Szczególnie
jest to ważne wtedy, gdy chodzi o najmłodsze generacje. Wiemy dobrze, o co tu
chodzi, dla przypomnienia jednak wypunktujemy korzyści z tego płynące, a
zatem: śpiew kształtuje zmysł estetyczny; śpiew integruje, czyli z jednostek
tworzy grupę, zespół; śpiew ma w sobie, jakby powiedział J. G. Herder, ducha
regionu czy narodu, jest również elementem tradycji, która nas określa i mówi,
kim jesteśmy. Czy to mało?
***
Po
tych ogólnikowych sformułowaniach przejdźmy, choć bardzo skrótowo, do
tegorocznej 30. edycji Przeglądu Cieszyńskiej Pieśni Ludowej i wypunktujmy
hasłowo kwestie, które na to zasługują.
Pozytywnym
zjawiskiem była intonacyjna czystość wykonań, co z kolei rzutuje na bardzo
dobry poziom tegorocznego śpiewania, gdyż właśnie owa czystość jest jego
fundamentalnym kryterium.
Podobnie
można się odnieść do strojów, które stają się oczywistym i nieodzownym
elementem śpiewania. Wszyscy w nich występowali z takimi czy innymi
drobnymi uchybieniami, ale te pomińmy.
***
Nad
czym warto popracować? Nad zrozumieniem tego, co się śpiewa, co z kolei
wiąże się np. z frazowaniem, tudzież z dynamiką, tempem, ekspresją.
Pieśni weselnych, zalotnych, miłosnych nie można wykonywać w pośpiechu, byle
jak najszybciej do końca („Leciała rybiczka”, „Zagrejcie gajdziczki”, „Za stodołom”,
„Usnyła dziyweczka” itp.).
Wykonawca
musi mieć świadomość, o czym śpiewa, jaki jest sens tego śpiewania, jego
nastrój, atmosfera. Inna jest w balladzie, a inna w pieśni zawodowej czy
żartobliwej.
Z tym
wiąże się i dobór repertuaru. Góral najlepiej rozumie piosenkę swoją, ktoś spod
Cieszyna czuje się najlepiej w melodiach walczykowych czy polonezowych itp., co
z kolei nie jest obojętne i dla czystości gwarowej (każdy najlepiej zna tę
swoją), która jest dalszym ważnym kryterium interpretacji folkloru pieśniowego.
***
Należy
unikać synkopowania, którego nigdy nie było w naszej tradycji pieśniowej, jest
ono bowiem jednym z elementów zacierających cieszyński styl wykonawczy,
będący, mówiąc romantycznie, istotą, duszą naszego śpiewania.
W
świetle tego, co powiedzieliśmy, nie od rzeczy byłoby zorganizowanie seminarium
dla wszystkich, którym nie jest obojętne ludowe śpiewanie, którym zależy na
tym, by śpiewać jak najbardziej autentycznie, autentycznie po cieszyńsku.
***
Wydaliśmy
ostatnio setki naszych pieśniczek, a my ciągle w kółko śpiewamy o „listeczku
dymbowym”, o tym, „że jo do lasa nie pojadym, że już sie mi ławeczka na poły
złómała”, „o gróniczku, gdyby sie mi zniżył” itd. Tak jest najprościej, ale nie
najsensowniej.
W
tym względzie na uznanie zasługują małe i mniejsze szkoły zwłaszcza
z północnych stron, z Suchej Górnej i Stonawy, które na Przegląd przyniosły
nieoklepane, rzadko wykonywane pieśniczki („Jedyn ojciec”, „Coś Janiczkowi
obiecała”, „Na karwiński grobli”, „Tyn cieszyński kościeliczek”, „Muszymy cie cero”,
„Ach Boże, mój Boże” i inne) Do rzadkości należą także Płacze Czantoryja (Mosty
koło Jabłonkowa) czy Z Jabónkowa jadóm (Jabłonków).
Miłym
zaskoczeniem był udział śpiewaków z podjabłonkowskich Mostów, szkoda, że
nie było ich z Bukowca, Trzyńca, Błędowic i Karwiny, o Lutyni nie wspominając.
Bystrzycę ratowała zaś „Łączka” dzięki Ewie Nemec.
***
Prowadzenie Przeglądu ujawniło nasze rażące niedostatki nie tylko w mowie gwarowej, ale i
ogólnokulturalnej. Niestety. Jednak
tym, którzy zrobili wszystko, by nadal śpiewać po naszemu, by manifestować
naszą tu bytność, brak słów podziękowań. Inni sobie o tym przypomną, gdy będzie
już za późno.
Daniel Kadłubiec