sobota, 18 kwietnia 2026
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: Recenzja albumu „Dźwięczność” grupy Voo Voo | 15.04.2026

Nagrali już tyle pięknych płyt, że kolejna, równie piękna jak poprzedniczki, wcale nie dziwi. Mnie na pewno. Zespół Voo Voo obecny na polskiej scenie muzycznej od 1985 roku, 27 marca zameldował się z nowym albumem studyjnym „Dźwięczność”. Znów w doskonałej formie.

Ten tekst przeczytasz za 4 min. 45 s
Voo Voo swoją muzyką łagodzi obyczaje. Fot. mat. prasowe

Aby policzyć cały dorobek płytowy Voo Voo, potrzebne są palce rąk aż trzech osób i mowa wyłącznie o wydawnictwach studyjnych. Albumy koncertowe, kompilacje wymagają zaangażowania dłoni kolejnych chętnych do tej kulturalno-matematycznej wyliczanki. Dla mnie niezmiernie istotnym aspektem twórczości Wojciecha Waglewskiego i spółki jest fakt, że artystyczną płodność nigdy nie złożyli w ofierze tandety czy pretensjonalności. Również najnowszy krążek wpisuje się w klimat przemyślanej, ponadczasowej muzyki, ubranej w typowe dla tego zespołu eklektyczne szaty.
„Ktoś ci musi pomóc wokół, podać choć palca koniec, zanim pogrążysz się w mroku, nim utoniesz” – śpiewa Waglewski w otwierającym krążek jazzującym temacie „Bujam się”. Tytuł tej spokojnej, zadumanej piosenki idealnie współgra z warstwą muzyczną, naprawdę szybko można odnieść wrażenie, że bujamy się gdzieś na statku zapętleni we własnych myślach. Buja się z nami do rytmu zarówno klimatyczna gitara Waglewskiego, jak też reszta sekcji Voo Voo. Wspaniały klimat tworzy w tym utworze m.in. grający na jazzowym luzie perkusista Michał Bryndal.

Parciem na bramkę wyróżnia się z kolei ukryty pod numerem 2 rockowy kawałek „W niebycie”, pełen dynamicznych zmian w warstwie aranżacyjnej i, jak przystało na Voo Voo, ubrany w słowa zmuszające do głębszej refleksji. „A wiesz, że na przykład jerzyki spędzają w locie życie całe, śpią, jedzą i kochają się w locie i mnie by się też tak podobało”… Na taki refren trzeba po prostu w życiu zasłużyć.

Ten album posiada wiele lirycznych, skąpanych w miłosnym uniesieniu przystanków. „Na moment”, z gościnnym udziałem Darii ze Śląska, korzysta pełnymi garściami z lubianego przez Voo Voo jazzu, bluesa, nawet bossa novy. Niczym krople deszczu stukające o parapet okna brzmią klawisze fortepianu, będące akustycznym wstępem do tego pięknego tematu. A pośród tej urody Waglewski w swoim typowym, oszczędnym stylu śpiewa o miłości i przemijaniu. „Czasem coś, co widać z daleka, i słychać raczej mało, ma w sobie to, na co zawsze czekasz, a dotąd umykało” – pięknie, nieprawdaż?


Mateusz Pospieszalski, bez którego Voo Voo straciłoby eklektyczny sznyt, a także dźwięczność, jaką potrafi stworzyć tylko saksofon, kreśli frapującą solówkę w czwartym temacie na płycie, ponadsześciominutowym eposie „Czekam”. Od połowy „Czekam” zamienia się w instrumentalną jazdę i aż boję się pomyśleć, co wymyślą muzycy na potrzeby koncertów, które w ich przypadku bywają skrojone jeszcze odważniej, niż płyty. Myślę, że z tych 6 minut i 20 sekund Voo Voo stworzy na żywo kolejne swoje koncertowe arcydzieło.

Voo Voo i muzyka świata? Jak najbardziej. W afrykańskiej wokalizie „Dina ta”, autorstwa Pospieszalskiego, cały kompletowany czterdzieści lat muzyczny sprzęt Voo Voo zamienia się wyłącznie w tło dla mantry refrenu zapożyczonej gdzieś z Czarnego Lądu. Z podróży do Afryki wracamy natomiast na skrzydłach hardrockowego utworu „Jestem”, w którym główną rolę grają podłączone ponownie do prądu gitary Wojtka Waglewskiego i Karima Martusewicza.


Samodzielny akapit tej recenzji chcę poświęcić najpiękniejszemu fragmentowi płyty, tytułowemu tematowi „Dźwięczność”. „Jakim się dźwiękiem tobie oddźwięczyć mam, za tak wiele dobrego? Gdy Bóg błaznom darował świat, a ten grzeszy wciąż w imię jego” – pyta na wstępie Waglewski. Te słowa przeszywają na starcie swoją aktualnością, a dalej robi się po prostu cudownie muzycznie. Operowego głosu użyczyła tej kompozycji Samitra Suwannarit, jej partia wokalna zabiera bluesową inwokację w rejony zarezerwowane dla muzyki klasycznej. Skojarzenia z twórczością Zbigniewa Preisnera nie będą przesadzone, ale to bynajmniej nie zarzut z mojej strony, wręcz przeciwnie. W tym utworze Waglewski skroił dla siebie kolejną frapującą solówkę gitarową, zagraną z bluesowym feelingiem i z techniką nastawioną nie na efekt, ale czułość.

W jednym z radiowych wywiadów Wojciech Waglewski zahaczył o wątek powolnego zmierzchu swej kariery. Obchodzący niebawem 73. urodziny lider Voo Voo rozbudził w fanach lęki egzystencjalne, bo a nuż „Dźwięczność” będzie ostatnim albumem w dyskografii grupy? Mam nadzieję, że te pogłoski okażą się bezpodstawne. Takiej formy, jak na tym albumie, szkoda byłoby zmarnować na karmienie gołębi w parku.



Może Cię zainteresować.