wtorek, 13 stycznia 2026
Imieniny: PL: Bogumiła, Bogumiły, Weroniki| CZ: Edita
Glos Live
/
Nahoru

Opowiadanie: Oczy psa nie kłamią… | 25.12.2025

Nie trzeba się martwić. Karol nigdy nie zostawiał otwartej furtki. Czasami drzwi wejściowe były uchylone, ale ogrodzenie wokół domu tworzyło bezpieczną granicę pomiędzy jego światem, a przestrzenią znajdującą się na zewnątrz.

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 60 s
Fot. Pixabay

Każdy dodatkowy metr ziemi za ogrodzeniem był jak średniowieczna fosa, która miała za zadanie stworzyć bezpieczną przystań dla rezydentów. Pamiętam, jak ojciec Karola malował poszczególne przęsła – średnio co trzy lata. Dbał o płot i o posiadłość, by kolejne pokolenia miały zapewniony dach nad głową. Niestety betonowe fundamenty pod płotem nie były wystarczająco głębokie, gdyż niektóre fragmenty odznaczają się dziś charakterystyczną krzywizną; krzywizną czasu. Nie ma w tym nic dziwnego. Lekko zniszczone ogrodzenie jest piękne. Tak samo jak człowiek, który z wiekiem staje się dziełem sztuki; pięknem samym w sobie.

***
Czasami mam wrażenie, że dom Karola jest niewidoczny. Pomimo iż znajduje się przy jedynej ulicy na wsi, która prowadzi do dworca kolejowego, mało kto zwraca uwagę na dom Karola. Dwa lata temu wiatr przewrócił starą jabłoń. Owoce zapewne były delicją. Owoce starych drzew smakują inaczej; one mówią. Często są czymś więcej niż zestawem witamin i różnorodnością smaków – są nośnikiem wspomnień i smakiem wczorajszych dni. Tego drzewa już nie ma. W ogrodzie został fragment pnia. Korzenie zapewne pamiętają zapach farby, którą ojciec Karola zabezpieczał płot przed deszczem, śniegiem i mrozem.
Karol mieszkał na górze. W jednym pokoju z widokiem na ulicę. Życie wsi w jednym oknie bez firanki i zasłon. Czasami stał w tym oknie. Rozświetlony fragment domu niczym aureola wokół człowieka naznaczonego życiem. Karol kurczowo trzymał się klamki i patrzył w dół. Znał ludzi, ich zwyczaje, godziny wyjścia do pracy i powroty. Często, gdy wracałem ze spaceru z psem, machał do mnie witając się serdecznie bez słów, a jednak słyszałem, jak mówi: – Witej…
– Cześć… odpowiadałem, wiedząc, że nie słyszy. Podnosiłem rękę na znak, że widzę. Mój pies nie widział, ale ciągnął jak wół, by podejść pod samą furtkę, na pierwszą betonową płytę. Był tam zapach człowieka i jego psa.
Na ulicy, na tej co prowadzi do dworca kolejowego, Karol zawsze pochylił głowę, zagadał do mojego psa z czułością: – Cześć tygrysie, jak się masz?

***
Pies zawsze merdał ogonem, lecz zajęty zapachami ulicy udawał, że nie widzi Karola. Wszystko zmieniło się, gdy Karol spacerował o kulach. Mijały dni, tygodnie, miesiące. Dodatkowe nogi pomagały Karolowi wyjść z domu. Pod tym względem był uparty. Wychodził regularnie i żadna pogoda nie stanowiła dla niego przeszkody. Jestem biegaczem i staram się nie zwracać uwagi na pogodę, ale są chwile, gdy zwyczajnie – nawet psa bym nie wypuścił. Dla Karola nie było złej pogody. Karol idący o kulach był wyjątkowo intersujący dla mojego psa. Taki obraz to coś nowego. Interakcja jest inna, a wszystko, co inne świadczy o zmiennej tego świata. Karol wyglądał mistycznie, gdy wyłaniał się zza horyzontu. W chwili, gdy ja wyruszałem spod domu, on wracał i schodził z góry. Wyglądał wtedy jak anioł na płótnie, a za jego plecami cały świat w życzeniach dobrej nocy.
Czasami Karol potrzebował pomocy. Raz pomagałem przenieść do piwnicy ciężką skrzynię z narzędziami. Innym razem worki z węglem. Latem kosił trawę, która przerosła wszelkie oczekiwania. Kiedyś jego rodzice hodowali owce, a nad garażem gołębie odnalazły bezpieczną przestrzeń do życia. Tata Karola od święta wyjeżdżał szarą ładą… rzadko, ale pamiętam jak powoli cofał, by nie zniszczyć trawnika. W ogrodzie nie ma kostki brukowej. Wyjazd auta w złych warunkach skutkował tworzeniem kolein. Dziś na podjeździe są nowe samochody i głębokie koleiny na całej długości ogrodu.

***
Rozmowa z Karolem nigdy nie trwała długo. Szybka wymiana zdań po sąsiedzku. Nocne rozmowy prowadził kiedyś mój tata, przyjaciel Karola. Byłem wtedy dzieckiem i niewiele mogłem zrozumieć; niewiele chciałem. Gdy tata pożegnał się ze mną i z całym światem, Karol stał się bliższy. Po sąsiedzku rozmowa kleiła się bardziej.
Wracając pewnego wieczoru spotkałem Karola pod furtką własnego domu. Siedząc opierał się łopatkami o żelazne fragmenty płotu. Było zimno.
– Dobry wieczór sąsiedzie, nie trzeba pomóc? Co się stało? – zapytałem.
– Hej sąsiedzie, zgubiłem klucze – mówił.
– Nie ma sprawy. Daj mi chwilę, znajdziemy. Przytrzymaj mi psa, a ja się rozejrzę – stwierdziłem.
– Dziynka – powiedział Karol.
Tyle emocji w tym jednym słowie. Zawsze mnie zastanawia taka postawa człowieka w potrzebie. Sama chęć pomocy jest więcej warta niż efekt tejże pomocy. W tym przypadku była to konieczność. Trudno sobie wyobrazić noc spędzoną na progu własnego domu bez możliwości otwarcia drzwi.
– Dziynka – powtórzył Karol, spoglądając w ciemność drzew przed domem.
Klucze znalezione. Tę noc Karol spędził we własnym łóżku.

***
Kilka dni temu Karol siedząc na progu domu wypuścił psa. Podciągnął kolana pod brodę. Oparł się o futrynę. Siedział niczym Van Gogh. Spoglądał przed siebie w znaną przestrzeń tworząc całość wieczornego pejzażu. Pies wydawał się być szczęśliwy. Biegał bez żadnych ograniczeń. Psy natychmiast podeszły pod wykrzywiony płot… rozmawiały. Ja też rozmawiałem z Karolem. I chociaż nic konkretnego nie mieliśmy do powiedzenia, nasza rozmowa była serdeczna; ostatnia wymiana zdań, ostatni uśmiech, ostatnie westchnienie.

***
Gdy patrzę w oczy mojego psa, przypomina mi się tamto spotkanie na progu domu. Obraz mężczyzny, który odpoczywa po całym dniu życia. Z drugiej strony ogrodu obraz psa wypełnionego energią ruchu i chęcią poznania sąsiada. Oczy psa nie kłamią… tęsknią za swoim Chrystusem wierząc, że kiedyś wróci.  



Może Cię zainteresować.