Nie bądźmy obojętni | 29.11.2025
Nie umiem być obojętny
wobec ludzkich tragedii, szczególnie tych, które rodzą się w cieniu konfliktów
zbrojnych. Gdy czytam doniesienia światowych agencji o kolejnych atakach na
domy, szpitale, osiedla, czuję ciężar bezradności. I choć można by sądzić, że
zimowe, chłodne wieczory sprzyjają negatywnym emocjom, to z ręką na sercu —
płakać mi się chce, gdy tzw. wielka polityka decyduje o tym, jak i gdzie ludzie
powinni żyć, jakim językiem mają mówić, jakie wartości wyznawać. Męczy mnie
bezradność wobec zła, które codziennie dotyka setki tysięcy ludzi na świecie.
Ten tekst przeczytasz za 4 min. 45 s
Nigdy nie jest za późno... fot. Pixabay
Nie trzeba być ekspertem
sensu stricto w dziedzinie polityki międzynarodowej, by rozumieć, że obojętność
jest niewłaściwa. Nie mają racji ci, którzy twierdzą, że wobec konfliktu
zbrojnego za naszą wschodnią granicą powinniśmy zachować dystans, bo „to nie
nasza wojna”. Czy aby na pewno możemy spać spokojnie?
***
Żeby było jasne… nie
chodzi mi o kreowanie strachu czy nawoływanie do pakowania plecaków
ewakuacyjnych. Skupiam się raczej na analizie rzeczywistości, której wszyscy
jesteśmy częścią. Nie jestem żołnierzem i nie znam się na taktyce wojennej. Nie
jestem politykiem i nie moim zadaniem jest udzielać rad na szczeblach
międzynarodowych. Ale mieszkam tutaj, mam rodzinę, bliskich, znajomych. Tutaj
jest moja codzienność i moja przestrzeń do życia. Jestem obywatelem wolnego
świata, demokratycznej Europy — i mam prawo mówić o sprawach, które mogą w
przyszłości dotknąć mnie i tych, których kocham.
***
Od lat patrzymy na grę,
która — gdyby nie fakt, że giną ludzie — mogłaby uchodzić za groteskę. To, co
dzieje się wokół Ukrainy, wygląda momentami jak cyrk, choć cyrkiem nigdy być
nie powinno. Sprawa korupcji na najwyższych szczeblach ukraińskiej władzy jest
niewątpliwie wstydem. Gdy kraj od prawie jedenastu lat walczy w okopach o
przetrwanie, takie zdarzenia nie powinny mieć miejsca. Ale to temat poboczny —
korupcja była, jest i będzie. Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo własna korzyść
materialna okaże się ważniejsza niż bezpieczeństwo całego narodu.
***
A jednak to nie Ukraina
jest winna.
Ukraina jest ofiarą.
Ofiarą chciwości, cynizmu i imperialnych ambicji.
***
Po raz kolejny egoizm —
ten najgorszy, nieludzki — okazał się silniejszy niż ludzkie życie, które
codziennie narażone jest na rosyjski ogień. Ów egoizm dodatkowo puszcza
„ekonomiczne oko” zza oceanu. Nikt normalny nie wyszedłby przecież z propozycją
planu, który de facto kładzie ofiarę na łopatki. „Nikt normalny” — to
określenie, które w tej sytuacji pasuje zarówno do zacietrzewionego polityka w
Moskwie, jak i tego w Waszyngtonie. Bo jak nazwać projekt, którego skutki są
oczywiste: miliardy dolarów dla rosyjskich oligarchów i nowe interesy dla firm
związanych pośrednio lub bezpośrednio z najbliższym otoczeniem amerykańskiego
prezydenta i firm, które już są gotowe do inwestycji na terenach zniszczonej wojną
Ukrainy?
***
Podkreślam raz jeszcze:
nie chodzi o narodowe sympatie czy antypatie.
Nie ma znaczenia, jakim językiem mówi zaatakowany naród.
Ofiara pozostaje ofiarą.
***
Jest rzeczą oczywistą, że
dla rosyjskiego dyktatora świat idealny to świat bez Ukraińców. Życie ludzkie
nie ma tu żadnej wartości. Staje się towarem w grze o przyszłe zyski. Nie będę omawiać
wszystkich punktów tzw. planu pokojowego — w przestrzeni medialnej jest ich aż
nadto. Ale powiedzmy sobie szczerze: kto „normalny” wymusza na niezależnym
państwie wprowadzenie obcego języka urzędowego i domaga się demontażu systemu
obronnego? Cel jest oczywisty — stworzyć warunki do późniejszego,
bezproblemowego przejęcia całej Ukrainy.Wielu z nas powie: „nie
moja sprawa”, „inna bajka”, „to ich konflikt”, ale to nie takie proste. Te
wydarzenia dotyczą nas bezpośrednio — dziś mentalnie, jutro być może fizycznie.
Obojętność jest cichą formą krzywdy. Krzywdzi tego, kto jest „drugi”, „inny” —
a więc rzekomo mniej ważny. A czyje życie jest mniej warte?Nawet jeśli nie mamy
fizycznego wpływu na losy ludzi dotkniętych wojną, możemy przynajmniej nie być
obojętni.Cyrk pod dumną nazwą
„przyniosę pokój, bo mogę” nijak się ma do rzeczywistych zamiarów Putina i
Trumpa. Ten pierwszy gra na czas, udając troskę o pokój, podczas gdy w
rzeczywistości przygotowuje grunt pod całkowite podporządkowanie Kijowa. Ten
drugi robi tylko to, na co pozwala mu pierwszy — i dokładnie w takim zakresie,
w jakim jest to korzystne dla obu stron finansowego interesu.
***
W tej grze jest tylko
jeden przegrany.
Ukraina.
Państwo i naród z wyrokiem śmierci wydanym w 2014 roku.
***
Analiza tego konfliktu
boli — szczególnie gdy widać, że daleko od linii frontu, na miękkich kanapach,
siedzą ludzie, którzy kreują pozory troski. Tymczasem Ukraina walczy o
niepodległość, godność i zwyczajną możliwość życia w świecie bez czołgów,
dronów i rakiet. W przyszłości w takiej wojennej rzeczywistości może znaleźć
się każde europejskie państwo.
Parafrazując słowa Mariana
Turskiego — więźnia ocalałego z obozu Auschwitz — wypowiedziane podczas
obchodów 75. rocznicy wyzwolenia obozu:
Nie bądźmy obojętni!