rzeczywistości byli Zaolziakami. Stroje bawarskie
przywdziali trochę z przypadku: w wypożyczalni, do której się udali, nie było
już rodzimych strojów w odpowiednich dla nich rozmiarach, sięgnęli zatem po
obce.
Z
kolei Michal Hugo Hromas, choć mieszka w zachodnich Czechach, dumnie wypinał
pierś w stroju gorolskim. Jako znany kucharz obsługuje czasem kulinarnie
wydarzania w naszym regionie (na przykład jesienią piekł na ogniu barana podczas
imprezy w Bukowcu) i zdążył polubić nasz region. Podkreślił, że tym razem nie
przyjechał tu pracować, ale się bawić.
–
Specjalnie dałem sobie uszyć strój gorolski. Dziś włożyłem go po raz pierwszy –
zdradził z dumą w głosie.
Do wydarzenia
wrócimy w papierowym wydaniu „Głosu”.