Prezes
Miejscowego Koła PZKO w Wędryni Bogusław Raszka, zapowiadając przedstawienie
tego zespołu, posłużył się znanym cytatem Mikołaja Reja „iż Polacy nie gęsi, iż
swój język mają”. – Ja chciałbym dodać, że my w Wędryni mamy nie tylko swój
język, ale także swój teatr – stwierdził.
Że
to język nie byle jaki, a teatr także niczego sobie, przekonali się niebawem
również widzowie. Poprawny język polski brzmiał bowiem przez oba akty, a
aktorzy, choć w zdecydowanej większości amatorzy, po raz kolejny pokazali, że
ich ambicją jest teatr z wielkiej litery „T”.
„Powtórka z Czerwonego Kapturka” to sztuka na pozór lekka, ale z pewnością
niebanalna. Cechują ją spora dawka nienachalnego humoru, sprytnie
zakomponowanego w dialogach opartych na trafnej grze słów. Choć pojawiają się w
niej również takie momenty, kiedy głośny śmiech nie sposób poskromić, a
powtarzające się powiedzonka poszczególnych postaci nadają rytm całemu
spektaklowi, działając jednocześnie jak spoiwo.
GALERIA Teatr Wędrynia
Wędryński
teatr sztukę Andrzeja Stalony-Dobrzańskiego zagrał w 9-osobowej obsadzie.
Wystąpił Czerwony Kapturek, Babcia, Gajowy, Mały Wilk, Duży Wilk, Ptak
Bezimienny, Kogut, Kwoka i Nioska. Każda z tych postaci była nietuzinkowa i
oryginalna, co po części było również zasługą kostiumów. Przyciągających wzrok,
bardzo gustownych, z dobrze przemyślanym każdym szczegółem.
–
Większość aktorów to stare wygi, które bardzo dokładnie znają te deski naszej „Czytelni”.
Jednak jest wśród nich również debiutantka Agatka, która jeszcze niedawno
występowała w szkolnym przedstawieniu, a dziś po raz pierwszy zapisała się w
historii ponad 120-letniego teatru w Wędryni. Nie miała łatwo, bo po pierwsze,
była pod nadzorem reżysera Janusza Ondraszka, po drugie, pod nadzorem swojego
taty Ptaka, a po trzecie, za plecami miała Wilka (profesjonalnego aktora
Janusza Kaczmarskiego – przyp. BS). Ze swojego zadania wywiązała się jednak
znakomicie – przekonywał po przedstawieniu Bogusław Raszka.
– Przed
spektaklem byłam trochę zestresowana, ale kiedy już wyszłam na scenę, czułam
się szczęśliwa, że mogę grać. Teraz trema już opadła na dobre – zdradziła
„Głosowi” w przerwie między aktami Agata Szotkowska. – W szkole podstawowej
graliśmy w tym roku szkolnym Kopciuszka i ja wystąpiłam w tytułowej roli, więc
to nie jest moje pierwsze spotkanie ze sceną – dodała dziewiątoklasistka
Polskiej Szkoły Podstawowej im. Wisławy Szymborskiej w Wędryni. Przyznała
jednak, że próby szkolne różniły się od tych „dorosłych”. – Najpierw było dużo
prób na siedząco, kiedy uczyliśmy akcentu i wymowy. Dopiero później graliśmy na
scenie. Najtrudniejsze było dla mnie swobodne poruszanie się po niej, kiedy gra
piosenka. Tego obawiałam się najbardziej – zaznaczyła. Jeśli tylko nadarzy się
taka okazja, z Teatrem im. Jerzego Cienciały chętnie jeszcze kiedyś zagra.
Na razie przed zespołem
jeszcze dzisiejsza druga „premiera”. O tej piątkowej publiczność wyrażała się w
samych superlatywach. – Jestem zachwycana. To przedstawienie przeżywałam
podwójnie – jako widz, a także były członek zespołu, z którym też miałam kiedyś
okazję zagrać – powiedziała „Głosowi” Sonia Maguire.