Pre-teksty i Kon-teksty: Puenta | 04.05.2026
Snucie opowieści to sztuka.
Oczywiście tylko takiej, która może zaintrygować. I wtedy nieważne jak jest długa
– są wszak świetne „niekończące się opowieści”. Ale warto zauważyć, że przecież
są i takie – ocierające się o doskonałość – które dają się streścić w paru
słowach.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Juliusz Cezar. Fot. ARC
I
Juliusz Cezar pisał pamiętniki z wojny galickiej, a potem z wojny
domowej. Dawno, dawno temu uczono na pierwszej z nich łaciny. Ale nawet jeśli
kto wykształcony jako tako nie zna łaciny, to możemy zaryzykować stwierdzenie,
że zna telegraficzny skrót relacji wojny Cezara w Galii. Wystarczą trzy słowa: Veni,
vidi vici. Dobra, pomińmy literacką wartość dzieł pozostawionych Juliusza
Cezara – nie pisał ich wszak rzymski imperator dla świata literatury. A co z pisarzami,
takimi „z krwi i kości”? Ci też umieją zaimponować lapidarnością stylu. Podobno Ernest Hemingway założył się z kimś o
to, czy można skonstruować opowiadanie w sześciu słowach? I autor „Komu bije
dzwon” wygrał. Jaką sztuczką powiecie? Żadną sztuczką. Sztuką pisania.
Sprawdźmy: „For sale: baby shoes, never worm” („Na sprzedaż: buciki dziecięce.
Nieużywane”). Czyż dla uważnego czytelnika/czytelniczki w tych kilku słowach nie kryje się tajemnica
opowieści? Kto sprzedaje nieużywane dziecięce buciki? Jaka kryje się za tym
tragedia? Czy śmierć dziecka? A może to tylko złodziej chce spieniężyć część
swego łupu? A może sprzedaż dziecięcych bucików była po prostu koszmarnym
żartem, stawką przegranego zakładu? Możliwości jest wiele – zapraszam
czytających ten felieton do stawiania kolejnych lekturowych hipotez. A to
przecież, że przypomnę, tylko parę – tyle
że dobrze ułożonych – słów.
II
Jak już może (a nawet – na pewno) niejednokrotnie
wspominałem, jestem z galaktyki Gutenberga. Jestem uzależniony od lektury, od
słowa (zdania, tekstu) drukowanego. Czytanie to dla mnie (ale przecież ciągle
jeszcze – nie tylko dla mnie) szczególny, niczym niedający się zastąpić, rodzaj
przyjemności. To rodzaj nałogu. Nałogu, z którego nie uwolni mnie żadna
terapia. Ba, nie chciałbym, by taki rodzaj terapii istniał. Nałóg. Tak, to
nałóg. No cóż, Antonii Słonimski, kiedy nie miał żadnej innej lektury pod ręką,
czytał napisy na pudełkach od zapałek. Ale nie tylko pisanie jest sztuką, inną sztuką
- z własnymi regułami – jest także umiejętne czytanie. Czytanie ze zrozumieniem
– tego uczą teraz ponoć w szkołach na poziomie podstawowym. W moich czasach,
ktoś, kto czytałby „bez zrozumienia” zostałby pewnie uznany za osobnika, który
umiejętności czytania w wystarczającym stopniu nie posiadł. Ale dobrze,
czytanie ze zrozumieniem to w wielu przypadkach naprawdę sztuka. Na pewno to
sztuka w świecie ironii i aluzji – w szczególności. I jeszcze – a o tym dzisiaj – w kranie
konwencji. Dodam tylko, że tak jak się czyta tekst, tak też „czyta” się filmy.
I to nawet wtedy, gdy się je tylko ogląda, bo intryga jest prosta jak w
westernie.
III
Opowiadanie „Dociekania Awerroesa” Jorge Luisa Borgesa
przynależy do arcydzieł tego gatunku literackiego. Awerroes, żyjący w XII wieku
muzułmański uczony pozostawił po sobie ślad w historii głównie jako tłumacz i
komentator Arystotelesa. Opowiadanie, a w zasadzie intelektualna etiuda Borgesa,
zasadza się na problemach, jakie osadzony w zupełnie innej kulturze (mianowicie
– arabskiej) tłumacz, ma ze zrozumieniem tego, czym jest komedia. Finał jego
dociekań kończy się porażką, rozumienie pojęcia „komedia”, do którego wreszcie doszedł
jest (czytelnik/czytelniczka wiedzą o tym doskonale) błędne, choć on sam tego
nie wie.
IV
Nie wszystkie filmy Woody’ego Allena są komediami. Niemniej
– niektóre na pewno. Jednym z pierwszych filmów Allena, który oglądnąłem, to
„Annie Hall”; śmiałem się do rozpuku. A następnego dnia usłyszałem rozmowę dwóch
osobników, którzy narzekali, że zapowiadano „Annie Hall” jako komedię, a
przecież „nie było się z czego śmiać”. No cóż, wspólnota śmiechu nie zawsze
obejmuje wszystkich. I nie decyduje o tym IQ. Wreszcie wybitny reżyser Andriej
Tarkowski tak pisał o filmie Woody’ego Allena „Manhattan”: „Wyszedłem w
połowie. Potworna nuda i całkowicie pozbawiony wdzięku aktor, który pragnie być
czarujący”. Pytanie podstawowe brzmi –
czy Allen nas tylko bawi, tumani czy także przestrasza? A może czegoś uczy?
Wreszcie Allan Bloom ilustruje allenowskim „Zeligiem” jedną z tez swojego filozoficznego bestsellera „The Closing of American Mind”. Poważną książkę Allenowi i jego filmom
poświęcił Graham Mc Cann – wykładowca teorii społecznych i politycznych na
Uniwersytecie Cambridge…
v
Tak, z tymi komediami to różnie bywa. Film Toma George’a
„Patrz, jak kręcą” (2022) niewątpliwie jest komedią. Ale przecież jednocześnie, choć może przesadą
byłoby powiedzieć, że trup ściele się w nim gęsto, to jednak popełniane są jak
najbardziej realne (choć tylko filmowe, teatralne) zbrodnie. Realne, w tym
znaczeniu, że finał komedii ich nie unieważnia – postać, która w trakcie akcji
filmu padła trupem, kiedy pojawiają się napisy końcowe, nadal jest martwa (postać
– nie aktor czy aktorka). Sceneria dzieła George’a to londyński West End z
początku lat 50. Artystyczne ramy, w
których działają bohaterowie, to grana wówczas po raz setny sztuka Agathy
Christie „Pułapka na myszy”. Cała masa w tej komedii zabawnych scen, a także
odniesień do innych, klasycznych już dzisiaj filmów; choćby mignięcie sceny z
powieszonymi na ścianie wypchanymi głowami zwierząt przywodzi na myśl
„Psychozę” Alfreda Hitchcocka. Tak więc komedia i to – przynajmniej do pewnego
stopnia – wyrafinowana komedia, daje okazję do śmiechu. Jednak subtelne humorystyczne
akcenty czytelne są tylko dla tych, którzy znają szerszy kontekst sytuacji, w
której rozgrywa się akcja filmu. Ot, na przykład, kiedy w filmie George’a
(przypominam – z roku 2022) sprzedaje się (w latach pięćdziesiątych XX wieku) prawa
do ekranizacji „Pułapki na myszy” w umowie pojawia się punkt zgodnie z którym
może się ona pojawić w kinach dopiero pół roku po zejściu sztuki z afisza. Niby
nic, tyle że „Pułapka na myszy” zeszła z afisza dopiero w roku 2020. Grano ją
do czasu obostrzeń związanych z pandemią COViD – 19.
VI
Podobno taksówkarze, którzy wieźli kogoś na przedstawienie
„Pułapki...”, kiedy nie dostawali napiwku – na odchodnym rzucali niedbale uwagę
o tym, kto w spektaklu według Agaty Christie okazuje się mordercą. Czyli –
zdradzali finał. Spokojnie – widzowie filmu George’a się tego nie dowiedzą.
Krzysztof Łęcki