wtorek, 7 lipca 2026
Imieniny: PL: Estery, Kiry, Rudolfa| CZ: Bohuslava
Glos Live
/
Nahoru

Szyją z miłości do piękna liturgii | 20.02.2016

Ten tekst przeczytasz za 4 min. 30 s
Remigiusz Cyganek prezentuje jeden z ornatów. Fot. WITOLD KOŻDOŃ

- Nie prowadzimy sklepu internetowego, nie mamy też żadnych katalogów. Myślę, że biskup nie wie nawet o naszej działalności.

Wszystkie rzeczy szyjemy na miarę, a jeden kompletny ornat, czyli taki ze stułą, bursą i welonem oznacza tydzień pracy – mówi Remigiusz Cyganek, właściciel Manufactury Solemnis – firmy produkującej ornaty, alby, komże oraz bieliznę ołtarzową. To jedyna tego typu pracownia w tej części Europy, więc na brak klientów nie narzeka. Właśnie realizuje zamówienie z USA.

Solemnis powstała przed dwoma laty. To rodzinna firma, która – jak można przeczytać na jej stronie internetowej – powstała z miłości do Boga i piękna liturgii Kościoła. Siedziba pracowni mieści się w podcieszyńskim Puńcowie, zaledwie kilkaset metrów od granicy z Republiką Czeską. Jej twórca urodził się w Cieszynie, ale od dziecka mieszkał w Paryżu. Dwa lata temu wrócił do kraju. Zamiast jednak reprezentować nad Wisłą jakiś francuski koncern, postanowił rozkręcić własny biznes.

– Nie mam wykształcenia krawieckiego, w Paryżu byłem menadżerem sklepu. Decyzja o założeniu nietypowej pracowni wynika więc z mojej pasji – tłumaczy Cyganek, który jak wielu chłopców służył dawniej do mszy świętej jako ministrant. – W szafach widywaliśmy wtedy stare ornaty, zacząłem się więc nad tym zastanawiać. Interesowało mnie, z czego zostały zrobione i dlaczego tak wyglądają – wspomina.

Zanim jednak rozkręcił biznes nad Olzą, czekała go ciężka praca. By stworzyć własne szablony, wiele czasu spędził w bibliotekach i zakrystiach. A trzeba wiedzieć, że ornaty różnią się nie tylko kolorem, ale i wieloma detalami. W efekcie stroje liturgiczne są nieco inne na przykład w zależności od regionu Europy. I tak francuskie na plecach księdza mają krzyż, a niemieckie kolumnę. – To takie niuanse – mówi Cyganek, który wspomina, że u początków swej pracy kilka mocno sfatygowanych, starych szat rozpruł i zlustrował od podszewki. – Dzięki temu dowiedziałem się, jak je dawniej robiono. Największą sztuką było jednak zdobycie odpowiednich tkanin. Wszystko dlatego, że w Polsce wielu z nich po prostu się nie produkuje – tłumaczy.

Co ciekawe, Polska to obok Włoch jeden z dwóch największych europejskich producentów tego typu akcesoriów. Tyle, że w większości jest to tzw. produkcja masowa wykorzystująca powszechnie sztuczne materiały. – Jeśli dobrze się przyjrzeć, to okaże się, że większość księży w kościele ma na sobie poliester. Ministranci są ubrani w poliester, obrusy wykonano z poliestru. Ma to taką zaletę, że nie trzeba prasować, no i jest tanie. My natomiast produkujemy szaty liturgiczne ręcznie i to wyłącznie z naturalnych tkanin. Taka produkcja była normą w Kościele o lat 60. XX wieku, czyli do czasu reform posoborowych – mówi Cyganek.

W jego pracowni w dużych ilościach wykorzystywany jest len i bawełna. – Generalnie do lat 60.  przy produkcji obrusów na ołtarze zabronione było używanie innych materiałów niż len. Również ksiądz nie mógł być odziany w inną tkaninę. Tymczasem len jest drogi i wymaga prasowania. Tyle, że oddycha, co księża mogą docenić zwłaszcza w słoneczne dni, podczas plenerowych mszy świętych – mówi Cyganek, który używa na co dzień lnu polskiego oraz włoskiego. – Natomiast jedwab muszę w całości sprowadzać z zagranicy, ponieważ w Polsce w ogóle się go nie produkuje. Z kolei dodatki, złote taśmy, galony czy frędzle, kupuję we Francji. Tam, w Lyonie zachowała się jeszcze tradycja ich produkcji. Wiadomo, są to drogie rzeczy ale od wieków dla Kościoła kupowało się wyłącznie to, co najlepsze. I okazuje się, że zwłaszcza młodzi księża nadal interesują się takimi szatami. Pomimo wyższej ceny chcą mieć rzeczy dobre jakościowo– mówi Cyganek.

W efekcie Manufactura Solemnis wiele zamówień otrzymuje właśnie od młodych wikarych, a  kontakty znacznie ułatwia internet. – Zawsze razem tworzymy projekt. Z reguły wymieniamy się mailami do momentu, gdy dojdziemy do konsensusu – stwierdza Cyganek, który rozpoczął właśnie realizację dużego i nietypowego zamówienia z USA.

Cały artykuł w najnowszym wydaniu drukowanej gazety.



Może Cię zainteresować.