Wydarzenie
rozpoczęło się w sali gimnastycznej sąsiadującej z gimnazjum podstawówki.
Koleżanki, kolegów i nauczycieli przywitał w imieniu Parlamentu Uczniowskiego
Adrian Schenk. Gimnazjaliści
tańczą w różnych zespołach folklorystycznych działających na Zaolziu. Na
inauguracji dnia projektowego zaprezentowały się trzy z nich. Zespół Pieśni i
Tańca „Olza” z Czeskiego Cieszyna przedstawił taniec wołoski, ZPiT „Zaolzi” z
Jabłonkowa cygański, ZF „Bystrzyca” tańce z Siedmiogrodu.
Oskar
Starobrzański, przewodniczący Parlamentu Uczniowskiego, wyjaśnił w rozmowie z
„Głosem”, dlaczego w tym roku zdecydowano się na nazwę Dzień Młodzieży i
Kultury: – Chodzi
nam o promowanie naszej kultury i tego, co robi młodzież w wolnym czasie – stąd
ta nazwa. Wcześniej mieliśmy „Dzień po naszymu”, ale chcieliśmy to bardziej
rozwinąć – pokazać coś nowego, dodatkowego. Mamy dzisiaj bloki, gdzie
prezentuje się Harcerstwo i kluby młodych, ale także naszą kulturę i folklor.
Wszystko sami załatwialiśmy, także osoby z zewnątrz – mamy trzech prelegentów i
dwie osoby, które będą prowadziły warsztaty taneczne.
Harcerze
w wodzie i na lądzie
Blok
poświęcony działalności Harcerstwa Polskiego w RC i krótkiej historii
światowego skautingu prowadziło dwoje gimnazjalistów działających w Harcerskiej
Drużynie Wodnej „Opty” w Czeskim Cieszynie – Ester Víšek i Jakub Polášek – oraz
ich koleżanka Zuzana Roman z Drużyny Harcerskiej im. Żwirki i Wigury w
Cierlicku.
Ester
przybliżyła słuchaczom m.in. różnice pomiędzy umundurowaniem harcerskich drużyn
wodnych oraz klasycznych drużyn. Najważniejsze są widoczne na pierwszy rzut
oka: „wodniacy” mają mundurki granatowe, wzorowane na mundurach marynarskich, i
nie noszą chust.
GALERIE Dzień Młodzieży i Kultury w gimplu
Jakub
poświęcił uwagę różnym formom wydarzeń organizowanych przez harcerzy, takim jak
biwak, obóz, spływ, trek czy wyprawa. Wyjaśnił różnice pomiędzy nimi i
przybliżył te, które są specyficzne dla drużyn wodnych. Na przykład wyprawy
organizowane są podczas ferii jesiennych, trwają pięć dni, a ich celem są
polskie góry. Z kolei obozy połączone ze spływem rzeki trwają nawet po dwa
tygodnie i więcej.
–
Centralnymi wydarzeniami dla wszystkich drużyn – wodnych i niewodnych, na
których razem się spotykamy, są spotkania poobozowe oraz Dzień Myśli
Braterskiej odbywający się koło daty 22 lutego. Spotyka się nas wtedy około
dziewięćdziesięciu – stu, bywa program poświęcony jakiemuś bohaterowi lub
ważnej postaci dla harcerstwa lub skautingu – mówił Polášek.
Alicja
Włosok i Tina Kožusznik przybliżyły działalność Klubów Młodych PZKO
działających obecnie w następujących miejscowościach: Bukowcu, Bystrzycy,
Hawierzowie-Błędowicach, Cierlicku, Czeskim Cieszynie, Jabłonkowie, Karwinie,
Nydku, Suchej Górnej, Trzyńcu-Nieborach i Wędryni. Dziewczyny przygotowały dla
koleżanek i kolegów quiz na temat znajomości muzyki filmowej.
Placki
przy góralskiej muzyce
Bardzo
żywo było w łączniku. Po całym budynku rozchodził się stamtąd zapach pieczonych
placków ziemniaczanych i „lejoczków”. Do stoiska, gdzie można było je nabyć (a
prócz nich także kołaczyki czy kanapki) cały czas ustawiała się długa kolejka.
Ci, którzy przyszli w tym dniu do szkoły w stroju ludowym lub mundurku
harcerskim, otrzymali bon na darmowy placek czy też „lejoczek”.
W parze z gastronomią szła muzyka: ludowe
melodie grane przez kapelę „Polana” i gimnazjalistów z różnych kapel jednym
zaostrzały apetyt, innych podrywały do podrygiwania czy nawet tańca. Lecz
najlepiej można było potańczyć w sali gimnastycznej. Warsztaty podstaw tańców regionalnych
prowadzili Anna Kadłubiec (kierowniczka ZR „Błędowice”) oraz Filip Tomanek.
Ze
sceny do życia
W
kilku salach odbywały się prelekcje zaproszonych przez Parlament Uczniowski
gości. Doktor Jerzy Krzyszpień, emerytowany wykładowca Uniwersytetu
Jagiellońskiego w Krakowie, miał wykład nt. „Cieszyński męski ubiór cieszyński:
poznajemy jego historię i wyciągamy wnioski”.
– Obecnie
ubiory cieszyńskie pojawiają się na scenach, lecz ja tu mówię o ubiorach
jeszcze używanych prywatnie, na spotkaniach towarzyskich z przyjaciółmi i
krewnymi. I teraz chodzi o to, jak się ubrać, aby to było harmonijne, żeby
ubiór kobiecy i męski ze sobą korespondowały, żeby między nimi nie było stu lat
różnicy. Męski bywa z początku XIX wieku, a kobiecy – ten, który dziś jest w
pamięci społecznej – raczej z początku XX wieku. Zająłem się tym tematem po
powrocie z Krakowa tu, w rodzinne strony, na emeryturze miałem na to więcej
czasu. W muzeum i w publikacjach szukałem odpowiedzi na pytanie, jak ewaluował
męski strój cieszyński i co można wybrać na współczesne potrzeby, aby nie było
tej stuletniej różnicy pomiędzy męskim a kobiecym ubiorem. Na mojej prelekcji
pokazuję konkretnych ludzi, którzy tak się ubierali – Krzyszpień przedstawił
przedmiot swoich badań.
Wykładowca
przyszedł w ubiorze cieszyńskim z drugiej połowy XIX wieku. A dlaczego
konsekwentnie używał określenia ubiór, a nie strój ludowy? –
Strój to jest pojęcie etnograficzne, ale moja starka, kiedy się „oblykała” po
cieszyńsku, nigdy nie mówiła „Podejcie mi strój”. Zawsze mówiła o „oblyczce”,
czyli ubiorze. Dlatego ja też mówię ubiór, a nie strój, aby sprowadzić go ze
sceny do życia – wyjaśnił.
Jak
to kiedyś w Wielkanoc bywało…
Profesor
Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach Grzegorz Studnicki również przyszedł ubrany
po cieszyńsku. Pogratulował młodzieży pomysłu wydarzenia i podziękował za
zainteresowanie tematem, który miał poruszać. Brzmiał on: „Skąd wzięły się
nasze tradycje wielkanocne? Kilka refleksji wokół zwyczajów i obrzędów
wielkanocnych na Śląsku Cieszyńskim”.
Studnicki
opowiadał o bardziej, ale i mniej znanych zwyczajach i obrzędach związanych z
Wielkanocą i poprzedzającym ją Wielkim Postem. Do tych u nas raczej nieznanych
należą na przykład obchodzone 12 marca „Grzegorze”. Zwracał uwagę na fakt, że
nasze tradycje wielkanocne są swoistą mieszanką zwyczajów chrześcijańskich i
przedchrześcijańskich, lecz te nie zachowały się w dawnej postaci praktykowanej
przez zamieszkujących nasze ziemie Słowian. Do kultury naszych słowiańskich
przodków nawiązywał wykład gimnazjalnego nauczyciela historii Michała Szczotki.
Etnograf
Agnieszka Pawlitko prowadziła w auli prelekcję i warsztaty dekorowania żywotków
cieszyńskich. Udział w nich nie wymagał umiejętności haftowania – uczestnicy
tworzyli wzory na żywotkach wyciętych z papieru, za pomocą dekoracyjnych kredek
oraz cekinów. W zabawę łączyły się nie tylko dziewczyny, ale i chłopcy.