_-_transp.png)
W nocy z 26 na 27 kwietnia 1986 r. seria wybuchów obróciła w ruinę reaktor i czwarty blok energetyczny elektrowni atomowej w Czarnobylu. 29 kwietnia wysokie tło promieniowania radioaktywnego zarejestrowano w Polsce i kilku innych europejskich krajach. Od tamtych wydarzeń mija właśnie 35 lat. Wiosną 1986 r. miałem 15 lat. Nie pamiętam atmosfery tamtych dni. W pamięci pozostał mi jedynie smak płynu Lugola, który aplikowano wówczas dzieciom nad Wisłą.
Propagandowa tuba Związku Radzieckiego długo ukrywała prawdę o tym, co się stało niespełna 150 km od Kijowa, w zamian serwując wszystkim szczątkowe lub zmanipulowane dane. Do dziś niektóre z propagandowych komunikatów nie zostały skorygowane, a wiele istotnych dokumentów nadal trzymanych jest w tajemnicy. Opublikowany w 2005 r. raport Forum Czarnobyla, w którego skład weszli przedstawiciele Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, agend i organów ONZ oraz Białorusi, Rosji i Ukrainy ocenił liczbę potencjalnych zgonów spowodowanych skażeniem radioaktywnym na cztery tysiące (choć nie podano dokładnych założeń, na których zostały oparte te szacunki). Wybuch reaktora elektrowni pociągał jednak za sobą nie tylko choroby i śmierć ludzi, ale również szereg innych konsekwencji, zwłaszcza społecznych i gospodarczych. Sarkofag nad zniszczonym reaktorem zaczął pękać już kilka lat po katastrofie. Przede wszystkim jednak katastrofa znacząco przyczyniła się do rozpadu ZSRR, stając się tym samym istotnym czynnikiem przemian w naszej części Europy. Nic więc dziwnego, że o wydarzeniu napisano tysiące stron i nakręcono setki tysięcy metrów taśmy filmowej. Mimo to Czarnobyl nadal pozostaje zagadką, którą ktoś będzie musiał rozwikłać. Niestety zadania nie ułatwiają nie tylko kłamstwa sowieckiej propagandy. Świat, w którym wszędzie czai się śmierć, w którym zabija nawet skoszona trawa, dla wielu z nas jest nie do przyjęcia. Wypieramy go, próbujemy oswoić, wcisnąć w znane nam życiowe schematy. Najbardziej jednak chcielibyśmy o Czarnobylu zapomnieć.