wtorek, 13 stycznia 2026
Imieniny: PL: Bogumiła, Bogumiły, Weroniki| CZ: Edita
Glos Live
/
Nahoru

Analiza Marka Słowiaczka: Gra w otwarte karty | 08.01.2026

Spowszedniały nam informacje o kolejnych działaniach wojennych, wzajemnych oskarżeniach polityków, bałwochwalczych przemowach, pseudorozmowach pokojowych i planach na następne podboje sąsiednich państw. Znieczuliliśmy się. Czasami łapię się na tym, że chciałbym ograniczyć albo całkiem wyłączyć dostęp do świata. Czy można nacisnąć przycisk „pauza”? Mam wrażenie, że przywódcy stojący na czele tak zwanych mocarstw biorą udział w globalnym teleturnieju pod tytułem „Silniejszy bierze wszystko”.

Ten tekst przeczytasz za 4 min. 45 s
Polityczne szachy są rozgrywane poza głowami zwykłych obywateli. Fot. Pixabay

I coraz częściej zadaję sobie pytanie: czy jakikolwiek reset mógłby dziś jeszcze coś zmienić?
Patrząc na to, co dzieje się globalnie, nie mam wątpliwości – trwa otwarta wojna o dostęp do surowców ukrytych w głębi naszej planety. To nie fikcja literacka ani scenariusz filmów science fiction, które oglądamy wieczorami na platformach streamingowych dla rozrywki. To dzieje się tu i teraz, na naszych oczach. Walka o ropę, czystą wodę, nowe tereny. Problem polega na tym, że my – zwykli mieszkańcy Ziemi – jesteśmy w tej grze jedynie towarem. Niezbędnym elementem zapewniającym komfort dyktatorom po jednej i po drugiej stronie barykady.

Coraz trudniej uwierzyć, że w wolnych wyborach można dopuścić do władzy ludzi, dla których jedynym marzeniem jest władza sama w sobie. Po ataku na Wenezuelę nie mam już żadnych złudzeń: siła i pełnia kontroli to narzędzia, które od zarania dziejów porządkują świat według brutalnych zasad. Czy naprawdę warto szukać różnic między Putinem a Trumpem? Pomijając systemy polityczne, różnic właściwie nie ma. Te same pobudki, te same ambicje. Podbijanie, zdobywanie, plądrowanie i dążenie do kontrolowanego podziału świata. Jakby dawno temu uzgodniono już, które regiony trafią pod wpływy Rosji, a które zostaną wchłonięte przez struktury gospodarcze Stanów Zjednoczonych.

Gra w otwarte karty daje przewagę. Wojna o zasoby naturalne trwa w najlepsze, a Wenezuela jest zaledwie preludium do kolejnych ruchów amerykańskiej administracji. Oczywiście można zasłaniać się troską o życie zwykłych Amerykanów, walką z kartelami narkotykowymi, można nawet wysyłać takie komunikaty w kosmos. Ale nikt nie ukryje prawdziwych intencji. Zresztą otoczenie biznesmena Trumpa nawet nie próbuje ich maskować. Zapowiedzi wejścia do Wenezueli amerykańskich koncernów naftowych nie są żartem – to właśnie ta gra w otwarte karty.

A co w tym czasie dzieje się po drugiej stronie globu? Snucie planów pokojowych okazuje się mrzonką. Teatr pozorów, który ma dawać złudną nadzieję na lepsze jutro. Dyktator Putin nie musi brać czynnego udziału w tej szopce. Milcząc, gra na czas. On wie, że cel zostanie osiągnięty. Umowa między tymi kontrahentami wydaje się aż nazbyt logiczna: Wenezuela, Kolumbia, Kuba, Kanał Panamski, ingerencja w politykę Meksyku, a nawet siłowe przejęcie Grenlandii – w zamian za pełną kontrolę nad Ukrainą, Mołdawią, Gruzją i wpływy w krajach dawnego bloku wschodniego. Ta strategiczna gra planszowa powoli się domyka. To już tylko kwestia czasu, kiedy Putin i Trump w świetle fleszy ponownie uścisną sobie dłonie. Tym razem jednak uniosą je wysoko nad głową – w geście zwycięstwa i ostatecznej dominacji.

Wydarzenia ostatnich dni pokazują jasno: mając władzę, można wszystko. Dosłownie wszystko. Nikt się nie przeciwstawi, bo jak wywierać nacisk na państwo kontrolujące większość systemów zbrojnych świata? Grenlandia już dziś może oswajać się z myślą o nowych rządach. I co z tego, że Dania – formalny właściciel tej ziemi – jest członkiem NATO? Jeśli Stany Zjednoczone siłowo przejmą kontrolę nad Grenlandią, czy sojusz stanie ramię w ramię z Danią? Nie oszukujmy się – nie ma takiej opcji. Najsilniejszym filarem NATO są właśnie USA. W ostateczności mogą się wycofać, a wtedy cały system obronny rozsypie się jak domek z kart. Dlatego bierność staje się dziś najbardziej widoczną reakcją na krzywdy wyrządzane ludziom.

Nie twierdzę, że świat kiedykolwiek był idealny. Pomysłów na jego naprawę nie brakuje. Problem w tym, że każdy widzi tę naprawę inaczej, często w sposób skrajnie odmienny. Dzisiejsze operacje zbrojne są tego najlepszym dowodem. Poza pozornymi korzyściami niosą jedno – żniwo śmierci. A śmierci człowieka nie da się usprawiedliwić ani przypadkiem, ani „wyższym celem”. 

Tam, gdzie umierają ludzie, umiera człowieczeństwo.
W popularnym amerykańskim serialu „Fallout” przedstawiciel fikcyjnej władzy mówi wprost, że fizyczny koniec świata to doskonały interes. Nic nie sprzedaje się lepiej niż wizja nadchodzącej katastrofy. Oby nikomu we współczesnym świecie nie przyszło do głowy wprowadzić tego scenariusza w życie. Tłumaczenie wszystkiego koniecznością naciśnięcia przycisku z napisem „Reset” może bowiem przerodzić się w realny koniec świata. Taki, którego nie da się już cofnąć.







Może Cię zainteresować.