poniedziałek, 11 maja 2026
Imieniny: PL: Igi, Mamerta, Miry| CZ: Svatava
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Nie tylko o gustach | 27.04.2026

Na pewno są gusta i guściki – ba, nawet oglądałem kiedyś francuski film pod takim właśnie tytułem. Polecałbym go chętnie – ale czy „polecanki” kogoś, kto sam w wielu dziedzinach życia i sztuki ma gust niezbyt wyrafinowany, warto brać pod uwagę? To bynajmniej nie kokieteria.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Witold Gombrowicz. Fot. Wikimedia Commons

Niezwykle łatwo byłoby mi podać ilustracje mojego niezbyt wyrafinowanego gustu. Ot, nie bardzo rozróżniam szlachetną whiskey single malt od najzwyklejszej blended, ba, do trzydziestego roku życia sądziłem, że „czerwony” Johnny Walker to najlepsza szkocka whiskey. Zresztą i tak wolałem w tamtych czasach pić whiskey – nie czyniąc żadnej różnicy pomiędzy Jimem Beamem i Jackiem Danielsem. Dalej – jakoś częściej wracam do powieści sensacyjnych Alistair’a Mac Leana niż cenionej klasyki kryminału Raymonda Chandlera. I jeszcze – w czasach wczesnej młodości wolałem słuchać Smokie niż Rolling Stonsów. Podobnie – w dobrym towarzystwie jest mi najzupełniej obojętnie, czy siedzimy przy butelce chardonnay czy savignon blanc. Tyle że, gdy idzie o dobór towarzystwa jestem już jednak – jeśli tylko mogę – nieco bardziej wybredny.

I
Jestem wybredny, ale przecież nie aż tak jak pisarz Szczepan Twardoch – ten pije chardonnay tylko w ostateczności. I pije tylko w dobrym towarzystwie, tak jak on je rozumie. Nie jest to przy tym jakoś bardzo szeroki krąg. Szczepan w tzw. „Kwestionariuszu Prousta”pisał: „Wino chcę pić tylko z tymi, których już znam i kocham tak, jak kocha się przyjaciół, i mogę policzyć ich na palcach jednej ręki. (…) Moja samotność rozwiewa się czasem, kiedy telefon odzywa się z wiadomościami od nich albo kiedy dzwonią kieliszki”.

II
Wspominał pierwsze spotkanie „twarzą w twarz” z Witoldem Gombrowiczem redaktor paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyć: „Ja na pewno nie jestem łatwy w kontaktach, on również był pod tym względem podobny, nie było więc mowy o przyjaźni”. No cóż, i ja nie jestem łatwy w kontaktach, więc dostrzegam tu pewnego rodzaju podobieństwo z redaktorem paryskiej „Kultury”. Niemniej od ponad ćwierćwiecza przyjaźnię się ze Szczepanem Twardochem. I cieszę się, że możemy od czasu do czasu spotkać się, napić wina i podyskutować (czy też po prostu – pogadać). O czym? O literaturze, ludziach, filmach, o wszystkim o czym rozmawiają przyjaciele, „kiedy dzwonią kieliszki”. A przecież – jak wspomniałem – i on, i ja wcale nie jest jesteśmy łatwi w towarzyskich kontaktach. Na różny sposób, bo ja nie jestem aż tak radykalny, jak autor „Morfiny”, który zresztą ostrzega: „(k)iedy ktoś mnie nudzi, to przerywam w pół zdania, bo mogę, a piekłem jest uprzejme słuchanie nudziarzy”.

III
Spotkanie ze znanym pisarzem… Wspomina wtedy dwudziestoośmioletni młody badacz literatury, późniejszy wybitny profesor literaturoznawstwa, Michał Głowiński: „Gdy dzwoniłem do niego (Gombrowicza – przyp. K.Ł.), drżał mi ze zdenerwowania głos. Był dla mnie postacią mityczną, wielkim, prawie legendarnym pisarzem. Umówiliśmy się na dzień następny, czyli 5 maja 1963 roku o godzinie dziesiątej rano w pokoju hotelowym. Poszedłem tam nie sam, ale z zaprzyjaźnionym kompozytorem, Romualdem Twardowskim. (...) I ja, i Twardowski byliśmy tak speszeni, że zapomnieliśmy zamknąć za sobą drzwi do windy. Zaraz więc był telefon z portierni. Musieliśmy wychodzić, zamykać drzwi, co oczywiście jeszcze naszą tremę pogłębiło.
– Który z panów zajmuje się literaturą?
– To ja – powiedziałem.
A on: – Od razu się domyśliłem, bo tak pan właśnie wygląda. I tonem egzaminującym: – Co wobec tego wie pan na temat sądów syntetycznych a priori? Zbaraniałem zupełnie. Nie odpowiedziałem słowa, choć normalnie umiałbym na to pytanie odpowiedzieć. – Trzeba znać Kanta – mówił z naganą w głosie. – Może więc pytanie następne: czy czytał pan »Logische Untersuchungen« Husserla?
– Nie czytałem tego – przyznałem. Do dziś zresztą tego nie zrobiłem, Husserl jest bardzo trudny”. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, że trudniejszy nawet niż Gombrowicz w rozmowie.

IV
Podobnie wyglądała rozmowa Gombrowicza z Wojciechem Karpińskim (który po latach dał się poznać jako znakomity eseista: „My tu sobie niewinnie rozmawiamy – mówił (Gombrowicz – K.Ł.), a czy pan zdaje obie sprawę z powagi sytuacji? – Mogę przecież napisać w »Dzienniku«, że nie zna pan »Bytu i nicości« i będzie pan skończony na wieki!”. Dla Karpińskiego „(to) był początek i zarazem koniec znajomości. Wyszedł właściwie z uczuciem ulgi, a przede wszystkim ogromnego zawodu. (...) Tak jak przewidywał Gombrowicz, rozpamiętywał oczywiście ich spotkanie, które – szczególnie w porównaniu z jego fascynującą twórczością – bardzo go rozczarowało. Nie było zupełnego olśnienia, jakiego zaznał poznając np. Miłosza, Wata czy Jeleńskiego. Od razu nawiązał z nimi kontakt. Z Gombrowiczem natomiast – nawet najmniejszego”.

V
Czy może zatem dla czytelników/czytelniczek „jedyny sensowny kontakt z pisarzem to przeczytanie tego, co napisał”? Najwyraźniej tego zdania był Zbigniew Herbert. Jego spotkanie z Gombrowiczem we Francji miało charakter bardziej niż zdawkowy – „Owszem, spotkali się – przywiózł Gombrowiczowi lekarstwa od jego paryskich znajomych, i to wszystko. Wręczył mu paczkę, spytał o zdrowie – stan Gombrowicza był wtedy dość poważny, po czym pożegnali się. Nie rozmawiali ze sobą”. Wspominał po latach Herbert: „Ceniłem i cenię twórczość Gombrowicza, napisałem nawet kiedyś o nim esej. Lecz jego dzieła, czyli to, co najważniejsze, naprawdę mi wystarczają”.

VI
Gdy idzie o spotkanie autora z osobą ledwie co poznaną, to może – nie wiem, zapytam, przy okazji – ideałem Szczepana Twardocha byłby dialog, jaki dał (pisarz) Guillaume Musso w „Sekretnym życiu pisarzy”: „– Czy trudno jest pisać powieści? – Tak, ale z pewnością jest dużo trudniejszych zajęć. (...) – Czy sądzi pan, że pańskie książki przejdą do historii? – Mam nadzieję, że nie. – Jak widzi pan rolę literatury we współczesnym świecie? – Nigdy się nad tym nie zastanawiałem i nie zamierzam tego robić”.

VII
Zdarza się, że ze Szczepanem czasem dyskutujemy dla publiczności. Ostatnio, 17 kwietnia, rozmawialiśmy na scenie Biblioteki Śląskiej w czasie poświęconej twórczości autora „Pokory” konferencji naukowej „Szczepan Twardoch i (nie)fikcje. Literatura/publicystyka/formy zaangażowania”. Organizatorzy określili ją potem na Facebooku jako „nieszablonową”. No cóż, inna być nie mogła.
Krzysztof Łęcki




Może Cię zainteresować.